Natalia Kościuk: jak stworzyć takie okazje, żeby pójść na swoje?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Marka Dziewczyny na swoim pomaga kobietom odważyć się stworzyć własny biznes. Natalia Kościuk, na swoim przykładzie pokazuje, że niemożliwe nie istnieje – nawet z czwórką dzieci!

Posłuchaj jako podcast w wersji audio:

Witam bardzo serdecznie. To kolejny odcinek z absolutnie wyjątkowym gościem, który stanowi żywy dowód na to, że można prowadzić biznes na różne sposoby, korzystając z własnego doświadczenia, ale też łącząc biznes z rolą rodzica i to rodzica nie jednego czy dwójki dzieci, ale czwórki!

Z wielką przyjemnością pragnę powitać Natalię Kościuk, która, taka ciekawostka, jest hungarystką i menedżerem sportu, ale obecnie najmocniej zaangażowana jest w projekt „Dziewczyny na swoim”. Z naszych kuluarowych rozmów wynika, że zajmujemy się bardzo podobnymi rzeczami i też podobnie pokazujemy to bycie na swoim nie jako jakiś piękny obrazek, który wystarczy, że sobie wyobrazisz w głowie i już się do niego przybliżasz, ale jako coś, co wymaga trochę więcej pracy. Moim gościem jest Natalia Kościuk. Cześć.

Natalia Kościuk: Cześć. Witam Cię serdecznie. Bardzo dziękuję za zaproszenie do rozmowy i witam wszystkich słuchaczy i słuchaczki. Dzisiaj będziemy trochę rozmawiać o kobietach, ale myślę, że też panowie znajdą coś dla siebie w tej naszej rozmowie.

Ja też tak myślę. Moje badania bazy klientów pokazują, że 3/4 naszych odbiorców, słuchaczy i widzów to kobiety. I faktycznie panów jest trochę mniej w budowaniu biznesów opartych o markę osobistą, co oczywiście nie oznacza, że panowie nie są jakoś zapraszani czy mile widziani. Bycie na swoim jest dostępne dla każdej płci.

Natalia Kościuk: Dokładnie. Ja nawet wczoraj miałam klienta, który się do mnie zgłosił, bo po obejrzeniu moich materiałów miał taką wątpliwość i powiedział: Ale pani się kieruje głównie do kobiet. Na co ja mu odpisałam: ale ja panu też pomogę, bo dla mnie biznes nie ma płci i rzeczywiście kieruję swoją ofertę do kobiet, ale pomagam też przedsiębiorcom płci męskiej.

Nazwałaś swoją markę ,,Dziewczyny na swoim”, co wyraźnie sugeruje, że faktycznie jest to skierowane do jednej płci. U mnie klienci, którzy przychodzą na mój program budowania marki osobistej od A do Z, bardzo się boją zawężać, szczególnie w nazwie swojej specjalizacji, czy marki. Mają takie wyobrażenie, że jak już powiedzą, że „dziewczyny” to panowie już nie przyjdą albo odwrotnie.

Moje doświadczenia są inne, pokazują, że jest to proporcja. Trochę więcej tych, których zapraszasz, przychodzi, ale że dużo tej drugiej płci też się interesuje. Jak jest u Ciebie?

Natalia Kościuk: Niewątpliwie, jeżeli chodzi o osoby, które obserwują moje profile, czyli Facebooka, Instagrama, to, co tam wrzucam, to zdecydowana większość to są kobiety. I na konsultacje indywidualne, które prowadzę też najczęściej, zgłaszają się dziewczyny. Od czasu do czasu jest klient płci męskiej, ale on nie bierze się za bardzo z tych kanałów. To są kontakty nawiązane gdzieś na różnych spotkaniach biznesowych, na szkoleniach albo gdzieś może bardziej przez linkedina.

Rzeczywiście zdecydowałam mocno zaakcentować w nazwie, do kogo się kieruję.

Kiedyś prowadziłam działalność szkoleniowo-doradczą dla wszystkich i to się po prostu u mnie zmieniło i teraz kieruję się bardziej do kobiet. To tak naprawdę wyszło z potrzeby, bo Dziewczyny na swoim powstały po prostu na bazie rozlicznych pytań od moich bliższych i dalszych znajomych, jak założyć biznes? Jak prowadzić biznes? Chciałabym założyć biznes, ale nie wiem, od czego zacząć.

Z takich rozmów to wyszło i dlatego ta działalność się tak zawęziła. Chociaż „zawęziła” to złe słowo, ona się doprecyzowała. Jeżeli robię szkolenie, to nie mówię, ja przyjdę tylko do pań, które sprzedają, tylko zapraszam wszystkich handlowców na szkolenie i nie ma z tym problemu.

Natalia Kościuk

Ale myślę też, że jeżeli nazwa naszej marki daje jakiś sygnał i komunikat potencjalnym klientom, to łatwiej im też się z tym zidentyfikować.

Kobiety po prostu czują się trochę bezpieczniej w swoim gronie. Tak, to po prostu jest. Sam wiesz, że są liczne grupy facebookowe gromadzące przedsiębiorcze kobiety. Zresztą Alicja też była Twoim gościem, która prowadzi jedną z takich wielkich grup. My, kobiety po prostu lubimy o tym biznesie porozmawiać ze sobą.

Chciałbym Cię zaprosić do podróży w przeszłość i opowiedzenia, jak to się stało, że założyłaś swój biznes? Jak wyglądała Twoja praca etatowa przed założeniem biznesu? Także dasz się zaprosić do…

Natalia Kościuk: Do wspomnień.

Tak.

Natalia Kościuk: Wiesz co, nie mam z tym problemu, bo u mnie historia jest mało romantyczna. Bardzo praktyczna, ponieważ ja nie mogę powiedzieć, że mój biznes wyrósł z pasji czy z hobby, które ja postanowiłam przekłuć w zarobek. Dużo jest takich historii.

To w ogóle tak nie jest, bo moja praca etatowa była moją pasją.

Pracowałam wiele lat jako menedżer sportu i to było fajne. Czułam się bardzo dobrze w świecie sportowego biznesu. Natomiast historia jest bardzo krótka i prosta. To były tak naprawdę dwa czynniki.

Pierwszy był taki, że po urodzeniu drugiego syna warunki, które zostały mi zaproponowane po powrocie, a o których się dowiedziałam dwa miesiące po jego urodzeniu, czyli już wiedziałam, że jak wrócę, to będzie niefajnie. I te warunki były dla mnie po prostu nieakceptowalne. W związku z tym ja przyjechałam do firmy z tym dwumiesięcznym dzieckiem i zapytałam mojego przełożonego, czy jest szansa, coś zmienić. Może jakiś inny dział, bo to była duża korporacja, więc myślę, że można mi było znaleźć miejsce w innej przestrzeni. Ale ponieważ tak się nie stało, a jednocześnie pojawił się pierwszy stały klient z zakresu szeroko rozumianego marketingu sportowego, to po prostu podjęłam decyzję.

Przerwałam urlop macierzyński i z maluchem na ręcei córką w przedszkolu zaczęłam robić to, co robiłam do tej pory, tylko na swoim. To nie jest taka historia, że ktoś coś robi przez lata po cichu do szuflady i potem wychodzi z tym na rynek, bo przekuwa pasy. Ja po prostu nie zaakceptowałam tego, co zostało mi zaproponowane. Czułam, że to jest nie w porządku. A skoro firma nie miała nic do zaoferowania, to zaczęłam swoje działania i one ewoluowały z obsługi marketingowej w kierunku doradczo-szkoleniowym.

W ogóle ja bardzo lubię szkolić i pomimo że nigdy wcześniej nie pracowałam jako szkoleniowiec, to sama z siebie szkoliłam zespoły jako wolontariusz w firmach. Sama się zgłaszałam do zrobienia szkoleń, warsztatów. I ludzie to fajnie odbierali, i po prostu mi to wychodziło, więc z takiego marketingowca-reklamowca, przeszło to w stronę szkoleniowca i doradcy.

Początki były dosyć brutalne, bo to było zderzenie z tym, z czym wiele kobiet się zderza.

Chodzi o to, że po tym urlopie macierzyńskim firma już ma Ci do zaproponowania jakieś nowe stanowisko, nowe miejsce, które zupełnie Ci nie odpowiada. Jest też często ten moment, kiedy dziewczyny podejmują decyzję, że dobra, jak to ma tak wyglądać, to idę na swoje. Tylko nie każdy to robi z dwumiesięcznym niemowlakiem na ręku. Ale ja tak zdecydowałam.

Równolegle prowadzę też z mężem e-commerce motoryzacyjny. To się u nas też tak równolegle rozwijało i nie ma, co ukrywać, że on prowadził to przez jakiś czas sam, ale po prostu tej pracy przybywało i moje ręce też w pewnym momencie zaczęły być potrzebne. Biznes rodzinny zaczął się rozwijać. Tutaj taka żmudna praca, papiery, dokumenty, mało twórcza, ale potrzebna. A tu twórczo, fajnie i z ludźmi. Mój mąż dlatego założył firmę, bo był trzy miesiące na etacie i powiedział, że nigdy więcej, więc to jest też bardzo krótka historia.

Jasne. Domyślam się, że jak wracasz po urlopie macierzyńskim, czy idziesz na urlop macierzyński, już masz zapowiedziane, że to nie będzie to, co było. To jest jakaś taka kropla, która może przepełnić czarę, więc pewnie część osób by poszukała sobie innej pracy na etacie. Co miałaś w sobie, jak myślałaś o tym, że jednak bycie na swoim jest tą drogą, którą wybrałaś wtedy?

Natalia Kościuk: Na pewno to była refleksja związana z powiększającą się rodziną. Nie ma co ukrywać, jak pracowałam na etacie, to moja córka była jednym z ostatnich dzieci odbieranych z przedszkola, a na świąteczne przedstawienia wpadałam ostatnia z wywieszonym językiem. I chociaż nie jestem taką mamą kwoką, tylko u nas jest taki dosyć chłodny chów, to mimo wszystko bolało mnie serce, kiedy widziałam te mamy siedzące w pierwszych rzędach, które mogły przyjść 15 minut przed rozpoczęciem przedstawienia, zająć wygodne miejsce i oglądać, ale ja zawsze stałam tam z tyłu w kurtce, bo już nie było dla mnie wieszaka.

Jak już byłam w ciąży z drugim synem to przyszła refleksja, jak to właściwie ma dalej być? Czy to będzie tak, że teraz dwójka będzie odbierana o wpół do 6? Jaki to ma sens? Chcieliśmy mieć większą rodzinę. Zdecydowaliśmy się na to, a jednocześnie życie wygląda tak, jak wygląda i to na pewno leżało u podstaw. Pomogło mi w podjęciu tej decyzji. Czyli po pierwsze ta refleksja jak ma wyglądać życie naszej rodziny, po drugie to, co zaproponowała firma i po trzecie ten klient, który się pojawił.

Wielodzietna rodzina i własny biznes to się w wielu głowach nie może zmieścić. Często ludzie, którzy mają już dwójkę dzieci, mówią, że tej roboty jest dużo. Wyobrażam sobie, że podwójna ilość dzieci to podwójna ilość roboty, a może nie. To też zachęcam do tego, żeby się tym podzielić.

Ze swojej strony wiem, że mając własny poukładany biznes, da się mieć więcej czasu dla dzieci i zarabiać przyzwoite pieniądze. Natomiast myślę, że w wielu głowach to się może nie zmieścić ludziom w głowach. Często mówią: mogłabym mieć swoją firmę czy mógłbym, ale to trzeba pracować. Na etacie stabilniej. Jak było u Ciebie?

Natalia Kościuk: Tak, ja jestem bardzo bliska temu, co mówisz. Trzeba wszystko poukładać i zawsze też moim klientkom mówię, żeby zacząć od poukładania czasoprzestrzeni wokół siebie, bo jeżeli masz niepoukładane i niezorganizowane życie prywatne to ciężko zorganizować życie firmowe. To się musi wszystko zazębiać.

Natalia Kosciuk Dziewczyny na Swoim 2

Zachęcam też panie do rozmowy z partnerem, czyli z osobą, z którą dzielisz gospodarstwo domowe. Dzięki temu dzielicie koszty, wydatki, opiekę nad dziećmi, a bardzo często jest tak, że w małżeństwie nie ma tej szczerej rozmowy i są jakieś wzajemne oczekiwania i wyobrażenia, jak to teraz będzie, ale to się potem rozjeżdża. I często też pada to pytanie od mężczyzny do kobiety – Ale kiedy Ty zaczniesz na tym zarabiać? Bardzo pragmatyczne i proste. Panie czują się wtedy często urażone, atakowane. Natomiast pytanie jest zasadne, bo jeżeli prowadzę z kimś dom i decyduję się na to, że odchodzę ze „stabilnegoetatu”, który ma plusy i minusy, ale jednak pensja wpływa co miesiąc, to muszę uczciwie porozmawiać z drugim człowiekiem, z którym żyję pod jednym dachem i wychowujemy dzieci.

Dla mnie to jest punkt wyjścia, żeby wspólnie ustalić, jak będzie wyglądało to nasze życie, czyli nasze obowiązki domowe, rola jako rodziców, i na końcu ten biznesplan.

Ile ja sobie daję czasu? Jak chce tę firmę rozwijać? Ile chcę w nią zainwestować? To są takie pytania, z którymi bardzo często nie chcemy się mierzyć. Ale jeżeli się z nimi nie zmierzymy na początku, to one i tak do nas przyjdą i przyjdą już na etapie obustronnej frustracji, zawodu, rozczarowania i już w złych emocjach i już w takim złym momencie.

Jeśli chodzi o czwórkę dzieci, to mogę Ci powiedzieć, że tak po dwójce, już przy trzech to już tak trochę z automatu wszystko idzie. Wykonujesz te same czynności i te same procedury wprowadzasz, tylko jest jedno więcej do zespołu. Nie ma co ukrywać, że to jest dużo wyrzeczeń. I to jest decyzja, jak chcesz spędzać czas. My ten czas mamy i ja na swoich szkoleniach i warsztatach obalam ten mit, że my wszyscy nie mamy czasu.

Moja przyjaciółka ostatnio powiedziała bardzo słusznie, że nikt z nas nie ma czasu, ale Netflix jakimś cudem zarabia miliony. To znaczy, ktoś to jednak ogląda. Wiesz, nikt nie czyta pudełka, ale wszyscy wiemy, co się tam dzieje. To jest ten czas, który jak się poskłada w ciągu dnia, to okazuje się, że spokojnie wygospodarujemy trochę czasoprzestrzeni na to, żeby na przykład rozkręcać firmę i to, że masz dziecko, dzieci, czy dużą rodzinę, nie oznacza, że to jest niemożliwe.

Tak naprawdę inne czynniki przeszkadzają i inne aspekty zabierają Ci czas, aniżeli rzeczywiście to życie domowe.

I jeżeli zrezygnujesz z pewnych nawyków, przyzwyczajeń, przyjemności na rzecz tego, żeby się dokształcać, rozwijać firmę i przełożysz te swoje aktywności z jednych na inne, to okazuje się, że nagle naprawdę masz dwie godziny więcej w ciągu dnia, które ulatują nam gdzieś zupełnie. Przy prowadzeniu biznesu i posiadaniu rodziny musi być jakiś plan dnia, tygodnia, jakaś organizacja i musimy się trzymać pewnych reguł. Tu już nie ma za bardzo miejsca na spontaniczność, bo wszystko musi zatrybić, a dzieciaki też potrzebują rodziców. Dzieciaki też mają swoje zajęcia dodatkowe. To jest też logistyka. Tego zawieźć, tego przywieźć i tak dalej. Jeżeli to ma działać, trzeba po prostu usiąść do stołu i porozmawiać. Każdy musi dać coś od siebie, czyli ja z czegoś rezygnuję, ty z czegoś rezygnujesz i robimy tak, żeby było dobrze, bo wszyscy tego chcemy, bo tak chcemy sobie ułożyć życie. To się wydaje prosta rozmowa, ale tych rozmów często w rodzinach brakuje i potem jest nieporozumienie, że nie tak to miało być, ale trzeba zacząć od siebie, od tego swojego czasu. Szukać go u siebie, gdzie mi ten czas ucieka, bo on nam ucieka bardzo często.

Mówisz o bardzo istotnej kwestii, jaką jest przygotowanie do budowania swojego biznesu, zakładania firmy, budowania marki. Jednym z tych punktów, którego nie można pominąć, jest rozmowa z partnerem życiowym i zawarcie niemalże kontraktu. Trzeba się umówić, powiedzieć: Przez pewien czas będę robił czy robiła inaczej, będę pracować z domu, ale wtedy nie można mnie angażować.

Samo przyglądanie się sobie w kontekście złodziei czasu, prokrastynacji, czyli odkładania na później, swojemu myśleniu, to też są etapy bycia, stawania się przedsiębiorcą. Często pomijane etapy i później po miesiącach wychodzą niejasności, nieścisłości czy jakieś animozje do partnera. Szczególnie jeżeli partner pracuje na etacie.

Trzeba sobie odpowiedzieć jasno, że w biznesie trzeba dobrych kilka miesięcy spędzić na pracy, która wydaje się, że nie będzie przynosiła dochodów, ale to się później zmienia. Czytając artykuł, który mi podesłałaś, znalazłem takie zdanie, że odczarowujesz trudne tematy biznesowe i chciałem Cię zapytać, które tematy, czy zagadnienia są najbardziej zaczarowane albo niezrozumiałe?

Natalia Kościuk: Wiesz co, ja skupiam się bardzo na sprzedaży. Nie czuję się ekspertem w innych dziedzinach. Oczywiście jestem w stanie komuś podpowiedzieć podstawowe rzeczy na temat marketingu, reklamy, pijaru, bo to po prostu wynika z mojego ogólnego doświadczenia zawodowego zdobywanego przez wiele lat, ale jednak ja zawsze pracowałam w sprzedaży.

Moja rola w biznesie sportowym polegała na pozyskiwaniu sponsorów i to jest bardzo trudna, niszowa działka, bardzo nierozwinięty jeszcze w Polsce rynek.

To nie wygląda u nas tak fajnie, jak w Stanach czy na Zachodzie, ale to jest bardzo dobry trening, ponieważ jest to sprzedawanie trudnych tematów i trudnych projektów firmom, które nie do końca wiedzą, jak ten sponsoring traktować, gdzie go właściwie wsadzić w życiu firmy, czy to jest marketing, i tak dalej. To był poligon doświadczalny, który ja dzisiaj wykorzystuję, ponieważ moje klientki, które też często wprowadzają na rynek nowy produkt, który same stworzyły.

One wiedzą o nim wszystkoi wiedzą, jak to powinno być, i co można z tym zrobić, ale mają duży problem z przetłumaczeniem tego swoim potencjalnym klientom. Mam bardzo dużo takich osób, które albo coś sprowadzają, albo coś same stworzyły i wymaga to od nich teraz włożenia energii w pracę edukacyjną. Muszą nauczyć swoich klientów, pokazać im, jakie jest zastosowanie tego produktu, w czym ta usługa pomoże.

Bardzo się skupiam wokół sprzedaży, ponieważ po pierwsze mam w tym doświadczenie i ja lubię sprzedaż, a po drugie uważam, że ta sprzedaż jest nadal zaczarowana.

Nam się słowo sprzedawca kojarzy z panem z lat 90. Takim, który do mojej mamy na przykład do firmy przychodził z kartonem i oni tam mieli auto mapy, globusy, długopisy.

To jeszcze były te czasy pierwszych kartek wywieszonych na biurach, że akwizytorom dziękujemy. Ale ja pamiętam jeszcze to, jak Ci wizytatorzy przychodzili. I pomimo że już od lat to nie funkcjonuje, to nadal to słowo sprzedawca i sprzedaż budzi w nas negatywne konotacje i powiem Ci, że bardzo wiele osób chce założyć swój biznes, ale nie chce sprzedawać. Ta sprzedaż ma się toczyć jakimś magicznym sposobem, gdzieś obok nas. To znaczy, ja będę przedsiębiorcą, więc będę prowadził social media, będę kreował, tworzył, mam fajne pomysły.

Super. To się wszystko zgadza, tylko zapominamy o tym, że ktoś musi to kupić i że jeżeli nie prowadzisz aktywnej sprzedaży, to nic nie pomoże. Chodzi o sprzedaż, ale w dobrym rozumieniu, czyli że to jest rozwiązywanie problemu drugiej osoby, czy polepszanie standardu życia tej osoby, wprowadzanie dobrych zmian w życiu naszego klienta. Jeżeli tak do tego nie podchodzisz, tylko ta sprzedaż kojarzy ci się z nachalnością, to jak ten biznes ma działać? I bardzo dużo jest takich osób, które myślą, że sprzedaż zadzieje się sama.

Ja odczarowuję tę sprzedaż na dwa sposoby. Po pierwsze klientki mi mówią, że przestają się bać aktywnej sprzedaży, wychodzić do swoich klientów, opowiadać o swoich produktach i usługach w sposób aktywny, jednocześnie bez tego dyskomfortu, że jestem nachalna, że ktoś może nie chce, że przeszkadzam. I myślę, że najcenniejsze jest to, co wynoszą z tych naszych konsultacji, że ruszają w rynek, ale sprzedaż jest oparta o plan, o jakieś założenie, o jakąś bazę klientów, którą sobie stworzymy, o jakiś wstęp, rozeznanie rynku.

To są rzeczy, których często nie robimy. Czekamy, aż klienci sami do nas przyjdą, ale nie wiemy za bardzo, skąd mają przyjść, więc pokazuję te kroki, które warto wykonać, żeby się z tą swoją sprzedażą czuć dobrze i robić ją dobrze. I to jest pierwszy ten etap odczarowania, a drugie, nad czym pracuję, to odczarowanie wizerunku sprzedawcy, bo tak jak powiedziałam, chcemy być przedsiębiorcami, bo to brzmi fajnie. Chcemy być na swoim, ale nikt z nas nie chce być sprzedawcą, więc ja odczarowuję, że człowiek, który sprzedaje i robi to dobrze, jest dzisiaj tak naprawdę na wagę złota. Wszystkie firmy walczą o dobrych sprzedawców i jeżeli chcę być przedsiębiorcą, to muszę być też dobrym, jakościowym sprzedawcą. Nie wystarczy, że mam dobry produkt. Czy tobie też się sprzedaż kojarzy z panem akwizytorem w za dużej marynarce, czy inaczej na to patrzysz?

Ja z pierwszego zawodu jestem przedstawicielem handlowym, więc mi się to kojarzy ze mną sprzedawcą i całe życie powtarzam, że jestem sprzedawcą. Tylko od jakiegoś czasu sprzedaję relacje ze sobą i absolutnie potwierdzam, że w przypadku powszechnego myślenia wśród młodych, raczkujących marek osobistych jest to, że sprzedaż to jest akwizycja, napraszanie się i tego nie chcemy robić.

Obserwuję bardzo dużą reaktywność, że to się samo obroni, że jak jesteś dobra to cię znajdą i zawsze mówię, że nikt cię nie znajdzie! Nikt cię nie szuka. Nikt nie wie, że istniejesz. Nie możesz siedzieć w domu, musisz wychodzić do ludzi, pokazywać się.

Powiedziałaś bardzo cenną rzecz odnośnie doskupiania się na produkcie, a nie na kimś, kto za tym produktem stoi, albo nawet czasem przed tym produktem powinien stać. Jest takie podejście „terapia sprzedażowa”, gdzie nawiązujesz relacje po to, żeby rozwiązać jakiś problem, czy po prostu pomóc swojemu klientowi. W tym kontekście trzeba najpierw postawić siebie, a nie zasłaniać się produktem, czy odsłonić jakiś kawałek swojej historii, i pokazać, kim się jest, bo ludzie kupują ludzi. Ja tego się nauczyłem w roku 2001, jak zaczynałem swoją karierę jako sprzedawca, że to nie to, co ja oferuję, jest tak istotne czy cena.

Natalia Kościuk: Cena w ogóle nie jest istotna.

Najistotniejsze jest zdecydowanie to, czy mamy dobrą relację. Jak mamy dobrą relację z klientem, to czasem ta relacja jest postawiona wyżej niż wartości biznesowe. To jest bardzo budujące. Oczywiście wymaga pewnej odwagi, odsłonięcia się, pokazania siebie i sprzedaży eksperckiej.

Ja też jestem bardzo bliski temu, żeby mówić o swoich wąskich specjalizacjach. Nigdy nie twierdzę, że się znam na marketingu, bo to tak jakby powiedzieć, że się znam na rolnictwie. Trzeba się zapytać, czy ja się znam na budowaniu marek eksperckich, na spieniężaniu swoich kompetencji. Tutaj ewidentnie jednym z punktów do przepracowania jest po prostu odsłonięcie kawałka historii. Ja tego nie umiałem i dzisiaj to umiem. Pokonałem jakieś swoje demony, popełniłem błędy i teraz się tym dzielę i za tym jest jakiś produkt dla Ciebie, albo za tym jest jakaś usługa.

Natalia Kościuk: To, co powiedziałeś o relacjach, mówię swoim klientkom i klientom. I dzielę się taką refleksją, że dzisiaj w świecie, w którym żyjemy budowanie relacji, jest dużo trudniejsze niż do tej pory, bo jesteśmy od siebie odsunięci. Siedzimy wszyscy przed kamerami, dużo mniej się spotykamy. Ludzie są dużo mniej otwarci na wychodzenie do miasta.

Było więcej spotkań networkingowych, które rozkwitały w pewnym momencie w Polsce. Brałam udział aktywnie w różnych śniadaniach biznesowych, w różnych tego typu spotkaniach, na konferencjach dla przedsiębiorców. Pracowałam z firmą, która oferuje księgowość i regularnie organizowała takie wieczorne, bezpłatne konferencje. Oczywiście oni sprzedawali swoje usługi, ale można było tam przyjść i się pokazać jako ekspert. I ja z tego też korzystałam i nie ukrywam, że miałam dużo klientów z tej bezpośredniej prezentacji siebie, bo jak ktoś mnie posłuchał na scenie, to mógł podjąć decyzję, czy chce ze mną działać, czy nie. Było mi łatwiej i myślę, że wielu przedsiębiorcom było łatwiej.

Dzisiaj o to budowanie relacji jest trudniej i tak naprawdę wszyscy się uczymy. Tym bardziej ta osobowość i ta historia jest istotna, ponieważ klienci mają nieograniczony dostęp do produktów i usług przez internet, że przebić się przez swoją konkurencję jest dużo trudniej niż kiedyś. Po prostu więcej było takich kontaktów bliskich, można było iść na śniadanie biznesowe i poznać 50 osób w ciągu godziny i przynajmniej z 10-15 budować relację i ją pogłębiać i robić biznes. Dzisiaj tego nie ma. Ja wiem, że są jakieś spotkania networkingowe online, ale nie wzięłam w żadnym udziału, bo to jest dla mnie jakaś abstrakcja. Dla mnie networking to jest budowanie relacji przy kawie z człowiekiem, a nie przez internet.

Myślę, że szczególnie duże znaczenie w takim mocno zdehumanizowanym kontakcie, jaki jest teraz, duże znaczenie ma to wyróżnienie się, czyli to takie wyświechtane hasło: Wyróżnij się albo zgiń. Tutaj też ta historia może pomagać.

Słuchają nas teraz osoby, które potencjalnie są jeszcze na etacie i zastanawiają się nad pójściem na swoje. I zawsze proszę swoich gości o to, żeby z jakimś orędziem wystąpili do tych ludzi, więc zachęcam Cię do tego, żebyś jakoś przemówiła do naszych widzów i słuchaczy. Warto? Nie warto? Na co warto uważać? Co warto zrobić? Czego nie warto?

Natalia Kościuk: Myślę, że warto zadać sobie podstawowe pytanie: dlaczego to może się nie udać? I wypisać sobie na kartce wszystkie powody, wszystkie okoliczności, dlaczego ten biznes może nie wypalić. I na drugiej stronie kartki napisać pomysł na rozwiązanie, co mogę w związku z tym zrobić, czy jak mogę temu zaradzić.

Oczywiście nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkiego. Na różne pytania sobie chcemy odpowiadać, zanim zaczniemy biznes, ale nigdy na to i ja zawsze gorąco do tego zachęcam, żeby się nad tym zastanowić, co może się nie udać? Wtedy jest nam dużo łatwiej rozplanować sobie pierwsze kroki, pierwsze działania. To jest pierwsza rzecz.

Druga rzecz, jeżeli pytasz, czy warto z mojej perspektywy – warto. Natomiast wiem, że są osoby, które nie nadają się do prowadzenia biznesu i myślę, że też warto porozmawiać z prawdziwymi przedsiębiorcami, zanim się zacznie. Zawsze namawiam do tego osoby, które się do mnie zgłaszają na konsultacje i są na etapie rozważania.

Komunikacja na temat prowadzenia biznesu, która jest dostępna w internecie, bardzo często trochę przekłamuje rzeczywistość.

Jest dużo narracji, że biznes to jest kawa o 12 w miłym otoczeniu, praca z laptopem w jakiejś ładnej kawiarni, a jak już Ci idzie lepiej, to już pracujesz na plaży z laptopem i że ten biznes się jakoś tak toczy. Ta magiczna sprzedaż też się gdzieś dzieje, a Ty właściwie korzystasz z życia. Teraz masz czas dla siebie, na swoje pasje, na to wszystko, co na tym złym etacie nie było czasu, ale sam dobrze wiesz, że wystarczy porozmawiać z pięcioma osobami, które naprawdę prowadzą biznes i one od czarują tę wizję. Każdy, kto się zastanawia nad otwarciem swojej firmy, powinien porozmawiać z innymi przedsiębiorcami. To są ludzie, którzy powiedzą Ci, jak naprawdę wygląda biznes i z czym się wiąże.

Trzeci krok to jest ten, o którym mówiliśmy, czyli jeżeli prowadzisz z kimś dom i rodzinę to trzeba przeprowadzić szczerą rozmowę z naszym partnerem. Myślę, że jak się wykona te trzy ćwiczenia i ma się z tego jakiś feedback i przemyślenia to jest ten moment, kiedy można podjąć decyzję.

To jest mój apel, żeby otwierać swój biznes z głową i przygotować wiele rzeczy, zanimsię rzuci ten etat.

Ale czy warto? Z mojej perspektywy warto pomimo różnych trudnych sytuacji, które nas przedsiębiorców spotykają. Już nie będziemy tu wchodzić dzisiaj w tematy polityczne, ale wszyscy wiemy, jak jest, jest nowy ład, stary ład. Już wszyscy się pogubili i jest często trudno. Świat urzędniczy i przepisy w Polsce nie sprzyjają przedsiębiorcom i to trzeba sobie powiedzieć wprost. Jest to trudne. Jest to skomplikowane. Trzeba się dużo rzeczy dowiedzieć i jest to wiele wyrzeczeń i trudnych decyzji do podejmowania, kiedy prowadzimy biznes i też to, co Ty powiedziałeś – wychodzenie z własnej strefy komfortu.

Jest to często przekraczanie pewnych granic, czego nie wymagała od nas praca etatowa, ale końcem końców warto. Satysfakcja jest bardzo duża i ja też zawsze mówię moim klientkom, że bycie przedsiębiorcą to jest wolność, ale nie do końca ta wolność, o której one myślą, tylko to jest wolność naszego umysłu i możliwość robienia tego, co Ty naprawdę chcesz. To jest możliwość realizowania pomysłów, na które nie było czasu ani przestrzeni w Twojej pracy etatowej i teraz, jeżeli tak pojmujesz wolność jako przedsiębiorczość, to jest szansa, że Ci to pójdzie. Jeżeli wiesz, że będzie dużo pracy, dużo wyrzeczeń, mniej czasu wolnego i różne sytuacje trudne, z którymi się trzeba zmierzyć, ale masz w głowie to, że będziesz mógł czy mogła robić to, co naprawdę chcesz, a na co nie było do tej pory miejsca tam, gdzie pracujesz, to myślę, że jest też szansa na to, że to wyjdzie i że taka osoba będzie usatysfakcjonowana. Tylko po prostu trzeba wiedzieć, jaka jest rzeczywistość, się do tego dobrze przygotować. Naprawdę jest z czego korzystać. Po prostu jest ogrom materiałów, z którymi możesz się zapoznać, zanim ruszysz, więc bardzo do tego zachęcam, żeby ten czas na etacie wykorzystać na przygotowania.

To jest taki mój koszmar, jeśli chodzi o pomaganie, konsultowanie nowych marek, że ktoś dzwoni i mówi: rzuciłem etat i teraz będziemy robić firmę, ale jaką? Nie wiem. To wymyślimy pewnie. To ja mówię: Trzeba wrócić na etat tak gdzieś na rok, przynajmniej i popracujemy, wtedy zrobimy to z głową.

Nie wiem, Natalia, czy ty tak pokazując życie biznesowe przedsiębiorcy, zachęciłaś, czy przestraszyłaś? Ja mam trochę inaczej. Tak już na zakończenie dorzucę swoją perspektywę. Ja się absolutnie nie śmiem wypowiadać o biznesach typu fryzjer, właściciel knajpy, bo sam takiego biznesu nie prowadziłem i mam też poczucie, że tam jest bardzo wymagająco, szczególnie jeżeli ktoś ma przekonanie, że musi samemu tego biznesu doglądać albo że sam jest jedynym ogniwem w tym biznesie.

Ja się absolutnie tutaj nie uznaję się za eksperta od rozwijania takich biznesów, ale mam dużo doświadczenia z budowaniem marek osobistych, które mogą pracować zdalnie. Chociażby w tym podcaście pojawiały się osoby, które z Bali, czy z Tajlandii działają, więc trochę tak równoważąc, chcę powiedzieć, że to jest możliwe. Podpisuję się wszystkimi kończynami, jakie mam, że to się nie dzieje chwilę po rzuceniu etatu. Trzeba do tego podejść mądrze, przygotować się i to się dzieje bardziej po 2-3 latach, a te pierwsze 2-3 lata są bardzo wymagające.

Warto wtedy mieć przede wszystkim kontrakt z partnerem, jakoś to poukładać, żeby uniknąć zawodu. Tam jest jeszcze fragment o poduszce finansowej, o której nie pogadaliśmy i masę różnych tematów odnośnie do przygotowania.

Bardzo Ci dziękuję za to, że znalazłaś czas i życzę Ci wszystkiego dobrego, jeśli chodzi o twoje marki. Moim gościem była Natalia Kościuk. Bardzo dziękuję.

Natalia Kościuk: Ja tobie również dziękuję. Pozdrawiam wszystkich słuchaczy. Wszystkie osoby, które będą oglądać, słuchać i trzymam kciuki za polskich przedsiębiorców, za wszystkie osoby, które startują w biznesie, bo myślę, że to jest fajne. Naprawdę jest dużo ludzi, którzy mają bardzo dobre kreatywne pomysły na produkty, na usługi. Wystarczy trochę wiedzy, trochę pracy, poukładanie tego i myślę, że ta przedsiębiorczość w Polsce się będzie rozwijać. Także trzymam bardzo kciuki za wszystkich, a tobie bardzo dziękuję za to dzisiejsze spotkanie.

Chcesz się dowiedzieć więcej? Przesłuchaj pełnego wywiadu na górze strony. Chcesz więcej? Zapraszam do przeczytania bądź przesłuchania pozostałych wywiadów z tej serii.

– Michał Bloch, Jak rzucić etat

Martyna Górniak-Pełech: jak wychować wielojęzyczne dzieci?

Martyna Górniak-Pełech: jak wychować wielojęzyczne dzieci?

Martyna Górniak-Pełech opowiada niezwykłą historię zwykłej rodziny, czyli jak zmieniła swoje życie, aby móc podróżować i wychować wielojęzyczne dzieci.
Kasia Biskup – od miłości do psów do biznesu, który zarabia

Kasia Biskup – od miłości do psów do biznesu, który zarabia

Kasia Biskup stworzyła markę Piesologia, aby pomagać klientom, lepiej porozumieć się z czworonogiem. Nie myślała, że z miłości do psów…
Elena Pawęta – jak wykorzystać doświadczenie i zbudować markę ekspercką?

Elena Pawęta – jak wykorzystać doświadczenie i zbudować markę ekspercką?

Elena Pawęta planowała pracę w korporacji, ale życie pokazało, że praca na swoim daje więcej satysfakcji i możliwości. Jak wykorzystać…
.
.