Sisi Lohman – od korporacji do gazety Głos Mordoru

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Sisi Lohman opowiada o życiu poza korporacją nad tworzeniem gazety Głos Mordoru. Czy papierowa gazeta ma jeszcze rację bytu?

Posłuchaj jako podcast w wersji audio:

Moim gościem jest dzisiaj jest Sisi Lohman, redaktorka naczelna Głosu Mordoru. Zapraszam Cię do opowiedzenia trochę o sobie.

Sisi Lohman: Dzień dobry, cześć! Jestem redaktorką naczelną gazety i od paru lat portalu Głos Mordoru. Oprócz tego jestem mamą dwóch wspaniałych chłopców i mam świetnego męża. Zasadniczo jestem osobą bardzo aktywną, jeśli chodzi o sporty i właścicielką przecudownego psa.

Fajnie, że dzielisz się też rzeczami prywatnymi. Jak to się stało, że jesteś tu, gdzie jesteś? Co robiłaś wcześniej?

Sisi Lohman: Zanim znalazłam się w tym miejscu, w którym jestem, pracowałam w świetnej korporacji. Było to międzynarodowe studio dubbingowe. W związku z tym, że mieli studia nagraniowe na całym świecie, praca była bardzo nieregularna. Trzeba było się kontaktować z ludźmi z całego świata, a wiadomo, strefy czasowe są różne. W związku z tym czasami się kończyło o 22.00, a innym razem trzeba było być o 6.00 rano. Polubiłam tę pracę pomimo nieregularnych godzin. To nie było też takie typowe korpo, z którym mamy teraz do czynienia, o czym między innymi piszemy w gazecie.

Moja historia zaczęła się od tego, że zaszłam w ciążę i moje priorytety się troszkę zmieniły.

W czasie właśnie ciąży albo późniejszego macierzyństwa pojawia się dużo pomysłów na biznes. I tak było też ze mną. Bo jak już urodziłam pierwszego syna, to chodziło mi po głowie, że trzeba było zrobić coś własnego. Super byłoby siedzieć w domu i pracować zdalnie z każdego miejsca na świecie. Moja była wspólniczka też miała ten problem.

Pewnego dnia przyszła do mnie z pomysłem i żeśmy go wspólnie zrealizowały. Mogę powiedzieć, że to była na początku ciężka praca, bo mój synek był stosunkowo mały. On mi dosłownie siedział na rękach, bo nie chciałam go za wcześnie oddawać do żłobka. Więc było to naprawdę intensywne przygotowanie do pierwszego wydania gazety Głos Mordoru.

Uśmiecham się, bo dużo osób, które przychodzą do mnie na konsultacje, to są kobiety na urlopach wychowawczych albo jeszcze na urlopie macierzyńskim, czasem w ciąży. Mogę powiedzieć, że moim klientem idealnym jest właśnie taka kobieta.

Sisi Lohman: Zgadza się.

Czy miałaś moment przełomu, kiedy pomyślałaś, że etat nie jest dla Ciebie? Jak Ty doszłaś do tego, że fajnie byłoby robić coś swojego?

Sisi Lohman: Ja zawsze byłam taką osobą dość żywą, temperamentną, nielubiącą regularności i siedzenia non stop przed komputerem. Lubiłam kontakt z ludźmi. Wcześniej pracowałam też w biurze podróży, więc coś się ciągle działo. A w korporacjach, to zależy od branży.

Akurat w moim przypadku trzeba było siedzieć przed komputerem i gdzieś tam chodziło mi po głowie, że to jednak nie do końca jest dla mnie. Czyli ja poszukiwałam czegoś, gdzie będę mogła być bardziej kreatywna, mieć jeszcze większy kontakt z ludźmi, tworzyć fajne rzeczy, realizować pomysły. I to najlepiej na macierzyńskim. Tak jak wspomniałeś oprócz niańczenia dzieci, jest dużo czasu na myślenie. To mi dało takie poczucie, że może czas faktycznie pójść na swoje i nie być zależnym od nikogo innego.

Sisi Lohman Głos Mordoru
Sisi Lohman

Czyli podążałaś za rzeczami związanymi z osobistymi wartościami.

Sisi Lohman: Zgadza się. Do tego te codzienne dojazdy do pracy. Ramy czasowe pracy od do. Często w korporacjach jest taki problem, że ludzie mogliby się wyrabiać, pracując mniej niż osiem godzin. Na przykład w cztery godziny, ale z góry narzucony jest system pracy od 9 do 17.

Dlatego mówię o kobietach, zwłaszcza o młodych matkach, które potrafią się dogadać ze swoim managerem, prezesem czy szefem. Idą do niego i mówią, że są na tyle zdeterminowane, że chcą spędzić jak najwięcej czasu w domu, w związku z tym swoją pracę wykonają w 5 godzin. Jeśli się nie wyrobią, będą zostawać 8.

Widzę po sobie, że mając dwójkę dzieci w wieku szkolnym, psa, dom, jest dużo więcej rzeczy do zrobienia. Mąż mnie wspiera na każdym polu, ale on musi dojeżdżać do swojej firmy, więc to zupełnie inaczej wygląda. Ja pracuję z domu, ale zauważyłam, że jak się skupię, potrafię pracować przez pełne cztery godziny. Oczywiście są dni, kiedy trzeba popracować dłużej. Są dni, kiedy trzeba poświęcić wieczór, ale to wszystko zależy od nas i od naszej organizacji pracy.

Zachodnioeuropejskie korporacje są bardziej świadome tego, że dobrze zorganizowany człowiek potrafi sobie tę pracę zaaranżować. Wszystko, co prawda zależy od branży.

Mnie też to trochę czasu zajęło, to nie jest tak, że to było hop siup. Też potrafiłam siedzieć po 10-12 godzin w pracy. Ale teraz po tych kilku latach wyrobiłam sobie przekonanie, że można wiele rzeczy ogarnąć, jeśli się człowiek na 100% skupi na pracy. Wtedy nic mnie nie obchodzi: zmywarka, pies, całe domowe obowiązki. Tylko faktycznie siedzę i skupiam się na swojej robocie.

Jakby przejrzeć dokładnie dzień pracownika etatowego to tam na pewno nie ma pełnych 8 godzin pracy. Tam są spotkania, na których niekoniecznie musimy być, jakieś przerwy na kawę, przerwa lunchowa. I tak naprawdę faktycznie...

Sisi Lohman: I to było kiedyś obliczane. Ktoś zrobił badanie na ten temat, ile de facto pracujemy przed komputerem, a ile się obijamy. Ten czas można byłoby wykorzystać dla siebie. Na przykład na swoje hobby czy spędzanie więcej czasu z rodziną, z przyjaciółmi.

Korporacja trochę organizuje nam życie, a freelancer musi samemu się tego nauczyć organizować, aby pracować efektywnie. Czy miałaś jakieś trudności w tej kwestii?

Sisi Lohman: Od zawsze nienawidziłam Excela. A teraz śmieję się, że pierwsze, co zrobiłam po otworzeniu własnego biznesu, to otworzyłam Excela. Wychodzę z takiego założenia, że z korporacji wyciąga się mega doświadczenia, bo tego się nie nauczysz na studiach. Tutaj nie dość, że Ci płacą to jeszcze uczą Cię od podstaw biznesu, relacji itd.

Natomiast jeśli chodzi o to, czego ja się nauczyłam, to przede wszystkim organizacja pracy.

Nagle sama ze sobą, bez nikogo nad sobą. Nikt nie mówił mi, że muszę ogarnąć to i tamto, tylko sama musiałam sobie to narzucić. Fajne było to, że nie mam nad sobą bata, ale z drugiej strony sama dla siebie musiałam stać się tym batem.

„Sisi nie pójdziesz sobie teraz z psem na dłużej, tylko na chwilę, bo musisz tutaj ogarnąć pewne rzeczy”.

Pogoda kusi, żeby wyjść, żeby wykorzystać, pójść na rower. Ja jestem aktywna i mnie ciągle nosi, ale są pewne rzeczy, które trzeba zrobić. Tutaj pojawia się bat i musisz być tym samoistnym batem dla siebie.

Sisi Lohman

Czy czegoś Ci brakuje z etatowego życia?

Sisi Lohman: U nas w gazecie też mamy stałe wywiady z uciekinierami właśnie z korporacji. Też się naczytałam tych różnych historii. Każdy mówi, że nie wróciłby do korporacji, pomimo że dwa razy więcej pracuje na swoim. Ale na swoim jest zupełnie inaczej.

Często nie mają swojego biura, stałych współpracowników. Na samym początku brakuje im właśnie tej relacji face-to-face z człowiekiem. Nawet tych pogaduszek w kuchni, czy na korytarzach i czasami porannego wyjścia do biura. Większość zaczyna swój biznes w domu.

Jedni zostają w tych domach, drudzy zakładają firmy, mini korporacje. Tak, ten codzienny kontakt z ludźmi, wychodzenie do biura, mimo że teraz w tym lockdownie wszyscy mieli to, co każdy freelancer ma na co dzień. Niby są już zrobione badania po pandemii, że ludziom brakuje tego biura, codziennego wyjścia, ubrania się z tej piżamy czy dresu.

Kiedyś rozmawiałem z takim uciekinierem i opowiedział mi, że miał taki rytm jak zaczął pracować na swoim, że ubierał się tak jak do pracy i codziennie o 8 rano wychodził. Przechodził kilometr i wracał do domu. To miało dać poczucie, że jest nie w trybie „dom”, tylko trybie „biuro”.

Też tak robiłem na początku, aby się przyzwyczaić do nowej rzeczywistości. Potem się tylko przebierałem i już nawet nie wychodziłem. Następnie nauczyłem się przełączać taki pstryczek w głowie w tryb pracowy, tryb domowy, odpoczynkowy.

Sisi Lohman: Różnie bywa, bo tak jak mówię, staram się do którejś godziny mieć taki tryb, że non stop komputer i praca. Natomiast później, gdy dzieci wracają i pojawiają się wyjazdy na zajęcia pozaszkolne czy coś, to jestem dostępna pod telefonem, ale praca nie jest już tak efektywna. To nie jest tak, że go zamykam o którejś godzinie. Część ludzi pracuje intensywnie do 14.00, ale część ludzi na przykład pracuje intensywnie po godzinie 14.00. Więc zapytania, czy ważne informacje na e-mailu przychodzą mi właśnie w tych godzinach i staram się na nie odpowiedzieć.

Zdarza mi się, że na przykład mieszam jakieś jedzonko, a wskakuje mi e-mail i przy okazji odpisuję. W weekendy staram się włączyć ten tryb tylko weekendowy. Wtedy mam czas dla rodziny, na sporty i cokolwiek innego.

Czy jak masz zajrzeć do tego e-maila, to Cię jakoś frustruje, bo na przykład przychodzi po godzinach?

Sisi Lohman: Ponieważ pracuję z pasją, na te e-maile ostatnio mi się bardzo przyjemnie odpowiada. Nie ma mocno stresujących sytuacji. Więc myślę, że jak pracujesz dla siebie, to też masz zupełnie inne podejście.

Sisi Lohman

Kto w ogóle wymyślił nazwę Mordor dla zagłębia biurowców w Warszawie?

Sisi Lohman: Na pewno wielu z państwa słyszało o słynnym Mordorze na Domaniewskiej. Fanpage na Facebooku został założony przez Rafała Ferbera. Sama nazwa pomogła stworzyć nazwę gazety Głos Mordoru. Ale bardzo miło z się Rafałem znam i nie było faux-pas, że powstała moja gazeta.

W zasadzie trzeba by było się pytać Tolkiena albo rodziny Tolkiena o zgodę na użycie nazwy Mordor.

Sisi Lohman: Zgadza się. W ogóle mówi się, że powstał drugi Mordor na Daszyńskiego. Także nazwa weszła do słownictwa mocno potocznego. W radiu też się słyszało przez pewien czas, że Mordor znowu stoi w korkach.

No tak. Wyobraźnia od razu podpowiada, jak ktoś jest fanem Tolkiena czy też filmów Petera Jacksona.

Sisi Lohman: A teraz jest tak smutno i pustawo. To już nie wróci. To jest takie dość smutne jak się na to patrzy.

Skąd w ogóle pomysł, żeby mieć swoją gazetę, coś wydawać?

Sisi Lohman: Na początku to był pomysł byłej wspólniczki, która przyszła do mnie, żeby zacząć taką działalność. Jakby wszędzie było widać reklamy. Na ówczesny Mordor dojeżdżało codziennie 100 tysięcy ludzi samą komunikacją miejską. Idealny potencjalny konsument wielu produktów, rzeczy, idealny czytelnik. Pomysł, żeby stworzyć taką gazetę, wrócić trochę do prasy tradycyjnej to jest primo.

Kolejna rzecz to odciągnąć pracowników korporacji, którzy siedzą non stop albo przy komputerze, albo na smartfonach, trochę od tego, żeby wzięli gazetę, poczytali fajne treści. Poza tym człowiek inteligentniej wygląda z gazetką lub książką drukowaną. Żeby na tym zarabiać, pojawili się reklamodawcy, którzy stwierdzili, że to jest świetny pomysł. Świetny, bo w gazecie miały być wartościowe merytoryczne artykuły. Trochę też z przymrużeniem oka, ale niektóre takie, które powinny się przydać też na co dzień czy dla działu HR, czy dla coachingu, psychologiczne itp.

Sisi Lohman

Co Ciebie w tym kręci? Jesteś bardziej managerem, czyli zarządzasz? Czy Ciebie kręci jakaś ideologia?

Sisi Lohman: Na ten moment zarządzam tą gazetą od A do Z. Jeśli chodzi o public relations, marketing i sprzedaż reklam. Jestem po AWF Gdańskim, po Turystyce i Rekreacji, czyli zupełnie nie mam nic wspólnego z dziennikarstwem i zawsze się do tego przyznawałam. Nie piszę artykułów, bo nie chcę się brać za coś, do czego nie jestem specjalnie uzdolniona ani wyszkolona. Dlatego zlecam wszystkie artykuły wspaniałym, porządnym dziennikarzom czy ludziom, którzy naprawdę potrafią pisać.

Mamy na przykład dziewczynę, która pracuje w korporacji, ale odkryła w sobie dryg dziennikarski i pisze też dla nas regularnie.

Ja z kolei uwielbiam ten moment wydawania gazety. To jest ta praca, gdzie, jaki artykuł ulokujemy, gdzie, jaka reklama, jak to wszystko dostosować. Często pomagam moim klientom, bo dużo firm nie ma swoich działów marketingu i reklamą w gazecie zajmuje się przysłowiowa pani Grażynka, która ogarnia też księgowość. Często staram się być takim doradcą, żeby nie za dużo dawać w tych reklamach na przykład tekstu, żeby to wszystko miało ręce i nogi. To też sprawia mi przyjemność.

Co mnie kręci, to chyba wszystko po trochu. Uwielbiam ten moment rozdawania gazety, bo w końcu jak się udało wydać tę gazetę drukowaną, to nawet ludzie na ulicach powiedzieli:

Jak fajnie wziąć znowu tę gazetę do ręki i poczuć zapach druku.

Mam cudowną grupę ludzi, którzy rozdają tę gazetę z uśmiechem na ustach. Zagadują, życzą miłego dnia i to jest świetne. Ludzie też są do nich przyzwyczajeni. Ja też obserwuję, robię zdjęcia i to widzę. Tym bardziej mi się cieszy serce, jeżeli widzę, że ludzie chętnie biorą tę gazetę do rąk.

Jak bardzo jest to dla Ciebie ważne, żeby ludzie, którzy współpracują czuli właśnie dobrą energię, atmosferę i pasję?

Sisi Lohman: Staram się. Może nie jest to takie do końca korporacyjne, bo czasami, jeżeli wyczuwam dobrą energię u klienta, z którym rozmawiam przez telefon, delikatnie przechodzę na per Ty. Bo od razu na dzień dobry jest wtedy łatwiejsza rozmowa, inna relacja i na więcej można sobie pozwolić. Oczywiście nie z każdym tak można. Dlatego tworząc relacje z moimi współpracownikami, chciałam poznać, z kim mam do czynienia. Trzeba było się spotkać face-to-face i porozmawiać.

Staram się dogadywać z moimi współpracownikami. A mam naprawdę cudownych i dziennikarzy, z którymi od wielu lat współpracuję, i redaktora, korektora Tomka. Igor, który jest grafikiem, wszystko składa to do kupy i wysyła do drukarni do wydrukowania. Z każdym wspaniale się współpracuje i staramy się też zawsze rozmawiać nie tylko o pracy, ale też o jakichś tam prywatnych rzeczach. To jest chyba naturalne. Uważam, że relacje są bardzo ważne i nie tylko pracą człowiek żyje, ale codziennym życiem też. Trzeba dbać o tę higienę codziennych relacji i właśnie codziennego życia.

Czy pomysł na gazetę, czy portal z informacjami to jest dobry pomysł na biznes?

Sisi Lohman: Na początku wszyscy pukali się w czoło. Gazeta w dzisiejszych czasach? Drukowana? W ogóle nie ma takiej możliwości. To nie może się udać. Ba, złotówki nie wydałam na tak zwany PR gazetowy, bo samo to poszło. Nagle się odezwali redaktorzy różnych portali internetowych, jakieś zaproszenie do śniadaniówki poszło. To było niesamowite, jaki był odzew na e-maila. A najśmieszniejsze w tym wszystkim było to, że pierwsze wydanie gazety i pierwszy fuck up. Było kilka słów od redakcji na pierwszej stronie w gazecie, nie było wtedy jeszcze korektora. Bo to gazeta, trzeba napisać artykuł, dziennikarze przecież wiedzą, jak to napisać, więc kto się będzie przejmował literówkami. Poszliśmy na taki naprawdę duży żywioł i w pierwszym zdaniu, dopiero po wydrukowaniu była literówka. I oczywiście Internet szybko takie rzeczy wychwytuje. Na szczęście nie poleciał hejt. Od razu widać, że za tym stoją osoby zwykłe, normalne, a nie korpo maszyna czy duże wydawnictwo.

Pierwsze wydanie, pierwszy błąd, więc oficjalnie się do tego przyznałyśmy i było wszystko OK.

To akurat poszło w dobrą PR-ową stronę. Są takie rzeczy, kiedy ludzie doceniają błędy zwłaszcza właśnie byłych korpo ludków. Zauważyli, że to jest zrobione faktycznie normalnie. Pierwszy nakład to było około 5 tysięcy egzemplarzy i tylko 8 stron. Ledwo co udało się uratować kilka sztuk, żeby zachować.

Ale gazeta idzie od 2015 roku swoim trybem. Raz lepiej, raz gorzej. Oczywiście pandemia nie pomogła, ale wtedy się bardziej skupiłam na portalu. Portal zaczął też dobrze śmigać, plus social media i się kręci. Są pomysły na ciekawe artykuły i przede wszystkim wartościowe, merytoryczne i bezpłatne. I to będę chciała tworzyć do końca, żeby ludzie nie musieli za to płacić i mieli wartościowe artykuły czy wywiady z ciekawymi ludźmi bezpłatnie.

Sisi Lohman Głos Mordoru

Co ty ze swojej perspektywy mogłabyś powiedzieć ludziom, którzy właśnie zastanawiają się, czy opuścić ciepłą, czasem niewygodną korporacyjną posadkę? Jak byś ich zmotywowała?

Sisi Lohman: Pierwsze pytanie na pewno jest takie czy na pewno jesteś gotowy na odejście i rezygnację ze stałej pensji, benefitów i tym podobnych? Nie każdy jest przystosowany do tego, żeby prowadzić własny biznes. Bo miałam też takich rozmówców, którzy próbowali i po kolejnych trzech latach ponownie uciekli z korporacji i założyli własny biznes i dopiero im poszło.

Ale pierwsze odejście nie było takie fajne. Byli przekonani, że są gotowi, mieli dobry pomysł i poduszkę finansową. Wszystko się zgadzało, ale nie poszło. I też niestety było bankructwo, ulokowane pieniądze po prostu przepadły. Taka osoba musiała wrócić do korporacji. Po trzech latach padł inny pomysł i teraz idzie jak burza.

Najpierw trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czy na pewno chcę być swoim własnym szefem, czy po prostu chcę mieć święty spokój od 9 do 17? Dużo osób twierdziło, że to nie jest tak, że się mniej pracuje na swoim. Może później, jak to się wszystko ułoży, ale na początku to orka od rana do nocy. No i wiadomo, liczy się też dobry pomysł, biznesplan, finanse. Gdybym teraz chciała coś zaczynać, to bym zaczynała dwutorowo, czyli pracowałabym nadal w korporacji, ale zaczęłabym coś robić w swoim nowym biznesie. Moje uciekinierki z korporacji też tak zaczęły, że pracowały w korpo i zaczęły tworzyć własną firmę. W momencie, kiedy ta firma zaczęła generować na tyle dobre zyski, że mogły sobie pozwolić na odejście, wtedy odeszły. Jest cała gama różnych sposobów, żeby nie rzucać tego tak po prostu, tylko mieć pomysł, poduszkę finansową, ciągnąć to dwutorowo czy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy na pewno się nadajesz, żeby być swoim własnym szefem.

Mi się czasem zarzuca, że ja namawiam do rewolucji, czyli rzucaj i nie patrz na wszystko, a tutaj moja idea i całej mojej marki jest taka, że trzeba to zrobić zwyczajnie z głową.

Sisi Lohman: Przepraszam, że Ci przerwę. Też jest jeszcze taka opcja, że na przykład może nie nadajesz się do korporacji, ale może warto poszukać w podobnej branży mniejszej firmy, bardziej rodzinnej z mniejszą ilością ludzi. Po prostu takiej małej fajnej kompatybilnej firmy, w której się odnajdziesz i spełnisz.

Czego można życzyć Sisi Lohman na przyszłość? Tak zbliżamy się już do końca, ciekawi mnie, jakie masz plany, ambicje, marzenia?

Sisi Lohman: Tak się ostatnio zastanawiałam, bo ten Internet już zaszedł tak daleko, a jestem jakoś tak emocjonalnie związana z wydaniem drukowanym. Wiem, że mi ten portal poszedł i pójdzie docelowo, ale tak strasznie nie chciałabym zrezygnować z wersji drukowanej gazety. Wiem, że dużo ludzi mówi, że ta gazeta to już nie to, to takie przestrzale czy coś. Ale mimo wszystko chciałabym, żeby ten druk przetrwał. Wiem, że jest portal, social media i to pójdzie dalej. Natomiast chciałabym, żeby druk przetrwał i będę robiła wszystko, żeby ta gazeta była trzymana w rękach i czytana.

To ja Ci właśnie tego życzę.

Sisi Lohman: Dziękuje bardzo.

Sisi Lohman

Nie ma nic lepszego niż zapach gazety. Gdy czytasz artykuł, to jest taki pewien rytuał, nie?

Sisi Lohman: Tak. Kawka, gazetka, otwarcie, ten szum to właśnie tego nie ma w Internecie. Tego nie ma, siedząc w smartfonie, w komputerze. To jest… Wiem, że technologia idzie do przodu. Może jeszcze jestem trochę tradycjonalistką. Ale myślę, że to też jest dobre, bo pozwala nam trochę odsapnąć od takiego zabieganego życia. Bo w smartfonach to już mamy wszystko i spotkania online, i Excele, i gazety, i książki, i social media, a taka drukowana gazeta czy książka troszeczkę Cię winduje na inną galaktykę.

W takim razie zaapelujmy szczególnie do młodszych pokoleń, które z takim papierowym tworem mają mniej do czynienia, do czytania Głosu Mordoru, który dalej jest wydawany jako tradycyjna papierowa gazeta. Bardzo Ci dziękuję za rozmowę. Moim gościem była Sisi Lohman – Głos Mordoru.

Chcesz się dowiedzieć więcej? Przesłuchaj pełnego wywiadu na górze strony. Chcesz więcej? Zapraszam do przeczytania bądź przesłuchania pozostałych wywiadów z tej serii.

– Michał Bloch, Jak rzucić etat

Kat Piwecka – jak wygląda współpraca z gwiazdami?

Kat Piwecka – jak wygląda współpraca z gwiazdami?

Kat Piwecka opowiada o swojej drodze od handlu do fotografii gwiazd. Nie takie przebranżowienie straszne, więc jak to zrobiła? Zapraszamy…
Jak przetrwać sezon ogórkowy, gdy się rzuciło etat? O swojej marce Nie Odwlekaj opowie Anna Łapińska

Jak przetrwać sezon ogórkowy, gdy się rzuciło etat? O swojej marce Nie Odwlekaj opowie Anna Łapińska

Anna Łapińska to jedna z tych osób, które szczerze polecają pracę na swoim. Tylko jak połączyć dwie dziedziny: nauczanie j.…
Jak Beata Tarnowska-Kupny bazując na swoim wieloletnim etatowym doświadczeniu, zbudowała markę Dobry Manager?

Jak Beata Tarnowska-Kupny bazując na swoim wieloletnim etatowym doświadczeniu, zbudowała markę Dobry Manager?

Beata Tarnowska-Kupny nie wkłada wszystkich jajek do jednego koszyka – jest mentorką, Interim Managerką i akredytowanym coachem ICF. Jak godzi…