Kinga Bogdańska: Zostań mistrzynią swojego życia!

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Pomimo ciężkich chwil, Kinga Bogdańska, trener pewności siebie i mentorka kobiet, postanowiła podzielić się swoimi doświadczeniami z kobietami. Jak mówi „gdyby kapitan na statku musiał każde zadanie wykonać sam, nie byłby kapitanem”, dlatego opowie, jak wziąć ster swojego życia we własne ręce.

Posłuchaj jako podcast w wersji audio:

Michał: Moim gościem jest dzisiaj Kinga Bogdańska, trener pewności siebie i mentorka kobiet.

Kinga Bogdańska: Dzień dobry, Kinga Bogdańska, trener pewności siebie, autentycznej pewności siebie oraz mentor dla kobiet spełnionych i kobiet sukcesu. Witam serdecznie.

Michał: Bardzo mi miło, że tutaj z nami jesteś. Co to znaczy być „mistrzynią swojego życia”? Taki zapis można znaleźć przy Twoim nazwisku, ale uczysz też, jak być mistrzynią swojego życia inne kobiety. Skąd się to wzięło?

Kinga Bogdańska: Wzięło się to z projektu, nad którym pracowałam po urodzeniu mojego synka. Projekt nosił nazwę „zaprojektuj swoje życie”, trwał kilka miesięcy i wzięło w nim udział ponad 200 osób! Z każdym uczestnikiem byłam w kontakcie mailowym i aby mógł przejść do kolejnego levelu, musiał zrobić pracę domową.

Po zakończeniu projektu pytałam ludzi, co się zmieniło w ich życiu. Te osoby, które ukończyły kurs, inaczej funkcjonowały. Część rzuciło pracę w korporacji. Część poszła na inne studia. Ktoś się rozwiódł. Ktoś ruszył w podróż życia. Po prostu podjęli konkretne decyzje.

Uczestnicy przekonali mnie, że powinnam coś z tym projektem zrobić, bo powinien on trafić do większej liczby ludzi. Wtedy przyszedł mi do głowy pomysł, że chciałabym napisać książkę na podstawie tego projektu i doświadczeń osób, które brały w nim udział. No i chodziłam z tą myślą, się zastanawiałam. 1 lipca 2016 roku podjęłam decyzję, że napiszę książkę, dla kobiet.

Zaczęłam sobie pomalutku pisać, konsultować. Mój pomysł na pisanie książki był tak jakby od końca, czyli najpierw chciałam ją napisać, a dopiero później wymyślić tytuł i zobaczyć, jak to będzie wszystko funkcjonowało. Niestety zaistniała wtedy bardzo trudna sytuacja w moim życiu. Moje dziecko zostało uprowadzone przez tatę za granicę. Było to ogromne wyzwanie w moim życiu i postanowiłam tę książkę rzucić w kąt. Wtedy moja mentorka powiedziała, że nie mam prawa tego tak zostawić, dlatego, że to, co mam do przekazania może pomóc wielu osobom.

„To, że masz teraz Uniwersytet Życia, nie znaczy, że komuś twoje wcześniejsze doświadczenia nie mogą pomóc, czy kogoś wesprzeć”

Wówczas poczułam, że chciałabym, żeby odbiorcą książki była kobieta. I z tą myślą pisałam do kobiety, która przechodzi różne trudności w swoim życiu i nie wie, jak sobie z nimi poradzić, ma niskie poczucie wartości i trudną przeszłość. Przez pół roku pisałam tę książkę i szukałam do niej tytułu. I kiedyś właśnie pojawiło się hasło „mistrzyni swojego życia”, czyli jestem dobra w tym, w czym chcę być dobra, robię to, na co mam ochotę i to, co czuję w swoim sercu. Dla mnie to właśnie jest mistrzostwo! Gdy jesteś mistrzynią w gotowaniu i uwielbiasz to robić, to po prostu to robisz. Jesteś mistrzynią w sprzątaniu, bo uwielbiasz to robić, dokładnie to robisz. A jeśli jesteś mistrzynią w budowaniu biznesu i masz ich kilka, to również to robisz.

Kinga Bogdańska: Chodzi o to, żeby odszukać to mistrzostwo w swoim sercu i żeby za tym podążać.

Kinga Bogdańska

Zaobserwowałem w Twoich mediach społecznościowych zmianę kilka lat temu. Nie tylko stałaś się bardziej aktywna online, ale i podzieliłaś się wydarzeniami związanymi z uprowadzeniem Twojego syna. Jak w kontekście odbioru oceniasz to, że byłaś taka otwarta w tej sprawie i czy, gdybyś mogła cofnąć czas, zrobiłabyś jeszcze raz to samo?

Kinga Bogdańska: Jedną z moich głównych wartości jest autentyczność. Decydując się na pokazanie światu tego mojego doświadczenia oraz tego, jak sobie ja z nim radzę, było świadomą decyzją i absolutnie tego nie żałuję.

Dzięki temu od wielu lat pomagam innym rodzicom uprowadzonych dzieci. Robię to różnymi kanałami. W zeszłym tygodniu miałam konsultację z kobietą, której były partner uprowadził z Hiszpanii dwójkę dzieci.

To, co robię, pozwala mi realizować moją misję. Moim postanowieniem było, że kiedy mały wróci do Polski, zrobię wszystko, żeby pomagać innym osobom w takich sytuacjach. Jest niewiele osób, które mają predyspozycje i kompetencje, doświadczenie czy wiedzę, żeby w trudnej sytuacji pomagać. Sam specjalista, terapeuta czy psycholog jest zbyt mało kompetentny, żeby dźwignąć ciężar danego doświadczenia.

Pamiętam, jak sama się z tym mierzyłam. Rozmawiałam z różnymi osobami, o tym, co przeżywam, ale osoby te nawet nie umiały sobie wyobrazić, jak to jest.

Mam pomysł, żeby otworzyć fundację. Niestety obecny ustrój niekoniecznie temu sprzyja, dlatego na razie to robię w swoim zakresie i korzystając z pomocy osób, które mają kompetencje w tym zakresie.

Bardzo Ci dziękuję za ten kawałek historii. Często zdaje się, że bycie influencerem to tylko taki amerykański hype, a często to tylko jedna, niewielka część drogi, jaką ktoś musiał przejść. A teraz powiedz, jak wpadłaś na to, żeby zostać po pierwsze freelancerką, po drugie influencerką?

Kinga Bogdańska: Moja historia sięga już trzydziestu lat wstecz, dlatego, że gdy miałam 10 lat, nagle zmarł mój tata. To była najważniejsza osoba w moim życiu. Pamiętam, jak w dzień pogrzebu siedziałam pod domem i potwornie to przeżywałam. Słyszałam, jak ludzie rozmawiają pod domami i obmawiają mamę, jak to się wzbogaciła. Patrzyłam na to wszystko i stwierdziłam, że to nie jest środowisko, w którym chcę funkcjonować. A że od małego pomagałam innym czy w wolontariatach, czy dobrym słowem, czy wsparciem, czy rozwiązaniem to czułam, że moim miejscem jest tak zwana scena.

Scena, czyli miejsce, w którym będę mogła zaistnieć, pokazać innym siebie, wesprzeć ich i pomóc im. I krok po kroku ten swój mały plan w małej główce realizowałam poprzez to, że poszłam do konkretnych szkół, robiłam inaczej niż cała rodzina. Podejmując decyzję pojechania na studia do Warszawy, naraziłam się rodzinie i musiałam sama na to wszystko zarabiać. Potem przyszła decyzja urodzenia dziecka w trakcie studiów, która spowodowała zmianę decyzji zawodowej.

Kinga Bogdańska: I tak krok po kroku, każdy ruch, który wykonywałam, zbliżał mnie do realizacji mojego celu.

To, kim jestem teraz, to tak naprawdę jest wypadkowa wszystkich trudnych doświadczeń mojego życia, ale również decyzji, które podjęłam i kompetencji, które zdobyłam. Każda szkoła, każdy etap powodował, że gdzieś tam się zbliżałam do realizacji tej swojej wizji z dzieciństwa.

Nawet praca w korporacji na stanowisku trenera wewnętrznego dała mi bardzo dużo. To ja mogłam decydować, jak ja prowadzę dane zajęcia, a to dawało mi ogromną wolność. Jestem kreatorem i nie za bardzo nadaję się do pracy dla kogoś. Ja nigdy dwa razy takich samych warsztatów nie poprowadzę, nigdy według tego samego scenariusza. Uwielbiam zmieniać, podążać za rozwojem grupy i patrzeć na to, co się z nim dzieje.

I przyszedł w firmie taki moment, w którym oni nie chcieli już moich rewolucji i nie chcieli już we mnie inwestować. Nastąpiła wtedy chwila, w której poczułam, że coś mi już zaczyna doskwierać i może pora na to, aby zrealizować mój pomysł, czyli pójść na swoje.

W ciągu jednego tygodnia rzuciłam pracę w tej firmie i oświadczyłam, że będę otwierała swoją

Co było naprawdę skokiem na głęboką wodę bez żadnego zabezpieczenia. Natomiast dzięki temu, że pracowałam na planach zdjęciowych, miałam swoich klientów, którzy chcieli ze mną pracować, również jako trener. Wprowadzili mnie do swoich firm, rekomendowali. Pracowałam wtedy na umowy zlecenie i przygotowywałam się już do otwarcia mojej firmy. Oczywiście moja firma nie mogła być tylko w jednym nurcie, tylko w trzech. Jeden to praca dla klienta korporacyjnego, drugi to praca z klientem indywidualnym, a trzeci to branża beauty.

Otworzyłam swój salon kosmetyczny. Co teraz wydaje się szalonym pomysłem, bo ja sama nie byłam w stanie tego wszystkiego zrealizować. Wtedy jednak to brzmiało ekstra! Będę klienta ogarniać całkowicie, czyli i wyglądowo, i wewnętrznie. Przecież wszystko da się zrobić. Natomiast jak przyszła rzeczywistość, to wyglądało trochę inaczej.

Jednak patrząc na kształt twojej marki osobistej dzisiaj, to można powiedzieć, że te trzy aspekty dalej pozostały. Pracujesz z korporacjami, z kobietami indywidualnie, no i masz swoją linię kosmetyków, więc jakoś to się wszystko dzieje.

Kinga Bogdańska: Tak, na pewno umiejętności i kompetencje, które zdobyłam w tym pierwszym etapie działania mojej firmy, spowodowały, że teraz też inaczej funkcjonuję. To też ma swoje odbicie i ze sobą współdziała. Także na pewno efekty tamtego trudnego etapu w rozpoczęciu firmy teraz przynoszą swoje efekty.

Z czym się wiąże dzisiaj bycie influencerem w Polsce i co to dla Ciebie znaczy? Jak ty to rozumiesz?

Kinga Bogdańska: Dla mnie bycie influencerem, to jest trwanie przy swoich wartościach i przy tym, co się chce realizować. Natomiast żeby rzeczywiście w obecnych czasach zarabiać, każdy z nas musi być influencerem, czyli musi pokonać ten lęk przed kamerą, przed nagrywaniem wideo. Brak kompetencji i funkcjonowania w social mediach, nie może dłużej być wymówką.

Kinga Bogdańska

Można powiedzieć, że żeby mieć zbudowaną markę, trzeba zrobić tylko dwie rzeczy. Mieć specjalizację i wyjść do ludzi i to pokazać. Czy miałaś moment kryzysu, czy trudności w samym budowaniu marki, w byciu influencerką?

Kinga: Oczywiście! Mam kryzys przynajmniej raz w roku, w którym stwierdzam, że mam to gdzieś po prostu zamykam biznes i idę na etat. Kiedyś rozmawiałam o tym z kolegą, rekruterem. Powiedziałam wtedy, że mam dość tych problemów i idę pracować na kasę do jednej ze „zwierzęcych” firm na naszym rynku.

Odpowiedział tylko, że musiałabym dużo nakłamać w swoim CV, bo by mnie nie przyjęli na to stanowisko z takimi kompetencjami, jakie mam.

Kryzysy przychodzą najczęściej po dużych kampaniach i to jest całkiem normalne. Gdy rozmawiam z innymi przedsiębiorcami, to wielu z nas ma taki pomysł, żeby pójść do pracy od 9:00 do 17:00 i mieć święty spokój.

Myślę, że często możemy za tym tęsknić. À propos tęsknoty, czy Ty za czymś tęsknisz ze starych czasów, czy czegoś Ci brakuje z tego, co było kiedyś?

Kinga Bogdańska: Wiesz co, jest jedna rzecz, której może mi brakować. Odbijanie myśli z innymi trenerami, gdy pracowaliśmy wspólnie w zespole. Jak przygotowywaliśmy jakiś program, to naturalne było to, że konsultowaliśmy to ze sobą i graliśmy do jednej bramki. Szkoliliśmy tę samą grupę ludzi, a każdy z nas specjalizował się w czymś innym. Ja specjalizowałam się w umiejętnościach miękkich, ktoś inny robił twardą merytorykę.

Natomiast teraz, pracując jako freelancer, obserwuję bardzo często, że wyjście do świata trenerskiego z zapytaniem o radę, niestety bardzo często wiąże się z hejtem. Niewiele osób ma w sobie zbudowaną taką postawę, aby po prostu powiedzieć, doradzić i służyć dobrym słowem. Przez lata zbudowałam sobie taką grupę trenerów, którzy pracują w tej samej branży i z otwartością służą pomocą. Ale to już nie jest taka dostępność, jak była wtedy, kiedy siedzieliśmy w osiem osób, a ktoś rzucał myśl i było 15 pomysłów.

Niewiele osób ma w sobie zbudowaną taką postawę, aby po prostu powiedzieć, doradzić i służyć dobrym słowem.

Czego nie przewidziałaś i co Cię zaskoczyło w pracy poza etatem?

Kinga Bogdańska: Jedyną rzeczą, której nie przewidziałam, jest to, że klienta pozyskuje się cały czas. Nawet tego, który jest u Ciebie, tego, który Cię obserwuje lub tego, który dopiero ma przyjść. To ciągłe zdobywanie aprobaty, szczególnie teraz, gdy w większości przenieśliśmy się do świata online. Musisz zaciekawić z tych, którzy robią mały przystanek u Ciebie i się zastanawiają czy zostać, czy nie zostać. Trzeba też ściągnąć tych, którzy jeszcze u Ciebie nie byli.

Kinga Bogdańska

Jaki był ten pierwszy poranek po uświadomieniu sobie, że to koniec pracy na etacie?

Kinga Bogdańska: U mnie zaczęło się od razu wdrożeniem procedury, co będę robić. Wstałam o 5 rano, bo moje dziecko było na edukacji domowej. Najpierw więc była u mnie sesja jogi, potem plan, co powinnam zrobić w związku z moją przyszłą firmą, a potem miałam zajęcia z moim dzieckiem. Więc ja, tak naprawdę, byłam w trybie działania i celebracja pojawiła się dopiero 1 lipca 2011, gdy założyłam firmę.

Czy pojawiła się u Ciebie jakaś zmiana myślenia, na poziomie wewnętrznym, która dopiero odblokowała nowe możliwości?

Kinga Bogdańska: Tak, tak. Dopiero kiedy przekonałam się, że może i jestem wyjątkowa, ale to zespół jest wszechstronny, otworzyły mi się drzwi do nowych możliwości. Do tego czasu myślałam, że zrobię wszystko sama. Kiedy to przepracowałam, zobaczyłam, że to pozwoliło mi o wiele efektywniej i z większą radością działać i funkcjonować, a przede wszystkim ustalić mój plan działania.

Diagnozując swoje talenty, które pomagam też odkrywać swoim klientom, ułożyłam plan na miesiąc działania. Lubię, gdy na przykład tydzień pracuję na warsztatach grupowych, to w kolejnym tygodniu pracuję tylko z klientami indywidualnymi. Mało tego, zawsze w środku tygodnia muszę mieć dzień wolny, żeby poukładać sobie wszystko w głowie. Zrobić porządek, skonsultować z ekipą, co mam do zrobienia, jak mamy działać, jaki mamy plan, snuć wizje. Więc to pozwoliło mi ogarnąć chaos. Druga rzecz, którą musiałam przepracować, był perfekcjonizm.

Bycie przedsiębiorcą i perfekcjonizm nie idzie ze sobą w parze

W jednej z naszych rozmów opowiadałaś o tym, że chciałaś iść do szkoły cyrkowej. Wyjaśnisz proszę, o co chodzi z żonglującą matką?

Kinga Bogdańska: To było w trakcie pisania książki. Powstała taka metafora, bo wtedy uczyłam się przekazywać swoje myśli metaforą. I tak sobie zwizualizowałam, że wiele kobiet ma z tyłu głowy takie przekonanie, że musimy wszystko ogarnąć. Czyli musimy wysprzątać dom, przygotować dzieci, pracować, robić zakupy, gotować. I pod koniec dnia siadamy zmęczone na tyle, że nawet nie jesteśmy w stanie pójść do wanny i spokojnie odpocząć. Kiedy szukałam dobrej metafory, to zobaczyłam taką żonglującą mamę. Żonglerka jest dla mnie metaforą tych zadań, które my, kobiety sobie narzucamy na głowę.

Jako dziecko uwielbiałam chodzić do cyrku z tatą. Pamiętam, że z podziwem patrzyłam na klaunów, którzy żonglują jedną, dwoma, czterema, ośmioma piłkami i te piłki po prostu utrzymują się w powietrzu cały czas. Poszłam też na kurs żonglerki i okazało się, że to niestety nie jest moja mocna strona, więc odpuściłam. Dowiedziałam się, że to wymaga ogromnej energii i uważności. Tak naprawdę ucieczka jednej piłki powoduje rozwalenie się całego systemu.

Kinga Bogdańska
Kinga Bogdańska

Kiedy kapitan weźmie wszystko na swoją głowę, to niestety jego okręt roztrzaska się na pierwszej lepszej skale

A nas, kobiet, nikt nie uczy, jak zarządzać tymi wszystkimi zadaniami, które mamy w trakcie dnia, bo stare schematy mówią, że gdy się chce być najlepszą matką na świecie, trzeba się poświęcić. Bardzo często słyszę od kobiet „Poświęcam czas dzieciom”, ale pytam „poświęcasz czy spędzasz”? Bo to jest duża różnica.

Wtedy zobaczyłam właśnie taką kobietę, która żongluje tymi swoimi zadaniami. Bierze jedną piłkę, drugą, trzecią, czwartą, piątą, a potem po prostu to się wszystko sypie i cała układanka się rozpada. Umiejętność wybierania zadań, które na dany moment nam służą, do których mamy predyspozycje, mamy na nie czas i energię, jest niezwykle ważną kompetencją w życiu codziennym każdego człowieka.

Pracowałam z dziewczynami, które przeszły na system online plus dzieci, psy, zadania, obowiązki i wszystkie inne rzeczy i wszystko zaczęło się po prostu sypać. Mnóstwo osób w takich kryzysach wewnętrznych do mnie trafiało. Pracowaliśmy wtedy nad doborem odpowiednich piłek, bo nie trzeba żonglować ośmioma! Wystarczy, że będziesz to dobrze robiła dwiema, a resztę możemy po prostu podzielić. Na początku pandemii udzielałam wywiadu do telewizji i powiedziałam, że rodzina to okręt, na którym jest jeden kapitan, a rozdzielenie zadań spowoduje, że statek jest w stanie przetrwać burze. Natomiast kiedy kapitan weźmie wszystko na swoją głowę, to niestety ten okręt się roztrzaska na pierwszej lepszej skale.

Na zakończenie chciałbym poprosić Cię o zwrócenie się do osób, które chciałyby pójść w Twoje ślady, czyli mieć markę influencerki, tworzyć swoje autorskie produkty i sprzedawać je online. Co byś im mogła przekazać?

Kinga Bogdańska: Zapytałabym się najpierw, co Ci tak naprawdę w sercu gra? Czego pragnie twoja dusza, czego chcesz, co chcesz tak naprawdę pozostawić po sobie na świecie? To są coachingowe pytania, które niektórzy mogą uznać za bzdety. Ale to nie są żadne bzdety, tylko prawda, która może zadecydować o tym, jak będzie wyglądać Twoja przyszłość. Oczywiście to nie będzie proste ani łatwe na początku, będzie to wymagało o wiele więcej wysiłku niż praca na etacie, który teraz masz, który jest oswojony, który znasz. To będzie nowe, ale nie oznacza, że będzie gorsze, bo w efekcie to może być właśnie to, co będzie dawało ci radość.

Czego się można spodziewać w najbliższej przyszłości od twojej marki? W związku z tym, czego można Ci na koniec rozmowy życzyć?

Kinga Bogdańska: Czego się można spodziewać? U nas cały czas pojawiają się nowości. Cały czas wychodzimy z rozwiązaniami dla klientów, czyli Akademia Liderek trwa, będą kolejne edycje. W przyszłym roku planuję certyfikację mojego narzędzia Akademii Liderek, dla osób, które chciałyby pracować tym narzędziem i służyć innym kobietom i je wspierać. Także za to możecie trzymać kciuki.

Coaching

Trzymam już od tej pory. Bardzo Ci dziękuję. Moim gościem była Kinga Bogdańska, osoba, która rzuciła etat, żeby zostać influencerką i dobrze sobie radzi. Bardzo ci dziękuję.

Kinga Bogdańska: Dziękuję pięknie.

Chcesz się dowiedzieć więcej? Przesłuchaj pełnego wywiadu na górze strony. Chcesz więcej? Zapraszam do przeczytania bądź przesłuchania pozostałych wywiadów z tej serii.

– Michał Bloch, Jak rzucić etat

Kat Piwecka – jak wygląda współpraca z gwiazdami?

Kat Piwecka – jak wygląda współpraca z gwiazdami?

Kat Piwecka opowiada o swojej drodze od handlu do fotografii gwiazd. Nie takie przebranżowienie straszne, więc jak to zrobiła? Zapraszamy…
Sisi Lohman – od korporacji do gazety Głos Mordoru

Sisi Lohman – od korporacji do gazety Głos Mordoru

Sisi Lohman opowiada o życiu poza korporacją nad tworzeniem gazety Głos Mordoru. Czy papierowa gazeta ma jeszcze rację bytu?
Jak przetrwać sezon ogórkowy, gdy się rzuciło etat? O swojej marce Nie Odwlekaj opowie Anna Łapińska

Jak przetrwać sezon ogórkowy, gdy się rzuciło etat? O swojej marce Nie Odwlekaj opowie Anna Łapińska

Anna Łapińska to jedna z tych osób, które szczerze polecają pracę na swoim. Tylko jak połączyć dwie dziedziny: nauczanie j.…