Motywacja przede wszystkim! Czyli o technikach automotywacji na swoim.

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Jako freelancer musisz motywować się sam, nie masz szefa, nie masz zespołu, nie dostajesz zadań. Jak się zmotywować do działania? Dowiesz się tego w tym artykule.

Posłuchaj jako podcast w wersji audio:

Aby przebyć tysiąc mil, trzeba zrobić pierwszy krok.

— Bruce Lee

Dzisiaj będzie o motywacji, o tej wewnętrznej i zewnętrznej, natomiast na tej wewnętrznej bardziej się skupimy.

Bo przecież freelancer nie ma szefa, nie ma zespołu, nie dostaje zadań. Jak zatem ma utrzymać odpowiedni poziom własnej motywacji? Jak może nauczyć się pracować z domu? Jak łatwo ma przechodzić z trybu domowego w tryb „pracowy”?

Jak nauczyć się to robić nawet w piżamie?

Na początek sprawdź, czy brakuje Ci motywacji czy też może masz poczucie, że Twoja marka nie jest wystarczająco dobra? Bo to są dwie różne rzeczy. Jeżeli masz takie poczucie, że to, co stworzyłeś albo zamierzasz stworzyć, nie będzie wystarczająco dobre, żeby pokazać światu, to możemy mylić motywację z brakiem pewności siebie. W tym artykule dotkniemy jednak tematu motywacji.

Jaka jest definicja motywacji? Motywacja (z łac. motivus „ruchomy” od motus „ruch”) stan gotowości do podjęcia określonego działania, wzbudzony potrzebą, zespół procesów psychicznych i fizjologicznych. (https://pl.wikipedia.org/wiki/Motywacja).

Czyli najpierw pojawia się potrzeba, później sobie coś o niej myślimy. Nasze ciało jakoś reaguje i ten poziom procesów fizycznych i psychicznych, będzie określał, co ma się zmienić i jaki jest kierunek tych zmian.

Opanowanie motywacji, które pozwala na przemyślane działanie w jakimś ważnym dla nas aspekcie jest kluczowe dla osiągania coraz to lepszej efektywności, rozwijania czy podwyższania poziomu swojego poziomu kompetencji np. w różnego rodzaju aktywnościach humanistycznych, medycynie w nauce, jak i w prowadzeniu działalności, w budowaniu marki.

Jak wygląda sam proces motywacyjny?

Najpierw mamy do czynienia ze wzbudzeniem energii. Później pojawia się nasz wysiłek, który jest zorientowany na jakiś cel, a potem taki rodzaj tzw. uwrażliwienia na różne bodźce.

Kiedy się czegoś mocno pragnie, to cały wszechświat działa potajemnie by udało Ci się to osiągnąć

— Paulo Coelho

Pojawia się selektywność uwagi w stosunku do różnych bodźców. Jeśli bardzo czegoś pragniemy i mamy mocno ustawiony na naszym horyzoncie cel, widzimy go wyraźnie, podążamy ku niemu, rozmyślamy o tym celu, myślimy też jak to będzie, gdy go osiągniemy, czyli wizualizujemy sobie ten cel. Nasza uwaga wyłapuje coraz więcej szczegółów z otoczenia dotyczących tego właśnie celu.

Jeżeli na czymś mocno się skupiasz jest duża szansa, że będziesz widzieć coraz więcej okazji i możliwości, aby ten cel zrealizować.

Dalej w procesie motywacyjnym pojawia się reakcja, która układa się w jakiś wzorzec zachowania, czyli zaczynamy zachowywać się w ukierunkowany sposób, w odpowiedniej sekwencji i kombinacji. 

Na przykład: jeżeli chcemy rzucić etat, zaczynamy budować markę,  mamy cały przemyślany plan, wybieramy specjalizację, określamy klienta, tworzymy zawartość strony, itd – to jest jakiś wzorzec, który wypełniamy i kontynuujemy tę czynność, dopóki tego nie osiągniemy. Jeśli zmieniają się warunki to elastycznie się do tych warunków musimy dopasować. Pojawia się uczucie przyjemności, kiedy to osiągamy, a uczucie zawodu i niespełnienia, kiedy nie osiągamy celu.

Taki jest cały proces psychologiczny, rozpisany na Wikipedii. Opis dobry jak każdy inny.

Ale ja dzisiaj chcę Wam przedstawić moje osobiste przemyślenia odnośnie motywacji jako freelancer.

Na początek rozróżnijmy motywację wewnętrzną od zewnętrznej. Ta zewnętrzna to wzbudzenie naszej potrzeby jakimś systemem nagród albo kar, które będą nas stymulować do działań, coś z zewnątrz, jakiś rodzaj systemu, w którym tkwimy. Jesteśmy dobrze przygotowani do bycia w takich ocennych systemach – od małego podlegaliśmy przecież ciągłym ocenom – szkoła, później praca, np. oceny roczne. To właśnie jest motywacja zewnętrzna, która nie zawsze działa. O tym więcej w dalszej części artykułu.

Motywacja wewnętrzna, czyli aktywizacja danej jednostki. Następuje, kiedy człowiek dąży do zaspokajania własnych potrzeb. A jaką tę potrzebę ten freelancer ma? Co on chce zaspokoić będąc poza etatem? 

Po pierwsze, kiedy sobie wyobrażamy bycie freelancerem, to możemy sobie pomyśleć, że osoba, która przed chwilą rzuciła etat będzie bardzo zmotywowana zewnętrznie i nieustająco.

Karą w tym przypadku będzie jakiś rodzaj widma porażki, czyli, że nam się nie uda ten pomysł na własną markę i biznes, karą też może być niezarobienie odpowiedniej kwoty i niemożność utrzymania się poza etatem. Nagrodą z kolei będzie oczywiście sukces firmy, nowi klienci, rekomendacje i większe pieniądze (oraz wolność).

Motywację zewnętrzną na dłuższą metę trudniej jest utrzymać.

Można ją oczywiście stymulować np. przez oglądanie filmików z różnymi mowami motywacyjnym i inspirowanie się wielkimi przedsiębiorcami, czytanie różnych amerykańskich poradników i podręczników o tym, jak się motywować czy, np. używanie bardzo modnych w tej chwili aplikacji, które będą dbały o nasze zarządzanie czasem i będą nam pomagały w wykonywaniu działań zmierzających do realizacji naszego celu.

Jednak często to nie wystarczy, motywacja negatywna nie zawsze jest skuteczna.

Moje osobiste doświadczenia są takie, że jedynym przypadkiem, w którym motywacja negatywna u przyszłych freelancerów będzie się sprawdzać, to jest właśnie wtedy, kiedy freelancer po rzuceniu etatu jeszcze nie zakłada tej działalności gospodarczej (tutaj piszę więcej na ten temat). Niektórzy ludzie odkładają ten fakt, zawieszają się w takim miejscu – już poza etatem, ale jeszcze nie przedsiębiorca. Tłumaczą to tym, że na początku przecież i tak nie ma zleceń. Zanim pojawią się klienci to nie będę płacił ZUSu. I to moim zdaniem jest kardynalny błąd. Freelancer jest w stanie próżni. W tym stanie często niemożliwe jest wykorzystanie swojego potencjału i motywacja spada.

Jeżeli zaczynamy jakąś nową drogę to dotyczy też np. awansu na etacie. W momencie, kiedy dostaniemy awans albo przechodzimy do innej firmy albo właśnie zaczynamy nowy rozdział zawodowy, czyli zaczynamy być freelancerem, to ten pierwszy etap dosyć krótki, jest pełen wysokiej motywacji.

W niektórych nomenklaturach związanych z przywództwem sytuacyjnym taką osobę nazywa się entuzjastycznym debiutantem. O tym pisze Ken Blanchard w swojej książce „Przywództwo wyższego stopnia” i ten poziom motywacji, który mamy na początku jest najwyższym z możliwych.

Później już tej motywacji nigdy nie będzie aż tak dużo. Ona może być stabilna, relatywnie wysoka, będzie się zmieniać po drodze wraz ze zmieniającym się doświadczeniem, ale nigdy nie będzie tak wysoka jak u tego entuzjastycznego debiutanta. W związku z tym, warto wykorzystać ten potencjał i fakt, że mamy wysoką motywację – imperatyw wewnętrzny, jest coś nowego, nowe dzieło, nowa marka, działamy. Niestety taka osoba, która nie zakłada działalności gospodarczej zatrzymuje ten cały początkowy potencjał debiutanta. Ten stan zawieszenia już po rzuceniu etatu, ale jeszcze przed założeniem działalności, często się charakteryzuje właśnie takim oczekiwaniem.

Freelancerzy, którzy dopiero zaczynają i są w tym stanie za bardzo analizują czy dobrze zrobiłem, że rzuciłem się na głęboką wodę. Często też ludzie utykają na etapie doszlifowania oferty, „dopieszczania” różnych rzeczy, bo jak już się pojawią klienci to będziemy bardziej gotowi, robią to zamiast poszukiwać klientów, zamiast wychodzić do klienta, mówić do tego klienta, dawać mu wartość dodaną, budować społeczność. W tym momencie właśnie ta motywacja negatywna w postaci założonej działalności gospodarczej, konieczności opłacania ZUSu i podstawowego pakietu obsługi księgowej w biurze rachunkowym, będzie takim motywatorem zewnętrznym, który przez jakiś czas szczególnie na początku będzie dobrze działał.

Czyli z jednej strony wysoki potencjał, z drugiej – negatywny motywator.

Pamiętaj, żeby nie zwlekać z założeniem działalności i zrobić ten krok jak tylko się rzuci etat – rejestrujesz nową firmę, wychodzisz z dumą, z nowym dokumentem potwierdzającym albo dostajesz go na maila i próg nowej przygody wtedy dopiero właśnie się przekroczyło.

„Toto. Mam wrażenie, że nie jesteśmy już w Kansas.” - powiedziała Dorotka. znalazłszy się w krainie Oz wraz ze swoim małym psiakiem.

Wróćmy do motywacji wewnętrznej, która jest ważniejsza. Tutaj możemy paradoksalnie zrobić dużo więcej, żeby ją stymulować. Po pierwsze i przede wszystkim rób to, co kochasz. Nic tak nie wpływa na motywację jak zabawa, jak frajda z tego co robisz, bycie we flow, poczucie przepływu zatrzymującego się czasu, gdy coś robisz, zatracanie się w czymś, co jest dla Ciebie fajne. Mój najprostszy test dla przyszłych freelancerów w tym zakresie jest taki:

Pomyśl o marce, którą chcesz rozwinąć, którą chcesz stworzyć, zapisz pomysł na nią i zapisz to na kartce. Napisz nazwę lub opisz ten pomysł.

Potem nastaw sobie w telefonie budzik na niedzielę, koniecznie na ten dzień tygodnia, na obiad albo na porę poobiednią. Tu mała dygresja: w niedzielę pracownicy etatowi mają takie charakterystyczne ukłucie w ciele: „Kurde, jutro znowu do roboty.” Pojawia się ta myśl wwiercająca się w mózg. I w związku z tym, kiedy Twój budzik zadzwoni w niedzielę po południu, popatrz na nazwę swojej marki albo na ten pomysł na swoją markę i zastanów się czy ona jest na tyle fajna, na tyle Cię kręci, że gdybyś miał od jutra robić ten biznes, tworzyć tą markę czy położyłbyś się wcześniej spać?

Innymi słowy, czy skróciłbyś sobie niedzielę, aby móc szybciej to robić?

Czy Twój pomysł na biznes na tyle Cię kręci, żebyś mógł zrezygnować z części dnia? Szybciej położyć się do łóżka, żeby już nastał poniedziałek, żeby oddawać się tej pasjonującej pracy?

Jeśli nie – to nie jest TEN pomysł na biznes. Szukaj dalej, modyfikuj swój pomysł do tego stopnia, aż będzie dla Ciebie czymś niezwykle kręcącym, interesującym, dającym poczucie frajdy. Twoi przyszli klienci też to będą widzieć. Ja z kolei, gdy pomagam jako mentor swoim klientom budować marki to przechodzimy przez co najmniej sześć takich różnych testów. To jeden z nich – „Test niedzielnego obiadu”.

Jeśli chodzi o inne sprawdzone sposoby na podniesienie poziomu motywacji wewnętrznej, to przede wszystkim – trójwymiarowa wizualizacja celów. Poczuj się tak, jakbyś tam był. Pomyśl sobie o swoim pomyśle na bycie freelancerem. Wyobraź sobie, że kładziesz się spać, a przez noc dzieje się cud i nagle wszystko się zmienia. Już to wszystko masz, ale śpisz jeszcze o tym nie wiesz, więc otwierasz oczy i sprawdź co pierwsze Ci powie, że już jest po nowemu, tak jakbyś chciał. Ta Twoja marka już działa. Co robisz kiedy otwierasz oczy, gdzie jesteś, z kim jesteś, co tam masz, gdzie w ogóle się obudziłeś? Twoje miejsce na ziemi.

Co tam posiadasz? Co robisz? Jak wygląda Twój dzień? Zrób sobie taką wizualizację, obraz idealnego dnia. Poczuj to. Poczuj to bycie freelancerem, poczuj to bycie nową marką osobistą. Tu powinno się wygenerować bardzo dużo motywacji wewnętrznej, pozytywnej, ponieważ jest tak, że bycie tam, przeniesienie się w wyobraźni jest takim bardzo przyjemnym odczuciem.

Psychologicznie następuje asocjacja z celem i wizją, pojawiają się pozytywne emocje.

Od tej pory chce nam się bardziej, kiedy to zobaczymy, poczujemy siebie tam, od tej pory bardziej będzie nam się chciało tam dojść i pracować, aby to osiągnąć.

Warto po drodze, gdy już mamy ten cel ustawiony, zaplanować sobie nagrodę po jego osiągnięciu. Pomyśl o nagrodzie, którą tam w swojej wizji dostałeś i ustal, co to ma być. Kiedy już ustalisz tę nagrodę, zapisz sobie datę – do kiedy tak ma się stać.

Zapisz sobie w głowie, w sercu, na kartce i w telefonie.

Coś, co będzie jeszcze pomagać, jeśli chodzi o utrzymanie poziomu motywacji wewnętrznej, to przeanalizowanie swojego celu, np. pod kątem wartości osobistych.

Trzeba by się zastanowić czy cel nie jest w opozycji do jakiejś Twojej wartości. A może właśnie bardzo wspiera którąś z Twoich wartości, np. jeżeli chcę zostać freelancerem, a moją wartością podstawową jest wolność, to osiągnięcie tego celu sprawi, że będę bardziej szczęśliwy, bo będę miał więcej tej swojej wartości związanej z wolnością. Trudno o lepszą motywację niż to, żeby zdać sobie sprawę, że posiadanie tej wolności to w zasadzie warunek mojego szczęścia osobistego, mojego dobrostanu. Trudno o lepszy motywator niż to, że jak to osiągnę to będę po prostu bardziej szczęśliwy i bardziej spójny ze sobą.

To bardzo ważne.

Sprawdź, jak bycie przyszłym freelancerem jest związane z Twoimi wartościami, a może jeżeli już jesteś freelancerem, to sprawdź na ile to Twoje freelancowanie jest zgodne i spójne z Twoimi wartościami.

Kolejną rzeczą, która paradoksalnie może podnieść poziom motywacji to negatywne scenariusze, które warto znać. Czasami boimy się tego, co może nastąpić. Wtedy strachy i koszmary wyłażą spod naszego łóżka.

Warto się zastanowić jakie są negatywne scenariusze. Co negatywnego może się zdarzyć, co nas przeraża?

Często jest tak, że nasza wyobraźnia lubi nam podsuwać coraz to bardziej czarne scenariusze. Natomiast jeżeli zaczniemy sobie je wyobrażać i sprawdzać, co byśmy wtedy zrobili, jak byśmy się zachowali, to zaczniemy też bardziej racjonalnie do nich podchodzić. 

I często jest tak, w przypadku takiego eksperymentu, w którym wyobrażam sobie najczarniejszy scenariusz, co może się wydarzyć, myślę o tym, a później wyobrażam sobie i co jeszcze wtedy  gorszego może się wydarzyć i… w pewnym momencie dochodzę do takiego poziomu, w którym tak naprawdę widzę, że tylko ten pierwszy etap w moim czarnym scenariuszu jest możliwy. Reszta to już jest naprawdę taka totalna wariacja, musiałoby wszystko się walić i pójść źle. Kompletnie jest to nieprawdopodobne, że się wydarzy. Ostatecznie takie ćwiczenie często pomaga. Wbrew pozorom wizualizacja negatywna pomoże Ci sprawdzić, które konsekwencje złych decyzji są tak naprawdę realne, a które po prostu nie.

Warto powyobrażać sobie negatywne konsekwencje, co się może wydarzy złego, jeżeli nie zrealizuję tego celu. Czyli jeżeli nie zostanę freelancerem to na przykład nie będę miał tej wartości osobistej w postaci wolności.

Na podnoszenie poziomu motywacji wewnętrznej wpływa deklaracja przed drugą osobą, że zamierzamy coś osiągnąć i takie umówienie się z nią, żeby nas zapytała, jak nam idzie. Chodzi o to, żeby mieć świadka w podejmowaniu własnych działań. Wtedy nasza motywacja rośnie, ponieważ wiemy, że możemy zostać potencjalnie zapytani: „Mówiłeś o zostaniu freelancerem i co? Jesteś już? Jak Ci idzie?”

Kolejnym punktem jest bycie… w działaniu. Jak głosi treść piosenki Anny Jantar „Najtrudniejszy pierwszy krok”, więc nie warto go odkładać na później. Ale nie mówię o tym, żeby już teraz składać rezygnację z pracy. Nie o to chodzi! Żeby zbudować markę i finalnie rzucić etat należy zacząć tę markę budować, w związku z tym pierwszy krok, możesz rozpocząć w ciągu pięciu minut od zakończenia czytania tego artykułu. Możesz np. zapisać potencjalne 2 – 3 prototypy na nazwę dla Twojej nowej marki. Jeżeli masz już trzy prototypy na nazwę, to brawo, właśnie robisz pierwszy krok w kierunku bycia przedsiębiorcą wymyślasz nazwę. Od tego każdy zaczyna – fajna nazwa kojarzy się z czymś pozytywnym. To też może być nakręcające. Jeżeli jest spójna z naszą osobowością, jeżeli czujemy dumę, kiedy wypowiadamy tę nazwę – to jest coś motywującego.

Pierwszy krok. Wymyśl trzy prototypy na nazwę dla Twojej nowej marki.

Kolejnym aspektem, który buduje motywację jest dzielenie celu na małe kawałeczki.

Dużo się mówi o metodzie „zjadania słonia po kawałku”, bo zwyczajnie nie da się go połknąć w całości. To metoda bardzo podobna do wykrawania dziur w serze szwajcarskim. W związku z tym małymi kawałeczkami, ten wielki, okrągły ser drążymy.. aż tak naprawdę zrealizujemy wszystkie etapy planu prowadzącego do osiągnięcia celu.

W tym miejscu mam dla Ciebie fajną propozycję, możesz wykorzystać strategię planowania odwrotnego. Istnieje taka legenda, że jeden z amerykańskich pisarzy niemieckiego pochodzenia Kurt Vonnegut pisał swoje powieści od końca, czyli wymyślał najpierw zakończenie. Potem myślał co musiałoby się wydarzyć w poprzednim rozdziale, żeby to się miało tak zakończyć i tak dalej. Tak dochodził do początkowego rozdziału. Rozpoczynał opowieść pisząc ją od końca, Ty możesz również w ten sposób podejść do wizualizacji budowania swojej marki. Najpierw pomyśl o Twojej wizji, jak to by było fajnie mieć swoją markę. Ustal datę jej realizacja. Potem pomyśl, co musi się wydarzyć, co musi być już zrobione na 3 miesiące przed realizacją tej wizji, kiedy już tę markę masz. Potem co musi być gotowe na pięć miesięcy wcześniej i… planuj tak wstecznie aż dojdziesz do tego, co musi być zrobione jutro. Dobra strategia, ponieważ pozwala zupełnie inaczej popatrzeć na cele, jeżeli na przykład chcemy mieć markę za dwa lata.

 

Aby wyrosły nam skrzydła, każdego dnia musimy rzucać się w przepaść

— Kurt Vonnegut

Na zakończenie chcę się z Tobą podzielić praktycznymi wskazówkami odnośnie pracy w domu, ponieważ ten aspekt jest niezwykle interesujący. Motywacja wewnętrzna czy zewnętrzna – możemy ją stymulować, ale myślę, że wszyscy mamy tu doświadczenie, szczególnie w czasach pandemii, która zmusiła nas do pracy zdalnej, że praca z domu i przestawienie się z trybu domowego na pracowy nie jest takie łatwe. Praca z domu będzie wymagać tego przełączania się! Jeżeli chcesz być cyfrowym nomadą, czyli żyć jako freelancer bez szefa i pracować z każdego miejsca na świecie, to należałoby się właśnie tego nauczyć.

Opowiem Ci krótką historię i etapy jak ja to zrobiłem, kiedy właśnie uczyłem się pracować z domu. Jak tylko rzuciłem etat i zacząłem budować swoją markę, czyli pozyskiwać klientów, budować społeczność, to zobaczyłem, że to wcale nie jest takie proste. Po pierwsze nie umiałem sam wyjść z trybu tak zwanego odpoczynku. W trybie domowym z założenia jesteś mniej spieszny i nie nastawiony na cele. Ten tryb stoi w opozycji do tego, co chcesz osiągnąć. Tryb domowy to tryb odpoczynku i on się niewątpliwie kojarzy z domem. Oprócz tego wszystkiego moja rodzina była przyzwyczajona do standardowego trybu pracy, więc w momencie, gdy znalazłem się w domu, zaczęła mnie mocniej angażować w życie domowe, nie dając mi… pracować. Musiałem się temu nieco przeciwstawić i spróbować sobie wygospodarować zarówno taką przestrzeń wewnętrzną, czyli w głowie nauczyć się pracować zdalnie i też zewnętrzną, czyli musiałem nauczyć się kontraktować z rodziną przestrzeń dla siebie. To było kilkanaście lat temu. Na początku wychodziłem z domu fizycznie, aby nauczyć się przestawiać w tryb pracowy, zatem wstawałem o podobnej godzinie, kiedy pracowałem na etacie, ubierałem się i wychodziłem z domu. Nigdy nie pracowałem 8 godzin pod rząd, więc umówiłem się sam ze sobą, że jeżeli już rzuciłem ten etat, żebym już coś z tego miał, będę pracował maksymalnie do 14. A pracowałem w najbliższej kawiarni, aby daleko nie podróżować, WIFI było darmowe, a pyszna kawa umilała mi pracę. W kolejnym kroku, po kilku tygodniach wstawałem o tej samej godzinie, ubierałem się tak jak do pracy, ale nie wychodziłem nigdzie i pracowałem z domu. W pierwszym momencie tego etapu zakładałem nawet… buty! Zakontraktowałem też z moją rodziną, że będę pracował w zamkniętym pokoju, do godziny 14.

Oprócz tego stworzyłem sobie na tym etapie specjalne miejsce, w którym były tylko przedmioty związane z pracą, moje biurko, z którego usunąłem wszelkie rozpraszacze domowe, ulubione przedmioty, książki różnego rodzaju, gry, wszystko, co mogło przyciągać moją uwagę i wciągać mnie w ten tryb domowy.

Potem nauczyłem się pracować w dowolnym ubiorze np. w piżamie, ale tylko w tym miejscu, w którym sobie zakotwiczyłem w głowie jako miejsce pracowe, czyli przy moim biurku. Wiadomo, że dzisiaj to nie jest zbyt możliwe, żeby być w piżamie, kiedy prowadzimy spotkania na Zoomie czy na Teams.

Najbardziej chodzi o to, żeby nauczyć się stopniowo uruchamiać w swojej głowie taki właśnie przełącznik praca – ON, praca – OFF. Na tym etapie pozostawałem bardzo długo, a z czasem nauczyłem się dopasowywać godziny swojej pracy, żeby to nie musiało być zawsze w sztywnych godzinach, ale żeby było bardziej elastycznie. Na samym końcu nauczyłem się włączać tryb efektywnej pracy niezależnie od miejsca i czasu i tak samo szybko wyłączać, czyli przechodzić do trybu odpoczynku.

Opanowanie tego nowego sposobu pracy freelancera, może mieć istotny wpływ też na motywację. Dlatego postanowiłem podzielić się tą historią. Mam nadzieję, że to w jakiś sposób było dla Ciebie inspirujące.

A może jest też tak, że Tobie nie brakuje motywacji?

Niezależnie od tego zachęcam Cię do eksperymentowania i polecam Ci trenowanie w tym zakresie.

Koniecznie daj znać na moich mediach społecznościowych na Facebook, na LinkedIn, na Instagramie… Jak Ci idzie z tym przechodzeniem w tryb praca – dom, dom – praca w pracy zdalnej?

Jak Beata Tarnowska-Kupny bazując na swoim wieloletnim etatowym doświadczeniu, zbudowała markę Dobry Manager?

Jak Beata Tarnowska-Kupny bazując na swoim wieloletnim etatowym doświadczeniu, zbudowała markę Dobry Manager?

Beata Tarnowska-Kupny nie wkłada wszystkich jajek do jednego koszyka – jest mentorką, Interim Managerką i akredytowanym coachem ICF. Jak godzi…
Marcin Michalski – rzucił etat, aby móc zostać cyfrowym nomadą i pracować z… Tajlandii!

Marcin Michalski – rzucił etat, aby móc zostać cyfrowym nomadą i pracować z… Tajlandii!

Marcin Michalski nie tylko tworzy strategie w digital marketingu, ale sprawia, że działania w internecie jego klientów działają! Co więcej,…
Kinga Bogdańska: Zostań mistrzynią swojego życia!

Kinga Bogdańska: Zostań mistrzynią swojego życia!

Pomimo ciężkich chwil, Kinga Bogdańska, trener pewności siebie i mentorka kobiet, postanowiła podzielić się swoimi doświadczeniami z kobietami. Jak mówi…