Michał Pindelski – osobowość i chęć rozwoju to podstawa!

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Pleciona – Michał Pindelski opowiada, jak krok po kroku stworzył ze wspólnikiem najlepszy sklep wędkarski w Polsce. Droga nie zawsze była usłana okoniami, co więc zadecydowało o sukcesie?

Posłuchaj jako podcast w wersji audio:

Witam bardzo serdecznie. Moim gościem jest Michał Pindelski, który jest właścicielem kilku biznesów, między innymi firmy komputerowej, ale w internecie na pewno szerzej znany jako współwłaściciel, jak sam to określa, najlepszego sklepu wędkarskiego w Polsce – Pleciona Dream World. No a znacie go na pewno bardziej jako Majkiego TIM Pleciona.

Michał Pindelski: Witam serdecznie.

Widziałem, że pozyskałeś nową krew, dobrze znanego wędkarza, który wcześniej pracował w innym sklepie.

Michał Pindelski: Tak, działamy ambitnie, powiększamy się, idziemy do przodu.

Jasne. Standardowo w moim podcaście chciałbym zacząć od czasów, w których nie było jeszcze twojej marki w internecie i przede wszystkim chcę zacząć od pytania, czy ty w ogóle kiedyś pracowałeś u kogoś na etacie?

Michał Pindelski: Wiesz, zależy, jak bardzo chcesz się cofnąć.

Bardzo mnie interesuje ta transformacja, która pozwoliła ci zostać marką osobistą, którą jesteś teraz. W związku z tym, jeżeli pracowałeś na etacie i coś musiało się zmienić w twoim myśleniu, żeby było możliwe pójście dalej, zrobienia coś innego, niestandardowego.

Michał Pindelski: Myślę, że markę osobistą zrobił ze mnie YouTube, to obecne czasy stworzyły ze mnie markę. Gdyby nie było YouTube’a, to też bym był jakąś marką, bo ja zawsze byłem barwną osobą. Ty jesteś Grochowa tak samo, jak i ja. Można powiedzieć, że znałem połowę Grochowa, ponieważ chodziłem do trzech różnych podstawówek i dwóch liceów. Ja byłem tak zwanym trudnym dzieckiem. Nie mogłem usiedzieć na miejscu. Zawsze lubiłem robić jakieś szalone rzeczy i ludzie wszędzie o mnie mówili. Teraz jestem Majki, kiedyś byłem znany jako Pindel. Grałem też w klubie piłkarskim KS Drukarz, to najbardziej znany klub u nas na Grochowie. Wszędzie się przewijałem i mnóstwo szalonych, dziwnych rzeczy się działo, które ludzie opowiadali między sobą.

Dla przykładu, ludzie, jak byli chorzy w szkole, nie dzwonili do siebie zapytać się, co było na lekcjach matematyki i tak dalej tylko, co Pindel danego dnia w szkole zrobił. Ja byłem doceniany w pewnych momentach. Nawet mogę się pochwalić, że na zakończenie w klasie maturalnej dostałem nagrodę od dyrektora za najbardziej barwną osobę. Lubiłem zabawę i staram się to przenosić cały czas do życia obecnego pod hasłem „baw się życiem mordeczko”.

Staram się ludziom powtarzać, żeby ich życie nie było takie nudne i smutne tylko życie powinno być wesołe, kolorowe.

Rób mnóstwo szalonych rzeczy. No i wiesz, YouTube lubi takich ludzi, lubi wariatów. Hejterzy mają pole do popisu. A wiesz, ludzi nijakich, szarych jest mnóstwo, im jest się ciężko wybić, tak więc YouTube spasował się z moją osobowością i zrobił ze mnie markę.

To mocno pasuje do tego, jak ja pokazuję swoim klientom budowanie marki. Jesteś marką, zanim zaczniesz działać, świadomie podejmując ruchy marketingowe, budujesz wokół siebie jakieś audytorium, zaufanie albo jego brak. Bo jak nieświadomie to robisz, to możesz to robić błędnie, ale to jest raczej przenoszenie tej autentycznej postaci, historii i pokazanie jej szerszej publiczności. I wiadomo, że część to zaakceptuje, a część kompletnie odrzuci, i tak jak mówisz, pojawią się hejterzy.

Michał Pindelski: Tak. My teraz pokazujemy na YouTubie jakieś nasze historie, przygody z naszych wypadów i ludzie mówią kurde, jacy wy jesteście szaleni. Byliśmy w szoku, że są takie opinie, a dla nas to było normalne.

Pamiętam taką jedną rzecz, jak miałem dziewięć może dziesięć lat, jechaliśmy na mecz piłkarski z moimi rodzicami, z kilkoma dzieciakami i z trenerem w dużym samochodzie i trener opowiadał na mój temat i mówił, że Pindel, to jest taki niesamowity gość, wszędzie go widać. Zawsze byłem taki, robiłem różne rzeczy i ludzie lubili słuchać tych historii i opowiadać je nawet dalej. Później słyszałem tę historię kolejny raz zmienioną totalnie o 180 stopni. Taki głuchy telefon.

Michał Majki Pleciona
Majki TIM Pleciona

W tej historii doszliśmy do klasy maturalnej i co było dalej? Nie odpowiedziałeś jeszcze na pytanie, czy pracowałeś kiedyś na etacie? Jeżeli tak, to co zdecydowało, że założyłeś własny biznes?

Michał Pindelski: Może musimy się jeszcze cofnąć jeszcze bardziej. Ja się wychowywałem, na ulicy Gdeckiej i wychodząc z domu, miałem przed sobą Plac Szembeka. Mój dziadek był tam na zakupach praktycznie codziennie i lubował się w targowaniu z Ruskimi. Targował się z nimi, kupował często rzeczy, które nie były potrzebne. Szliśmy na ten bazar i on mówił, jak podejdziemy tego gościa, to on da wysoką cenę i trzeba wtedy mówić bardzo niską. On się potem obrażał. I potem dziadek mówił, dobra obrażaj się nas, odchodzimy. Krążyliśmy jakiś czas, żeby sprzedawca nas widział. Raz, drugi, trzeci w końcu gość mówi: dobra, sprzedam ci to.

Można powiedzieć, że moja przedsiębiorczość zaczęła się właśnie tam na tym bazarze Szembeka, więc przez długi okres nazwałem siebie biznesmenem z bazaru.

Zawsze lubiłem coś kupić, sprzedać, zrobić coś. Jak byłem dzieckiem, to robiłem bluzy na osiedlu. Każde osiedle chciało się jakoś identyfikować, więc zrobiłem bluzy dla swojego osiedla. Później zgłosiły się do mnie kolejne. Następnie zgłosiła się do mnie Legia, więc robiłem jakieś szaliki. Kolejno kolega się do mnie zgłosił, zrobiliśmy jakąś swoją pierwszą firmę odzieżową. Wszędzie przez całe moje życie była nutka takiej przedsiębiorczości.

Ale na studiach był trend, że się jechało do Anglii zarabiać duże pieniądze i ja tam pojechałem. Dwa miesiące popracowałem i zrezygnowałem z tego, bo nigdy nie lubiłem, żeby ktoś mi mówił, co ja mam robić. Ja zawsze lubiłem iść swoją drogą, dlatego chodziłem do w sumie 5 szkół, bo byłem taki niepokorny. Pracowałem też w knajpie, zaczynałem od zmywaka, później byłem kelnerem. I nie pasowały mi uwagi od osób nade mną, a nie mogłem wyrazić swojego zdania, więc wiedziałem, że to nie jest dla mnie. I to był jedyny raz w mojej historii, kiedy dla kogoś pracowałem.

Bardzo często ludzie, którzy przechodzą na własny biznes i analizują całą swoją ścieżkę, od edukacji, mówią, że się myślenie pracownika zaczyna w szkole, że trzeba równać do średniej. Jak ktoś od początku się nie wpisuje w ten system, to prawdopodobnie ma obniżone oceny z zachowania czy niskie oceny. Natomiast przykłady pokazują, że potem te osoby odnoszą sukcesy w biznesie.

Michał Pindelski: Ja będąc tym niepokornym dzieckiem, spotkałem w każdej szkole osobę newralgiczną, której większość ludzi nienawidziła. To byli zazwyczaj nauczyciele, którzy mieli jakąś swoją misję, chcieli coś od tych dzieciaków wyciągnąć, a nie tylko przyjść i odbębnić swoje. I powiem ci, że ja zawsze z takimi nauczycielami miałem dobrze, ci ludzie mnie uwielbiali i jak były jakieś takie kluczowe sytuacje, gdzie gdzieś trzeba było mi pomóc, to zawsze mi pomogli. Dla przykładu, moja wychowawczyni w klasie ósmej, gdzie szło się do liceum, zaproponowała mi zachowanie nieodpowiednie, na co dyrektorka szkoły powiedziała: nie, Pindelski ma aspiracje, on idzie do dobrej szkoły, nie możemy mu dać takiego zachowania, damy mu wzorowe. I pyk, miałem na świadectwie z ósmej klasy.

Całe życie miałem zachowanie nieodpowiednie, a na świadectwie z ósmej klasy miałem zachowanie wzorowe.

I poszedłem do dobrej szkoły, ale później i tak sobie ze mną nie poradzili i wylądowałem z kolegami w Zespole Szkół na Saskiej Kępie. I to też mi dobrze wyszło na dobre. Także uważam, że nie zawsze ta szkoła tutaj nam tak dużo daje.

Ważne są też kontakty, relacje z ludźmi. A jeśli chodzi o naukę, mogę podać taki fajny przykład gościa, który zmienił moje myślenie i powiedział coś bardzo ciekawego. To był gość od programowania. Programowanie to był mój konik przez długi czas, bo ja byłem programistą aplikacji webowych. Gość przyszedł na zajęcia i powiedział, co będziemy robić, jak to ma wyglądać i powiedział, gdzie szukać na temat informacji. „Na zajęciach nie będę wam mówił, jak to się robi, wy musicie sami się tego nauczyć, moim celem jest nauczenie was się uczyć”. I to pokazuje, jakie obecnie są czasy i to jest bardzo ważna umiejętność. W internecie w obecnych czasach jest wszystko i każdy z Internetu może się wszystkiego nauczyć.

Pamiętam, że kiedyś w ósmej klasie nie było naszej pani od historii i studenci przyszli ją zastępować. Pierwsze, co zrobili, to powiedzieli, że musimy nauczyć się ściągać, ale nie dlatego, żeby kogoś oszukiwać, tylko żeby umieć wyłuskać ważne informacje i umieć z nich korzystać. To trochę podobna historia.

Michał Pindelski: Słuchaj, my możemy tutaj o szkole rozmawiać godzinami. Ja byłem mistrzem ściągania, na mnie się wszyscy wzorowali. Mógłbym o tym mówić, ale to chyba nie jest o tym spotkanie. Jesteśmy tu, żeby pomóc twoim słuchaczom w przejściu do biznesu, do samodzielności, więc proszę, korzystaj z mojej wiedzy, jak tylko tam uważasz.

Dziękuję, że o to zadbałeś. Co było dalej? Mówisz, wróciłeś z Anglii i co? Jak założyłeś firmę? Już wiemy, że przedsiębiorczość, targowanie się miałeś niejako, może nie w genach, ale wyuczone od dzieciństwa.

Michał Pinderski: Robiłem bardzo dużo. Jak wróciłem z Anglii, założyłem firmę i sprzedawałem głośniki do ogrodów, które zaobserwowałem w Anglii na jakimś festynie. Taki nietypowy temat.

Później przyszedł do mnie kolega i projektowaliśmy własne głośniki designerskie. On studiował architekturę i robiliśmy designerskie głośniki dla melomanów. W międzyczasie cały czas robiłem zlecenia: programowanie, sklepy internetowe, strony, grafiki. I w pewnym momencie spotkaliśmy się na jakiejś imprezie z moim obecnym wspólnikiem i on handlował perfumami. Byłem zainteresowany, żeby to zrobić tak bardziej profesjonalnie, na większą skalę.

I zrobiliśmy to na dużą skalę, byliśmy królami perfum w Warszawie.

W tamtych czasach, ze 20 lat temu, jeszcze te wszystkie firmy kurierskie nie funkcjonowały. W okresie zimowym, kiedy to był największy ruch w perfumach, to żeśmy przychodzili na pocztę główną na Świętokrzyskiej o godzinie 21:00 wieczorem, a wychodziliśmy o godzinie 8:00, 7:00 rano. Mam taki filmik gdzieś nagrany, gdzie cała poczta jest w naszych paczkach. To było 300-500 paczek, to się wtedy długo wysyłało bardzo. I to nam fajnie szło. My to zrobiliśmy profesjonalnie, profesjonalne szablony, strony internetowe. Doszliśmy do źródeł tych perfum, ludzie od nas hurtowo kupowali.

To pozwoliło nam zarobić pierwsze sensowne pieniądze, żeby je zainwestować.

U mnie w szkole, gdy skończyłem studia informatyczne, kwitł handel, bo wtedy był bum na laptopy. Wtedy były jeszcze drogie, a teraz każdy ma laptopa. Kiedyś się laptopy sprowadzało z zagranicy, więc pojechaliśmy i zaczęliśmy je sprowadzać. Wynajęliśmy busa, kupiliśmy sprzęt komputerowy i zaczął się handel IT. 

pleciona

I gdzieś tu po drodze pojawia się pasja do wędkarstwa. Ona gdzieś też jest od dzieciństwa, ale w pewnym momencie, jak pamiętam z Youtube’a chcieliście mieć w sprzęt wędkarski lepszych cenach.

Michał Pindelski: Tak, w pewnym momencie bardzo mocno się wkręciliśmy w wędkarstwo. Potrzebowaliśmy odpoczynku od pracy i wróciliśmy do wędkarstwa. Zaczęliśmy oglądać filmy i się w to wkręcać. Kupowaliśmy mnóstwo tego sprzętu. Po co mieliśmy kupować to w sklepach, jak mamy firmę. I tak zaczęliśmy kupować i zobaczyliśmy, że rynek jest zacofany o 10 lat. Tu jest takie piękne pole do popisu, tu nie trzeba konkurować ceną, tu są marże, tu w ogóle nie ma marketingu, to jest miejsce dla nas, wejdźmy w to. No i weszliśmy.

Skąd się wzięła nazwa TIM Pleciona? Ja wiem, że ty dobrze znasz angielski, więc zastanawiam się skąd ten zabieg i czy jest w tym celowość?

Michał Pindelski: Żeby to było coś innego. Wszyscy mieli teamy, my mieliśmy TIM. Wymyśliliśmy sobie, że jesteśmy Towarzystwem Inteligencji Mazowieckiej Pleciona dla śmiechu i tyle, żeby się też wyróżnić jakoś.

I jak wpadłeś na to, żeby sklep wędkarski, reklamować na YouTubie? Wiem, że prowadziłeś bloga wędkarskiego, pisałeś artykuły, gdzieś nawet wyszukałem, że miałeś sesję modową w CKM-ie, ale gdzieś jeszcze pojawił się ten YouTube i on pozwolił wygenerować największy zasięg.

Michał Pinderski: To przypadkowo, bo naszym celem wtedy, w 2013 roku, my żeśmy postawili na Facebooka. Fotografia była zawsze moim konikiem i tutaj tego brakowało. Brakowało profesjonalnych zdjęć w branży. My łowiliśmy ryby, dużo podróżowaliśmy, szybko się uczyliśmy i mieliśmy dobre wyniki i tych zdjęć było sporo. A w branży wędkarskiej ich brakowało, więc firmy zaraz się do nas zgłosiły, że chcą nasze zdjęcia w katalogach, że chcieliby, żeby pisać artykuły do gazety. Przychodzisz do gazety i każdy napisze ci na zadany temat artykuł, to nie jest problem, ale nie mają do tego zdjęć, bo jest mnóstwo teoretyków, a mało praktyków. W tej branży praktycy zazwyczaj nie chcą się dzielić wiedzą. I ja na to poszedłem, wszedłem do gazety, zostałem tam ciepło przyjęty.

Moje teksty były docenione, fotografie tym bardziej. Miałem bardzo dużo okładek.

I w pewnym momencie Sebastian Kowalczyk pojawił się z pomysłem zrobienia programu wiadomości wędkarskich. Zrobiliśmy pierwszy odcinek, drugi, trzeci to zagryzło i polecieliśmy, zrobiliśmy chyba 50 odcinków z Kowalczykiem na YouTubie.

Jak to jest zmieniać powoli swoją pasję – coś, co dawało ci odskocznię od pracy – w kolejny biznes? Też sam miałem przez chwilę kanał wędkarski o karpiowaniu, który zamknąłem, bo zaczął właśnie być dla mnie jakimś rodzajem drugiej pracy. Wiem z różnych wywiadów, ze spotkań z ludźmi, że w momencie, kiedy zaczyna się zarabiać na wędkarstwie, to ta pasja i odskocznia trochę się zaciera.

Michał Pindelski: Wiesz, muszę-nie muszę. Plus bycia na działalności, czyli na swoim, jest taki, że nic nie musisz, robisz to, co chcesz, nikt nie stoi ci nad głową i nie mówi, co masz zrobić.

Możesz wybrać, czy chcesz robić rzeczy fajne, ale które z perspektywy czasu mogą ci nie przynieść przychodów albo skupić się na rzeczach mniej fajnych, które ci będą przynosiły przychody.

Ja zazwyczaj skupiam się na tych rzeczach fajnych i nie zawsze one przynoszą zyski. Do branży wędkarskiej wchodziłem w to po to, żeby być bliżej wędkarstwa, a nie po to, żeby siedzieć przed komputerem. Więc muszę być nad wodą dlatego, żeby nad tą wodą być. Zawsze staram się minimum raz w tygodniu być nad wodą, żeby jednak przewietrzyć głowę, odejść od komputera, a przy okazji nagrać materiał na YouTube. Więc to jest bardzo, bardzo ważne. Ludzie, którzy wchodzą do branży wędkarskiej, łapią się na tym, że w ogóle nie wędkują, wchodzą w temat konkurencji cenowej, ostrej walki, żeby wysłać jak najwięcej paczek i są zmęczeni. Nie chce im się wędkować i pasja przestaje być ich.

Czyli co mówisz, że jesteś dowodem na to, że pasję można zachować? A to, co daje równowagę to bycie właścicielem tego biznesu, ta wolność wybierania, kiedy chcę, to jadę. Wiadomo, że też wymaga pewnych decyzji i obecności, ale w dużym stopniu to ty go kreujesz i decydujesz o tym, co robić.

Michał Pindelski: Oczywiście są takie momenty w życiu każdej firmy, im większa, tym często decyzje są cięższe. Są momenty, kiedy chciałbym pojechać na ryby, a nie mogę, muszę zostać na miejscu i przypilnować, bo firma może za dużo stracić. Oczywiście tak też jest. To jest częścią tego biznesu i im biznes jest większy, tym takich rzeczy jest więcej. Ale jeżeli na początku myślimy o biznesie mniejszej skali, to każdemu zalecam im mniejsza nisza, tym lepiej. Bo jeżeli jesteśmy w małym biznesie, to możemy sobie na więcej pozwolić, nie mamy dużych kosztów, nie mamy dużej odpowiedzialności i jesteśmy bardziej mobilni. Dzisiaj nie przychodzę do pracy, nie chce mi się, jadę nad wodę, tak?

Michal Pindelski

Czy miałeś jakieś trudne momenty w budowaniu biznesu i coś, co byś zmienił, jakbyś mógł cofnąć czas?

Michał Pindelski: Wiesz, ja bym nic nie zmieniał generalnie, bo wszystko, co robimy w biznesie, jak nawet przynosi olbrzymie straty, to nas buduje. To jest potrzebne, nie da się lecieć w biznesie cały czas na paśmie sukcesu, bo w pewnym momencie przyjdzie coś, co nas tak przerazi, że się załamiemy. Ja znam dużo przykładów, bo wśród swoich znajomych widziałem różne biznesy, które nie przechodziły tych kamieni milowych.

Każda osoba, każdy wielki biznes na swojej drodze ma jakieś wielkie kamienie milowe, którym musi stawić czoło.

To prędzej czy później przyjdzie i trzeba wtedy wszystko zaangażować na maxa, żeby temu podołać, żeby biznes dalej funkcjonował. Także nic bym nie zmieniał, bo zawsze w biznesie ponosimy jakieś straty, to jest nauka, a nauka kosztuje.

Co trzeba dzisiaj zrobić, żeby osiągnąć sukces na YouTubie, jak osoba dopiero zaczyna i chciałaby wykorzystać ten zasób?

Ty masz doświadczenie z rosnącym YouTubem. To kiedyś zupełnie inaczej wyglądało, dzisiaj YouTube jest dużo bardziej rozkręcony, jest tam dużo więcej wszystkiego. Jedni by powiedzieli, że jest trudniej, bo większa konkurencja, ja powtarzam, że jest łatwiej, tylko trzeba się wyróżnić.

Jakbyś miał dać receptę naszym słuchaczom, jak teraz zbudować markę osobistą z wykorzystaniem takiego kanału komunikacji, jakim jest YouTube, to co byś im powiedział?

Michał Pindelski: YouTube jest teraz naprawdę trudny do przebicia. Przede wszystkim analiza rynku, czyli działam w jakiejś branży, analizuję tę branżę, czy jest tam silna konkurencja, jakie filmy wrzuca konkurencja, które firmy się przyjmują, które się oglądają, które nie. I robię taki naprawdę porządny research, szukam, patrzę, jakie działają miniaturki, tytuły, szukam słów kluczowych w Google, patrzę, jakie ludzie zadają pytania w Google. I potem, jeślibym już się zdecydował, że YouTube jest dla mnie, to zacząłbym od odpowiedzi na najbardziej nurtujące pytania ludzi.

To jest najprostsze, bo YouTube i Google to jest jedna firma. Mówimy tutaj o biznesie, więc pamiętajmy o tym, że biznes nie musi mieć dużych zasięgów w filmach. Czasami wyświetlenia 500, 1000 są już wystarczające, aby małej działalności generować ruch, który jej wystarczy na zysk i na opłacenie kosztów działalności miesięcznych. Ale, jeśli jest bardzo duża konkurencja, to będzie ciężko się przebić, bo już większość takich rzeczy w takiej branży jest.

Mało osób w dzisiejszych czasach, dba właśnie o swoją markę osobistą na YouTubie.

Uważają to za zbyt mało profesjonalne albo podchodzą do tego za bardzo profesjonalnie i to się nie ogląda. Pamiętajmy o tym, że YouTube to nie telewizja. Pokażmy tu siebie samych, prawdziwych. Nie bądźmy sztuczni tylko, jeżeli jestem dekarzem, nie ubieram się w garnitur, nie stawiam samochodów przed swoim domem, nie pokazuję, jak mi dobrze idzie, tylko nagrywam z roboty z dachu, pokazuję, jak to wygląda.

Ale w obecnych czasach YouTube, Instagram, Facebook bardzo tnie zasięgi i nawet już te subskrypcje, co widzimy od początku tego roku, nie są już tak ważne, nie dają ci takiej mocy jak dobry film. Czyli oglądalność filmu, dobra fraza, dobra miniatura. To jest bardzo ważne, na tym trzeba się skupić.

Warto też poszukać innych alternatywnych źródeł, bo teraz wchodzi mocno TikTok. Jakbym zaczynał biznes od zera, gdybyśmy się cofnęli do tamtych czasów, to bym postawił raczej na TikToka, bo tam się zbiera coraz większa grupa ludzi, tam nie ma jeszcze takiej dużej konkurencji, łatwiej się przebić i łatwiej jest zebrać widownię. Widownię z TikToka, którą zbierzemy, możemy później przekierowywać na Facebooka, możemy kierować na Instagram.

Obserwuję od jakiegoś czasu, że nawet „poważne marki”, na przykład marki terapeutów, psychoterapeutów zaczynają się pojawiać na TikToku, który jeszcze do niedawna był głównie dla dzieci. Więc z pewnością TikTok jest wart uwagi.

Michał Pindelski: O tym się już mówi bardzo głośno. Ja ostatnio słuchałem książki Gary’ego Crushing It i mówi w tej książce o tym, żeby być pierwszym w danych mediach i w tym momencie stawia się na TikTok.

Druga sprawa to technologia voice first, u nas jeszcze mało popularna, ale w Stanach już prawie wszyscy gadają do Alexy czy do Google’a. Można nagrywać odpowiedzi pod zapytania ludzi i już tam szukać, bo to, co jest w Stanach do nas, też przyjdzie za jakiś czas, a TikToka w Stanach używają nie tylko.

No to jest już całkiem niezły target, już można dotrzeć czy się pokazać z różnymi produktami czy usługami.

Michał Pindelski: Oczywiście i pamiętajmy też, że nawet jeżeli mamy tam dzieciaki 15-18 lat, to już budujemy swoich przyszłych klientów, za 3-4 lata oni będą naszymi klientami.

Wspomniałeś książkę Gary’ego Vee. Jest jeszcze ktoś, kto cię inspiruje? Mógłbyś powiedzieć, kto był twoim autorytetem, jeśli chodzi o biznes?

Michał Pindelski: Mnie inspirują ludzie biznesu. Uwielbiam wielkie historie, biografie, poczynając od Rockefellera, Titan: The Life, który był niesamowitym człowiekiem i twórcy Nike. Generalnie ludzie, którzy osiągnęli sukces. Zawsze lubię przesłuchać ich historii i mogę powiedzieć, że każdy miał taki moment przełomowy dla swojej firmy, że musiał się mega skupić, mega spiąć w sobie, żeby ta firma mogła funkcjonować. Jeżeli tego nie zrobimy, to w większości wypadków, jak rośniemy to konkurencja, rynek czy rząd doprowadzi do tego, że nasz biznes niestety upadnie.

Biznes na małą skalę rządzi się swoimi prawami, a na większą skalę, kiedy rośniemy, dla większości ludzi stajemy się wrogami.

W tym momencie w naszej firmie, w Plecionie, tego doświadczamy. Kiedy staliśmy się liderem, stało się to bardzo wielu ludziom nie na.

Pleciona sklep wedkarski

Ktoś kiedyś powiedział, że hejt jest miarą twojego sukcesu. Im więcej masz osób, które jak coś robisz, później o tobie czy piszą, czy mówią, tym to dla ciebie powinna to być oznaka, że rośniesz, że jesteś większy.

Michał Pindelski: Bardzo fajną inspirującą książką, jaką ostatnio czytałem, jest historia założyciela Netflixa. Tu jest łopatologicznie pokazane, jak się pozyskuje kapitał, jak się później rozkładają udziały w firmie przy pozyskiwaniu takiego kapitału. On wymyślił Netflixa, doprowadził go do momentu wejścia na giełdę i sobie założył od początku, że jak firma wejdzie na giełdę, to pozbędzie się wszystkich udziałów. I on się pozbył wszystkich udziałów i w pewnym momencie stracił też pracę w Netflixie i nie ma już z tą firmą nic wspólnego. Wybiera życie w segmencie startupowym, gdy firma się rozwija, a nie korporacyjnym. Później jest też druga książka osoby, która przejęła Netflixa i prowadzi go do dzisiaj i opisuje tam, jak to w korporacji funkcjonuje.

W ogóle film Netflix jest niesamowity pod tym względem, ponieważ tam osoby nie mają czegoś takiego jak urlopy. Sami decydują o sobie czy mogą w danym momencie pojechać na urlop, czy nie, nie mają limitów budżetowych, jeżeli ktoś potrzebuje wydatki zrobić, to te wydatki robi. Pod względem tego jest ta firma bardzo ciekawa. Oni to tak argumentują, że jest to niesamowite skupisko talentów i jak masz takich ludzi, to talenty nie mogą być niczym ograniczone, żeby się rozwijały. Więc poniekąd to jest to, o czym mówimy w biznesie. Jeżeli pracuję u kogoś na etacie, nie mogę w pełni wykorzystać swojego potencjału. Będąc na swoim, jestem w stanie wykorzystać swój potencjał w 100% i robić fajne rzeczy po prostu. I Netflix poniekąd stara się to wykorzystać.

To też dowód na to, że nie wszyscy pracodawcy zawsze będą nas ograniczać. Oczywiście są też fajne miejsca w Polsce do pracy na etacie. Ale tak uśredniając, gdybyśmy chcieli zrealizować wszystkie swoje pomysły, być bardziej twórczy, to często praca na etacie będzie ograniczeniem.

Michał Pindelski: Gdzieś masz jakąś blokadę, nie możesz sobie na coś pozwolić na jakieś inwestycje, żeby coś zrobić, musisz do kogoś pójść, złożyć jakieś podania, ktoś to musi zatwierdzić, prawda? A tutaj chce coś robić – robię to.

Skoro jesteśmy już przy pracownikach etatowych, to jest taki standardowy punkt programu u mnie, że proszę swoich gości o to, żeby przemówili jakoś do słuchaczy, którzy właśnie są teraz na etatach i myślą o tym, czy zrobić coś swojego. I tutaj zastanawiam się, czy będziesz raczej zachęcał, czy ostrzegał. Co byś powiedział ludziom, którzy nas słuchają i zastanawiają się, czy rzucić etat i robić coś po swojemu?

Michał Pindelski: Wiesz, ile jest takich ludzi? Myślę, że mnóstwo jest ludzi „może bym to zrzucił”, ale nie mają odwagi tego zrobić albo wiedzą, że się do tego nie nadają. Ludzie są marzycielami. Wystaw sobie motor na Allegro ludzie będą dzwonić i z tobą rozmawiać, że może bym kupił, może to, a może jak sprzedam, jak dostanę spadek i tak dalej.

Ludzie marzą, że coś zrobią, ale nie podejmują w tym kierunku żadnych kroków.

Kolejna osoba, która udowadnia, że można. Ja co prawda tak na mniejszą skalę i w Polsce, ale też robię sobie co najmniej dwumiesięczne wakacje najczęściej latem. Tak jak kiedyś mieliśmy w szkołach. Dwa miesiące, to jest dobry czas, żeby sobie odpocząć.

Co byś mógł powiedzieć takim osobom, które jeszcze są po tamtej stronie barykady, czyli po stronie pracy dla kogoś, żeby zmotywować ich do zmiany?

Łukasz Jakóbiak: Przede wszystkim to, że są po tamtej stronie barykady, to nie znaczy, że to jest coś złego, bo dla niektórych to może być jak najbardziej wygodne i to może być to, co kochają robić. Nie chciałbym tu narzucić czegoś komuś. Jeżeli ktoś nie wie, zastanawia się, to poleciłbym wyrwać się na chwilę z tego koła życia, w którym jest, wyjechać gdzieś, jeżeli tylko może, a jeżeli nie może, to jak najbardziej zadbać o spokój, żeby się wyciszyć, uspokoić myśli i zadać sobie pytanie, co jest moją pasją, co ja chcę robić, czy chcę pracować dla kogoś, czy może jednak dla siebie, czy to wypływa z mojego serca, czy nie. Nie kalkulować, co byśmy robili, gdyby pieniądze nie stanowiły tematu. Gdybyśmy mieli parę milionów na koncie i one nie stanowią tematu, co byśmy robili i zacznijmy to robić nawet na początku na boku, bo przecież musimy z czegoś żyć.

Jeżeli to będzie nasza pasja, to gwarantuję wam, że pieniądze zaczną przychodzić.

Wiesz, ile ludzi chce założyć kanał na YouTubie? Gdzie nie pójdę, to ludzie mówią, a też bym założył taki kanał. Mnóstwo ludzi chce to zrobić tylko, jak zrobią jedną rzecz, zobaczą, jak to jest skomplikowane, ile trzeba włożyć w to wszystko wysiłku, to mówią, że jednak jest mi dobrze, nie muszę się wysilać. Pamiętajmy o jednym, że praca u siebie to nie są większe pieniądze. W większości wypadków większe pieniądze zarobimy na etatach w korporacji.

Moja firma się rozwija bardzo szybko i obecnie dochodzę do takiego momentu, gdzie potrzebujemy zatrudnić osoby na stanowiska menedżerskie i ja będę musiał tej osobie zapłacić więcej, niż zarabiam sam osobiście. Dojrzałem do tego. Nie byłem na to gotowy przez dwa lata, biłem się z myślami, ale porozmawiałem z ludźmi i to jest normalne, to jest normalne w działalnościach, że właściciel często zarabia mniej od swoich pracowników. Trzeba się z tym liczyć, jeśli chcemy, żeby nasza firma się rozwijała. Wiesz, po co większość ludzi chcę otworzyć firmę? Telefon komórkowy, samochód w leasing, bo jak jest firma, to mogę to zrobić, od razu myśli, co sobie weźmie.

Czyli koszty.

Michał Pindelski: Koszty, koszty, robią te niepotrzebne koszty i potem się firmy zamykają, bo nie ma pieniędzy na te koszty. Moim zdaniem biznes nie jest dla wszystkich. Tego jest mnóstwo w branży wędkarskiej. Co roku powstaje mnóstwo nowych sklepów i co roku mnóstwo się zamyka. Są przepalane niesamowite pieniądze, bo przychodzi ktoś, kto dorobił się w jakimś innym biznesie albo dostał spadek po rodzicach, albo jest bogaty z domu i otwiera taki biznes i widzi, że to jednak nie jest to, że przepala tę kasę.

Zalecam zawsze zacząć od czegoś małego na początek, z niskimi kosztami, im większa nisza tym lepiej.

Ja właśnie jestem od wspierania takich mikro przedsiębiorstw, czyli budowanie marek osobistych, gdzie samemu wykonujemy również usługi. I to jest taki lekkostrawny sposób na robienie biznesu zasadzie bezkosztowo.

Michał Pindelski: Oczywiście. Umówmy się, że jednoosobowe działalności czy tam dwu, gdzie jest jeden pracownik, to są tak naprawdę najprostsze działalności, bo nie mamy dużych kosztów. Mamy różne możliwości generowania sobie kosztów w takiej firmie i naprawdę się zarabia dobre pieniądze w takich mniejszych firmach. Patrząc po swoich znajomych, jak ja miałem małą firmę tylko z moim wspólnikiem, naprawdę zarobiliśmy bardzo dobre pieniądze wtedy i też jakoś mocno się nie przepracowując. Schody się zaczynają dopiero dalej, jak firma rośnie, im więcej pracowników tym jest ciężej, jest ciężej zapanować nad kosztami.

wedkarstwo pleciona

To tak puentując już naszą rozmowę, polecasz rzucanie etatu, czy nie polecasz?

Michał Pindelski: To nie jest dla wszystkich. Kiedyś poszedłem na siłownię, przyprowadziłem swojego kolegę, chciał spróbować i podszedł do mnie tam inny kolega, który był trenerem i mówi, słuchaj, niech on nie przychodzi, on się nie nadaje tutaj na siłownię, może sobie tylko krzywdę. I mówię, tak samo jest w biznesie, nie każdy się nadaje, bo wejdzie w biznes i może sobie tylko temu zrobić krzywdę niepotrzebną.

W dzisiejszych czasach to się cały czas rotuje, ale nadal w tym momencie mamy czasy pracownika nie pracodawcy, bo te się już skończyły, więc ludzie na etacie zarabiają bardzo dobre pieniądze, często mocno się nie przepracowując. Mają dobry komfort psychiczny, prowadzą wygodne życie.

Przejście na pracę dla siebie powoduje to, że jak to się ładnie mówi, musimy wyjść z tej swojej strefy komfortu.

Nagle trzeba zacząć walczyć o koszty, o klientów i jest to duży krok, na którego nie każdego stać w danym momencie. Im wcześniej, tym lepiej. Jak pojawia się rodzina, żona, dzieci, to jest coraz ciężej. Mamy za sobą jakąś taką presję straszną, niepotrzebną. Zaczynajmy, jak jesteśmy młodzi, mamy wtedy mnóstwo werwy. Przede wszystkim młodość się rządzi swoimi prawami. Pamiętajmy o tym. Jesteśmy młodzi, nie mamy na tyle doświadczenia, bagażu psychicznego, wiemy zbyt mało, żeby się pewnych rzeczy bać, jesteśmy odważni, robimy dużo fajnych rzeczy, na które starsze osoby by sobie już nie pozwoliły, a żeby zrobić coś fajnego, przebić się, to trzeba być odważnym i przebojowym.

Tak jak mówiłeś o stabilizacji, o tej bezpiecznej pensji to tak sobie pomyślałem, jaka jest cena, jaką ludzie płacą. To jest cena wolności, którą poświęcasz, żeby mieć stabilizację. Pytanie zawsze stawiam, czy większa u ciebie jest potrzeba wolności, samorealizacji czy potrzeba bezpieczeństwa?

Michał Pindelski: Pamiętajmy, że jednak pracowanie na swoim tutaj sterujemy tym, co chcemy robić, a zazwyczaj chcemy robić fajne rzeczy. Jeżeli chcesz przejść do branży wędkarskiej czy do branży komputerowej, kosmetycznej i innej po to, bo widzisz, że nie będziesz generował takich kosztów i możesz jeszcze zejść z ceną i z innymi konkurować to nie rób tego. A jeśli widzisz, że możesz wejść do branży kosmetycznej, bo mam doświadczenie, mogę stworzyć jakiś swój produkt, mogę ludziom dać wartość dodaną, fajne porady, to wejdź w to, bo coś dajesz od siebie. Ale jeżeli tylko widzisz to, że możesz konkurować ceną, to nie ma to sensu.

Prędzej czy później przyjdzie kolejna osoba, która jeszcze będzie chciała mniej zarobić i cię z tego wszystkiego wypchnie.

Marka osobista dzisiaj jest bardzo ważna przy budowaniu swojego biznesu. Jeśli mamy taką możliwość, czujemy się dobrze z tym, żeby budować swoją markę osobistą, czyli wystąpić przed kamerą, to spróbujmy, bo naprawdę nie trzeba mieć wielkich zasięgów, żeby biznes się kręcił. Wiem, że wiele osób może mieć obawy przed tym, że nie chce pokazywać swojego wizerunku w internecie, więc może to jest to, co ty robisz, czyli podcasty wtedy są dla nich. Zacząć pomału od podcastów i później z podcastów przechodzić właśnie na jakieś pierwsze nagrania wideo, później na materiały na żywo, bo klienci uwielbiają spotkać się na żywo. Materiały na żywo, generują bardzo dużą sprzedaż, co można zaobserwować u influencerek. Raz w tygodniu robią sprzedaż, że się przebierają w ciuszki i rozmawiają ze swoimi klientkami. Dziewczyny to uwielbiają, szaleją na tym punkcie.

Żyjemy w bardzo dobrych czasach. Mamy super możliwości, które daje nam technologia i jeżeli jest determinacja i chęć do przebicia się to warto to zrobić. Na początek warto, jeżeli jest się na etacie, założyć sobie już ten kanał YouTube. Zbieraj już sobie widownię, rób różne stylizacje na dane wyjście wieczorem. W pewnym momencie pomożesz, przyciągniesz ruch do swojego sklepu, to może ci pomóc, bo zaczniesz zarabiać więcej, bo szef zacznie ci płacić pieniądze za jakieś dodatkowe zaangażowania. W pewnym momencie zobaczysz, że mogą się pojawiać współprace z markami, a możesz zobaczyć też, że kanał YouTube ci będzie dostarczał pieniędzy. Reklam jest za dużo w stosunku do tego, ile powstaje nowych materiałów i ludzie oglądają, więc te stawki są coraz wyższe. Teraz taki Youtuber w branży wędkarskiej to z samych reklam na YouTubie zarabia od 4 do 7 tysięcy złotych, więc to są jakieś pieniądze. Do tego już się pojawiają twoje produkty i naprawdę z tego można komfortowo żyć. Więc najpierw buduj sobie społeczność, wtedy jest dość łatwo odejść z pracy.

Mówisz też o bardzo takiej fajnej, bezpiecznej ścieżce, najpierw budowania marki mocno przyklejonej do większej marki czy wręcz do marki pracodawcy. Jako ciekawostkę mogę powiedzieć, że mam markę Jak Rzucić Etat i korporacje powinny mnie nienawidzić, ale to nieprawda. Zatrudniają mnie do pomagania budowania marek menedżerom, bo korporacje nie chcą, żeby ludzie odchodzili, ale jednak potrzebują silnego przywództwa, zebrania wokół siebie zaufania, więc to jest też ciekawy trend. I taką markę też można budować, zobaczyć, czy nam to pasuje, jak to nam wychodzi, a potem decydować, co dalej, jak pojawią się pierwsi klienci.

Michał Pindelski: Tak, ale ważne, żeby to robić już na swoim kanale. Sam tak robię, bo jak przychodzą do mnie ludzie i chcą coś nagrywać, mówię dobrze, ale będziesz nagrywał do mnie na kanał. Bo jeżeli robiąc to, nagrywają się na swój kanał, to już buduję swoją społeczność. I nawet, jak jesteś już rozpoznawalny na czyimś kanale, to odchodząc z tej firmy i tworząc swój kanał, zaczynasz od zera. To nie jest tak, że od razu wylądujemy na tej samej pozycji, gdzie byliśmy, jak odchodziliśmy, będziemy musieli mnóstwo pracy włożyć, żeby znowu do tego miejsca wrócić. Więc zakładam swoje, robię coś dla kogoś, pomagam mu w tym biznesie i potem, jak to dobrze idzie, rozważam przejście na swoje.

Ostatnie pytanie, czego można życzyć takiej marce jak twoja na przyszłość?

Michał Pindelski: A ty czego byś mi życzył?

To jest dobre pytanie. Ja zwykle zadaję to pytanie, dlatego że trudno jest takie prawdziwe, dobre życzenia dla kogoś ułożyć, nie znając do końca tej osoby.

Jak sobie pomyślę o tym, jaką masz pozycję w swojej branży, to niewiele tutaj można ci życzyć, bardziej ciekawi, jakie ty masz aspiracje.

Michał Pindelski: Ja mam już odpowiedź, czego można życzyć mojej marce. Upadku Polskiego Związku Wędkarskiego. Dla tych, co nie wiedzą, to jest to archaiczny wymysł, w którym siedzą ludzie, wyciągają kasę od wędkarzy. Tam jest chyba ponad 150 milionów rocznie na zezwolenia, z którymi niewiele, co robią. W Polsce mamy coraz mniej ryb, a jakby Polski Związek Wędkarski upadł i wody poszłyby w ręce prywatne, w gminy, w stowarzyszenia w wodach mielibyśmy ryby. Jakby w Polsce były ryby, to mój biznes by eksplodował.

Nikomu źle nie życzę, ale bardzo bym chciał, żeby było więcej ryb w wodach publicznych, ogólnodostępnych.

Michał Pindelski: To tego sobie życzmy, żeby w Polsce były ryby. Ale i też możemy zachęcić słuchaczy, bo może o tym nie powiedziałem, że jeżeli jesteśmy na pewnym etapie swojego życia, gdzie ta praca, codzienność, często powiązane z jakimiś używkami, aby się odstresować, to nie jest ten kierunek. Patrzę na swoich znajomych i widzę, jak ludzie pracujący w korporacji, idą w tę zgubną machinę.

A wędkarstwo jest super sprawą, która oczyszcza głowę i będąc na rybach, powstaje mnóstwo pomysłów. Pamiętajmy, że jak głowa jest czysta, zupełnie odpoczywa, inaczej później pracuje, powstają fajne pomysły i to też może nam pomóc przejść na swoje. Jesteśmy wtedy bardziej może odważni i możemy podjąć decyzję, na którą tyle czekamy.

Wejść, spróbować wędkarstwa, pojechać z kimś na ryby, żeby nas wprowadził i zobaczycie, że jest to fajna rzecz odpocząć. Ja to porównuję do tego, że jesteśmy stworzeni do tego, żeby wyjeżdżać z domu. Kiedyś ludzie jeździli na polowania, na wojnę, tęsknili za swoimi domami, wracając, wielbili swoją kobietę, spędzali mnóstwo czasu z dziećmi. A teraz będąc w biegu, nasze kobiety traktujemy jako chleb powszedni i dzieci również. Kiedy wyjeżdżamy, najlepsze są takie wyjazdy, kiedy ryby nie biorą, zaczynamy tęsknić i doceniamy to, co mamy. Dlatego warto mieć coś takiego.

W obecnych czasach ludzie idą w imprezę, a imprezy powodują pogłębianie się stanów lękowych.

W wędkarstwie jest odwrotnie. Wędkarstwo sprawia, że głowa odpoczywa, jak są ryby, to powoduje endorfiny, jesteśmy pozytywniejszymi ludźmi, jesteśmy odważniejsi i możemy robić fajne rzeczy. Przede wszystkim, żeby robić fajne rzeczy, musimy mieć superrelacje w domu ze swoją rodziną. Wiele osób o tym zapomina i wędkarstwo jest do tego bardzo fajnym środkiem. Tylko kobieta musi też zrozumieć, że taki wyjazd na 3-4 dni dla mężczyzny nie jest niczym złym i że to wręcz powoduje, że nasz związek jest lepszy. To taka dygresja, ale kiedyś może na ten temat opowiem więcej, bo relacje damsko-męskie to jest podstawa też przy budowaniu biznesu. 

Zamiast weekendowego resetu spędzonego na imprezie można pojechać na ryby, a to czasem pomaga budować też relacje z partnerem czy partnerką życiową. Bardzo ci dziękuję. Moim gościem był Michał Pindelski, Majki TIM Pleciona.

Michał Pindelski: Pozdrawiam wszystkich serdecznie, bawcie się życiem mordeczki. Cześć.

Chcesz się dowiedzieć więcej? Przesłuchaj pełnego wywiadu na górze strony. Chcesz więcej? Zapraszam do przeczytania bądź przesłuchania pozostałych wywiadów z tej serii.

– Michał Bloch, Jak rzucić etat

Influencer czy przewodnik, Łukasz Jakóbiak o drodze do znalezienia siebie

Influencer czy przewodnik, Łukasz Jakóbiak o drodze do znalezienia siebie

Łukasz Jakóbiak od zawsze wiedział, że etat nie jest dla niego. Jak sprawił, że pracuje dla siebie i żyje ze…
Marcin Prokop – czy warto podążać za intuicją w budowaniu marki?

Marcin Prokop – czy warto podążać za intuicją w budowaniu marki?

Marcin Prokop to dziennikarz, felietonista, osobowość telewizyjna. Podążając za intuicją i podejmując odważne decyzje, dotarł do miejsca, w którym jest…
Ogarnij Hashimoto – czyli jak najlepiej pomóc innym przez pryzmat swoich doświadczeń

Ogarnij Hashimoto – czyli jak najlepiej pomóc innym przez pryzmat swoich doświadczeń

Ogarnij Hashimoto – zaczęło się od misji, a trwa do teraz. Wspierają ludzi zmagających się z Hashimoto, bo wiedzą, jak…
.
.