Justyna Przybysz – czy jest czas, kiedy na przebranżowienie się jest za późno?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Justyna Przybysz to mentorka i coach kariery, która pomaga wrócić na rynek pracy osobom odchodzącym z pracy po wielu latach i nie zawsze robiącym to z własnej inicjatywy. Czy jest czas, kiedy na zmianę pracy jest już za późno?

Posłuchaj jako podcast w wersji audio:

Moim gościem jest dzisiaj Justyna Przybysz, mentorka i coach kariery. Zapraszam Cię do przedstawienia się naszym słuchaczom.

Justyna Przybysz: Dziękuję za zaproszenie do Twojego podcastu. Jestem coachem kariery, specjalizuję się w realizacji programów outplacementowych. Wspieram osoby, które po wielu latach i nie zawsze z własnej inicjatywy odchodzą z pracy i zmieniają swoją sytuację zawodową. Poza tym zajmuję się narzędziami, które pomagają rozpoznać swój potencjał. Szczególnie moim ulubionym narzędziem jest StrengthsFinder, który popularnie u nas nazywa się talentami według Instytutu Gallupa.

Ja również bardzo się cieszę, że jesteś i nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, ale w tym roku minęło 10 lat, odkąd się znamy. Mieliśmy okazję współpracować w różnych korporacjach i ja Ciebie z tymi korporacjami mocno utożsamiałem. Zawsze mi się wydawało, że w tej pracy dobrze się realizujesz, byłaś HR Managerem, zaangażowanym w projekty dyrektorem HR-u. Co się takiego wydarzyło, że teraz jesteś poza korporacją?

Justyna Przybysz: Popatrz, to już 10 lat? No tak, na świętowanie przyjdzie jeszcze czas. Wiesz co? Ja też zawsze o sobie myślałam, że jestem człowiekiem korporacji. Odpowiadało mi środowisko dające ramy i pewne struktury. Dobrze sobie radziłam w procesach. Myślę, że miałam wystarczająco dużo elastyczności, pomysłowości, żeby budować tam strategię swojego funkcjonowania.

Mimo struktur miałam na swoich stanowiskach sporą niezależność, więc było mi w korporacjach całkiem dobrze. Nigdy też nie odcinałam się od tego życia. Nie mam takiego przekonania, że korporacje to samo zło. Co mnie skłoniło do zmiany sposobu pracy? Zmiany życiowe. Podjęłam decyzję o założeniu własnej firmy tuż przed narodzinami mojego syna.

To jest ważny aspekt w kontekście freelancerów, szczególnie kobiet. Narodziny dziecka i chęć posiadania bardziej elastycznego czasu pracy dopasowanego do potrzeb malucha. Jest to popularny, powiedziałbym, przypadek.

Natomiast ciekawi mnie też aspekt kogoś, kto tyle lat pracował na etacie, budował swoją karierę i doszedł do pewnego poziomu stanowiska. Jak bardzo było to dla Ciebie trudne, na ile to było wyzwaniem, żeby po pierwsze pozostawić coś, co już dobrze znałaś, a po drugie rozpocząć inny model pracy bez struktury i bez zespołu?

Justyna Przybysz: Właśnie ten brak struktury i współpracy zespołu okazał się tym, co było dla mnie najtrudniejsze. I to był ten etap, nad którym najdłużej pracowałam, żeby sobie wypracować nowy model pracy.

Ja bardzo lubiłam pracować z zespołami. Bardzo dobrze się czułam w takim modelu, kiedy mogłam bardziej inspirować, zachęcać, dawać pewne możliwości, ale niekoniecznie na przykład wykonywać bardzo szczegółową, detaliczną, rutynową pracę. Bo skoro już mówiłam o talentach, to moje wolą inne zadania. Rutynowa praca to nie jest coś, w czym się czuję dobrze, więc to było trudne. To był ten obszar, w którym najbardziej musiałam się skupić i wypracować sobie struktury swojej pracy.

Faktycznie w korporacjach pracowałam ponad 20 lat, więc to był długi czas.

Justyna Przybysz
Justyna Przybysz

Na początku, kiedy podjęłam decyzję o założeniu firmy, tak naprawdę nie myślałam o tym, że to jest mój model docelowy.

Bardziej myślałam o tym, że będę mieć przerwę od pracy etatowej, bo wiedziałam, że przez jakiś czas będę na urlopie. Nie planowałam, jak długo to potrwa na początku. Myślałam, że będzie krócej, ale widziałam, że na ten czas nie chcę przestać się zajmować tym, co lubię. Zawsze pracowałam. Praca była dla mnie pasją, moim hobby, czymś, co bardzo lubiłam. Zawsze angażowałam się z własnej woli w różne rzeczy, podejmowałam różne inicjatywy, dlatego że to po prostu mnie cieszyło.

Kiedy wiedziałam już, że po raz drugi zostanę matką, trudno mi było wyobrazić sobie okres przerwy od tego, co tak bardzo lubię. Szukałam więc formy zajęcia początkowo – na chwilę. Okoliczności się tak ułożyły, że ostatecznie podjęłam decyzję, że to jest model mój docelowy. Okazało się, że kiedy ma się rodzinę, nastoletnią córkę i malucha w domu, męża pracującego na czterech kontynentach ktoś musi być w domu i trzymać to wszystko w kupie. Inaczej nie da się życia rodzinnego zorganizować.

W międzyczasie zaczęłam realizować projekty, które okazały się nie mniej fascynujące niż moja praca etatowa.

Coraz łatwiej przychodziło mi pokonywać takie rzeczy, o których myślałam, że będą dla mnie trudne, ograniczające. Ostatecznie wypracowałam sobie model, który działa już 5 lat i z powodzeniem go realizuję. Jestem na tyle pewna, że on działa, że od zawsze, kiedy trafiają do mnie jakieś propozycje powrotu pracy etatowej, mówię „chętnie, ale w formule otwartej”.

Przez moment to brzmiało, jakby Twoje bycie freelancerką było poświęceniem na rzecz rodziny. Potem dodałaś, że wypracowany model też przypadł Ci do gustu. Często pytam moich gości o moment przejścia na nowy tryb pracy i o trudności z tym związane, ale też o to, co ich zaskoczyło. Co było takie nowe, świeże w kontekście pracy freelancera?

Justyna Przybysz: Jak sobie myślę o tych pierwszych szczególnych doświadczeniach, to o czym myślałam, z czym będę się mierzyć, różniło się od tego, jak to faktycznie było w rzeczywistości.

Myślę, że jak większość ludzi, nie myślałam o sobie, że jestem człowiekiem, który umie sprzedawać swoją ofertę.

Pierwotnie, kiedy miałam ten pomysł o założeniu swojej firmy, to myślałam o spółce. Miałam współpracować z osobą zajmującą się częścią sprzedażową. Myślałam o sobie bardziej jak o tej osobie, która ma tworzyć rozwiązania, proponować. Być takim wsparciem eksperckim. Okazało się, że ta współpraca się nie ułożyła i w momencie, kiedy firma już działała, to była moja w tym głowa, żeby wszystko wymyślić i to sprzedać, a także organizować i zarządzać firmą. To był taki moment próby. Zastanawiałam się, czy się wycofać, czy zostać.

Okazało się, że ja świetnie sobie radzę sama, nie potrzebuję nikogo, kto będzie wspierał moją sprzedaż. Tego musiałam się o sobie nauczyć i myślę, że to jest chyba największa próba charakteru. Kiedy założenia się rozsypują i po prostu zostajesz sama i pytasz siebie „no dobra, no to co, wycofujesz się, czy idziesz do przodu?”. I to pójście do przodu uważam za bardzo dobrą decyzję. Satysfakcjonującą w kontekście tego, czego się nauczyłam o sobie i z czego jestem dumna chyba najbardziej.

Mówisz, że miałaś takie poczucie, że nie jesteś sprzedawcą? Ja bym powiedział właśnie, że w tej roli się sprawdzałaś tak jak Cię obserwowałem w roli HR managera. Tutaj o budowaniu marki miałaś bardzo duże pojęcie. No ale trzeba się samemu przekonać na własnej skórze. Ktoś kiedyś powiedział, że dopiero wtedy, kiedy się wystawiamy na próbę, możemy sprawdzić, ile jesteśmy warci.

Justyna Przybysz: No i właśnie. To jest ciekawe, bo widzisz, mi się bardzo często zdarzało, że ktoś potwierdzał i mnie obsadzał w takich rolach albo mówił mi o tym, że to jest jakaś moja predyspozycja. Natomiast próba osobista pokazuje, czy czujesz się komfortowo z tym i czy odnosisz sukcesy. Na początku nie było komfortowo, ale z czasem, patrząc na efekty, okazało się, że potrafię sobie z tym poradzić.

Justyna Przybysz outplacement

Czy jesteś w stanie przypomnieć sobie pierwszy dzień, kiedy już nie musiałaś iść do pracy etatowej? Kiedy te wszystkie kontrakty czy umowy wygasły? Co wtedy czułaś? Czasem jest tak, że goście mówią, że czuli się zupełnie normalnie. A niektórzy mówią, że właśnie to był jakiś ważny moment do celebrowania. Ciekawię się, jak to było u Ciebie?

Justyna Przybysz: Ja nie musiałam się odcinać. Zrobiłam trochę to na zakładkę. Decyzję o założeniu firmy podjęłam tuż przed urodzeniem mojego syna. Założyłam firmę, kiedy miał 6 miesięcy, więc trochę to było takie hobby. Próba, taki projekt na czas urlopu.

Przez jakiś czas formalnie byłam jeszcze zatrudniona w firmie, z którą ostatnio współpracowałam. W międzyczasie rozwijałam swoją firmę, ale też miałam takie poczucie, że jeśli dojdę do wniosku, że jeśli ten projekt to nie jest coś, co mnie bawi i w czym ja się spełniam, to wrócę na etat. No i kiedy nastąpił ten moment, że trzeba podjąć decyzję, wiedziałam, że nie chcę wrócić na etat. Po prostu zamknęłam kwestie formalne, ale nie był to jakiś taki moment odcinający. Już za bardzo byłam wciągnięta w realizację swoich innych zadań, żeby czymś się tam przejmować i czegoś żałować.

To też pokazuje, jak bardzo byłam już związana z nowym pomysłem na życie, że nie było mi tego zupełnie żal.

Specjalizujesz się w rozpoznawaniu potencjału i identyfikowaniu talentów. Czy jest ktoś, kogo spotkałaś, kto definitywnie był predestynowany do bycia freelancerem, a właśnie pracował na etacie lub odwrotnie? Czy spotkałeś kiedyś kogoś, kto właśnie albo pracował dla siebie, albo myślał o tym, a ty mu definitywnie to odradziłaś?

Justyna Przybysz: Z mojego punktu widzenia jedyną wskazówką, która mówi „nie bierz się teraz za prowadzenie swojej firmy” to jest taki poziom strachu przed zmiennością czy nieznaną przyszłością, który cię paraliżuje.

Szczególnie w programach outplacementowych miewam takich klientów, których pytam, co byś chciała robić? Jakiej pracy szukasz? To słyszę „szukam bezpiecznej pracy w stabilnej firmie”. Dla każdego to bezpieczeństwo czy stabilizacja znaczą co innego.

Oczywiście pytanie, czy w tej chwili etat w ogóle jest na tyle stabilny i bezpieczny, żeby komukolwiek cokolwiek zagwarantować?

Ale myślę, że w momencie, kiedy ktoś tak formułuje swoje oczekiwania, to jest w nim dużo strachu i to chyba jest jedyna sytuacja, w której powiedziałabym „zastanów się, co chcesz robić”. To jest taki wskaźnik, który mówi, że niekoniecznie jesteś gotów na to, żeby się zmierzyć z dużym poziomem niepewności, jaki niesie praca poza etatem. Potrzeba mieć dużą tolerancję na ryzyko, na niepewność, na zmienność.

W dużej mierze na etacie też tak jest, tylko niekoniecznie zdajemy sobie z tego sprawę. Szczególnie programy outplacementowe pokazują, jak bardzo złudne jest przekonanie, że etat jest czymś, co daje ci bezpieczeństwo. Mam bardzo dużo osób w programach, które przez lata były cenione. Były w programach oceniających talent, były nagradzane. I znienacka sytuacja zmieniła się tak diametralnie, że z dnia na dzień otrzymywali wypowiedzenie, zupełnie się nie spodziewając.

Etat nie gwarantuje bezpieczeństwa.

Kiedy ktoś mówi, że to jest jego priorytet na przyszłość, to myślę, że powinien się przynajmniej dobrze zastanowić. Poza tym nie widzę przeciwwskazań, bo myślę, że jest tak dużo możliwości na rynku pracy jako jednoosobowa firma, jako freelancer, jako współpraca stała, że właściwie każdy może znaleźć dla siebie odpowiedni model. 

Bardzo się cieszę, że to mówisz, ponieważ ja w tym podcaście opowiadam, nawet może trochę lansuje taki trend, że pozornie osoby, które mówią sobie: jestem introwertykiem, nie nadaję się do wyjścia na scenę, nie jestem urodzonym sprzedawcą, jestem osobą wysoko wrażliwą itp. To, to są osoby, które bardzo często dla mnie są predestynowane do bycia freelancerem, do układania sobie po swojemu trybu pracy, zrobienia z tego takiego zajęcia, które dopasowane jest do ich osobowości czy właśnie do talentów.

Justyna Przybysz: Bardzo często stworzenie własnej firmy brzmi bardzo górnolotnie. Myślimy tutaj o strukturach, o jakimś dużym zespole, czyli o stworzeniu sobie miejsca pracy w jakiejś formule dopasowanej do własnych potrzeb. Czasami to jedyne wyjście na przetrwanie dla osób, które mają szczególne potrzeby, na przykład dla osób wysoko wrażliwych. To stwarza możliwość pracy z takim obszarem, który nas interesuje, w takich warunkach, w takim tempie, i z takimi osobami, jakie nam pozwalają czuć komfort.

Daje nam to dużo większy wybór, więc powiedziałabym, że w tym przypadku firma nie jest ograniczeniem. Daje nowe możliwości pracy w komforcie.

Justyna Przybysz

Oczywiście jednocześnie trzeba zadbać o inne kwestie, które pozwolą nam zachować ramy bezpieczeństwa. Nie każdy jest gotów na wysokie ryzyko, tak nie każdy jest w stanie godzić się na to, że na przykład pieniądze nie wpływają co miesiąc w równej kwocie. Może to być większy zastrzyk raz na pół roku, a potem kilka miesięcy posuchy, bo nie sprzedały się projekty.

Myślę, że podstawą jest rozpoznanie swoich potrzeb. Rozpoznanie różnego rodzaju ograniczeń i przekonań, a następnie zbudowanie pasującej strategii swojej kariery. Bo wiesz co? To jest drugorzędna sprawa czy ty pracujesz jako freelancer, czy masz swoją firmę i zatrudniasz ludzi, czy ty się zatrudniasz w jakiejś firmie. Podstawową rzeczą według mnie jest rozpoznanie swoich potrzeb i możliwości i ułożenie strategii do swojej kariery. Tak długofalowo albo na ten krótki moment teraz w tym czasie.

Na przykład właśnie rodzi ci się dziecko i wiesz, że przez 3-5 lat będziesz musiał być bliżej domu. Będziesz mieć mniej czasu, mniej elastyczności do pracy po godzinach. Musisz być blisko, bo przedszkole, bo zajęcia dodatkowe. Po prostu zamień dojazdy na drugą stronę miasta na pracę z domu. Pomyśl, że jak będziesz chcieć, to kiedyś wrócisz do biura. Decyzje zawodowe nie są decyzjami raz na zawsze. Praca może być elastyczna, raz na etat, raz we własnej firmie, raz w jakiejś kooperacji, jakkolwiek sobie to wymyślisz.

Znowu się cieszę, że coś takiego padło z ust mojego gościa, bo to tylko uwiarygadnia, to co i ja uważam i też często powtarzam. Najwyżej wrócisz na etat, jak się nie uda, możesz potem spróbować jeszcze raz, ale przecież świat się nie kończy. Nie spróbować to nie zobaczyć i nie doświadczyć.

Justyna Przybysz: Większość osób myśli, o tym, ile jest działów w firmie, której pracuje: dział finansów, dział sprzedaży, dział marketingu u jakieś tam jeszcze inne działy merytoryczne. I, że jak nagle ja pójdą na swoje, to wszystko będą musieli robić sami.

Tak, ale przecież możemy myśleć o swojej nowej firmie jako o bardzo wysoko wyspecjalizowanym przedsięwzięciu, które zleca, zatrudnia, współpracuje, dzieli się różnymi procesami z innymi firmami.

Jeśli nie lubisz sprzedawać, to pomyśl o współpracy z kimś, kto szuka podwykonawców, jeśli boisz się, że nie będziesz umiał zdobyć zleceń, zastanów się, czy może nie współpracować ze stałym zleceniodawcą. Po prostu wystawiasz fakturę jednemu pracodawcy. To nie musi być od razu skok na głęboką wodę. Poznaj możliwości, zastanów się nad formą, spisz, czego się boisz i znajdź na to rozwiązanie. Tak bym do tego podeszła. Czyli to nie musi być taki krok zero-jedynkowy. Są różne odcienie szarości. 

Ty się zajmujesz tak zwanym Gallupem, czyli analizą potencjału. Czy analiza, twojego potencjału, jakoś wskazuje Twoje bycie freelancerem, czy może nie? Jak sobie z tym radzisz?

Justyna Przybysz: No i poruszyłeś coś, co jest moim konikiem. No jak już używamy tej nomenklatury, Gallupa cenię za to, że pokazuje nam, jacy jesteśmy elastyczni, jak każdy ma swój sposób na robienie różnych rzeczy. Nie ma jednego dobrego sposobu na realizację celów. Każdy może dochodzić do celu różnymi drogami.

Na co dzień pracuję z firmami, które wdrażają kulturę opartą o teorię mocnych stron stojącą za talentami Gallupa. Pracuję też z klientami indywidualnymi, którzy chcą lepiej poznać swój sposób na najwyższą efektywność. Szukają inspiracji do zmiany w życiu zawodowym. To pokazuje bardzo mocno, dlaczego warto zacząć od tego, żeby poznać dobrze siebie.

Na moim przykładzie, skoro już mnie wywołałeś, jest to klasyczny przykład pokazujący, jak różnie możemy funkcjonować w różnych kontekstach. Zawsze pracowałam z dużymi zespołami. Odpowiadałam za duże budżety, za duże zespoły, duże projekty i świetnie mi się pracowało. Z talentami Gallupa mam do czynienia już ponad 15 lat, więc jeszcze, gdy pracowałam w korporacji, dobrze wiedziałam, jakie mam talenty i jak one mi służą. Specyfika tych moich talentów to głównie relacje, pomysły, inspiracje, zagrzewanie do działania, tworzenie strategii. Więc kiedy byłam szefem zespołu, to bardzo dobrze sprawdzałam się w takich rolach inspirowania, wymyślania wizji, strategii, działania, rozpoznawania potencjału ludzi w zespołach i rozdzielania pracy według preferencji członków zespołu.

Dużą satysfakcję dawało mi to, że działo się dużo rzeczy na raz, bo lubię dynamikę i zmienność.

Justyna Przybysz

Super było to, że ja mogłam się skupić na tej działaniu intelektualnym. Od czasu do czasu schodzić w dół do szczegółu, ale ten szczegół mnie nie zabijał tak na co dzień. To nie jest coś, z czym ja się czuję dobrze. Nie jestem dobra w egzekwowaniu takich zadań.

Kiedy założyłam firmę i z tymi samymi talentami i podejściem usiadłam do planowania, co ja będę robić w tej mojej firmie, co będę sprzedawać, okazało się, że to, co działało do tej pory, czyli umiejętność kreowania miliona pomysłów, strategii, planów wiodła mnie donikąd. Ponieważ ja mogę sobie nawymyślać mnóstwo rzeczy, tylko potem nie ma kto tego realizować. Trudniej mi przysiąść do szczegółów, robić i działać, ponieważ moje talenty uznawały, że skoro wymyśliły, to już koniec kropka, wykonały swoje zadanie. Przez chwilę mnie to frustrowało. Kręciłam się w kółko, ponieważ miałam za dużo pomysłów.

Znany jest ci pewnie ten grzeszek początkujących, że mają zbyt szeroką ofertę, zbyt wiele pomysłów na siebie. Nie umieją zawęzić, znaleźć swojej niszy.

No i ja absolutnie popełniłam ten grzech na początku i pierwsze próby działania mnie spaliły. Musiałam usiąść, przedefiniować zupełnie to, w jakiej jestem sytuacji, w którym momencie moje talenty mnie wspierają, gdzie działają nieproduktywnie. Przedefiniować, przejrzeć to jeszcze raz, określić swoje priorytety i zacząć pracować na nowo w nowych ustawieniach. I to było trudne.

Pierwsze badanie talentów zrobiłam chyba w 1998 roku, a potem w 2016. I pamiętam, jak mnie to frustrowało, kiedy z narzędzia dla przedsiębiorców oferowanego przez Gallupa dowiedziałam się, że ja sprzedaję przez relację. Nie wiedziałam, co to znaczy. Zupełnie nie byłam w stanie wprowadzić tego do codziennych działań. I trochę mi to zajęło. Teraz patrząc z perspektywy czasu, myślę, że wszystkie projekty, które realizuję z powodzeniem i dzięki którym moja firma się utrzymuje, to są projekty realizowane przez relację. Zrozumiałam to dopiero po jakimś czasie, mając zupełnie nową wizję siebie. To jest ta trudność, która czasami powoduje, że ludzie się wycofują z pomysłu prowadzenia firmy. Nie potrafią zaprojektować nowego stylu, modelu działania. Są tak przywiązani do starych sposobów działania w korporacji. 

korpo

Sprzedaż oparta na relacjach. Podobno najskuteczniejsza. Uśmiecham się oczywiście, bo nie podobno tylko tak jest. Żeby wybudować prawdziwe, autentyczne relacje, na tę autentyczność i prawdziwość trzeba sobie pozwolić. Czasem nawet trzeba się odważyć i ta odwaga wcale nie jest taka niebagatelna. Pracując w korporacjach czy firmach reprezentujemy czyjąś markę, coś mamy tam za plecami. Tutaj mamy tylko siebie, swój zestaw wartości i swoją osobowość.

Ty masz duże doświadczenie HR-owe. Wszystko tak naprawdę można robić poza etatem. To są kompetencje, które, z mojej perspektywy, można dość łatwo sprzedać. Jaki jest ten potencjał, jakbyś miała przemówić do osób, które teraz jeszcze pracują w HR na etacie?

Justyna Przybysz: To jest taki obszar merytoryczny, który chyba bardzo mocno zasila rzeszę nowych przedsiębiorców. Myślę, że jak w każdym obszarze merytorycznym życia korporacyjnego jest tak, że HR to nie jest monolit. Masz rekrutację, szkolenia, biznes partnering, kadry i płace, milion różnych obszarów, takich bardziej szczegółowych.

Pierwsza rzecz to zadecydować, jak życie korporacyjne można zamienić na rynkowe usługi. Jeśli jesteś rekruterem etatowym, rekruterem wewnętrznym, to zastanów się, czy chcesz pracować jako rekruter-freelancer. Zastanów się, jakie są możliwości rynkowe, w jakim modelu te kompetencje na rynku są sprzedawane. Możesz przecież pracować jako rekruter w agencji rekrutacyjnej, możesz być researcherem, freelancerem, który współpracuje z różnymi firmami i z doskoku robi rekrutacje. Mogą to być projekty HR-owe, wdrażanie systemów w małych firmach. Możesz być trenerem, mentorem, coachem, bazować na milionie swoich doświadczeń.

Najważniejsze jest to, żeby się przypatrzeć swoim doświadczeniom.

No bo to zrealizowane projekty są twoją siłą, to prawdziwe kompetencje. Można stworzyć tak zwane pogotowie HR-owe. To jest super usługa dla rynku. Często jest tak, że na przykład małe firmy nie mają funduszy na to, żeby zatrudnić miękkiego HR-owca, czyli nie panią księgową, która rozlicza ZUS-y, podatki, wystawia umowę o pracę. Tylko HR-owca, który zajmie się rozwojem ludzi w firmie. Nie mają dość środków, żeby zatrudnić kogoś na etat, ale od czasu do czasu mogą sobie na to pozwolić. IT to bardzo chłonna branża. To jest świetny rynek sprzedaży różnych usług HR. Myślę, że po pandemii znowu jest boom na rekruterów. Tylko pytanie, jaki model wymyślisz dla siebie? 

A gdyby tak ktoś chciał pójść dokładnie w Twoje ślady i zostać coachem kariery czy konsultantem kariery, mentorem od spraw kariery, co powinien zrobić? Jakiej rady byś mu udzieliła?

Justyna Przybysz: Po pierwsze powiedziałabym, zastanów się, co najbardziej kochasz w swojej pracy. Co ci daje najwięcej satysfakcji? Jeśli jest to tworzenie różnych programów, to zastanów się, czy chcesz być trenerem, czy wolisz coś wdrażać, czy może pisać kursy online i je sprzedawać? Czy wolisz pracować w relacji jeden na jeden z klientami? Może chcesz zostać coachem? Formalne wykształcenie pomaga zbudować strukturę, wzbogacić warsztat, zainspirować się pracą innych ludzi. To jest niezbędne. Dodatkowo w niektórych zawodach odpowiednie wykształcenie buduje ci rynek. Wzmacnia twoją wiarygodność.

Potem zorientuj się, co oferuje rynek.

Jeśli nie masz formalnego pomysłu na siebie, to się zainspiruj. Co robią inni w twoim obszarze? Jeśli chcesz być coachem kariery, to możesz, tak jak life coach, pomagać ludziom w zmianie zawodowej albo zrozumieć sens, szukać celu życiowego, czy jak dojść tego, czy chcą pracować na etacie albo coś zmienić. Czyli taka bardzo ogólna inspiracja, wizja życia i jakiejś zmiany.


Ale możesz być coachem kariery, który przeprowadza przez proces aplikowania i poszukiwania pracy. Pomaga napisać CV, przygotować się do rozmowy rekrutacyjnej, pomaga się kontaktować z rynkiem pracy. Możesz być mentorem, który pomaga ludziom wykorzystać maksymalnie ich potencjał. Na przykład, jeśli masz certyfikat na różne narzędzia psychometryczne, wykorzystaj to. Jeśli znasz Gallupa, DiSC-a, Insighta czy FRIS albo inne narzędzia, korzystaj z tego.


Przede wszystkim zrób remanent tego, co masz i buduj na tym. Ucz się, ćwicz, nie rzucaj się od razu na głęboką wodę. Rób trochę na zakładkę, czyli zacznij przygotowywać swoją ofertę wtedy, kiedy jeszcze pracujesz na etacie, sprawdź coś, z czym ci jest najłatwiej, na co jest największe zapotrzebowanie i potem jak już masz ten prototyp, to możesz zaczynać działać pod własną marką.

Czego można Ci życzyć na przyszłość i jakie są Twoje ambicje, marzenia i plany związane z twoją marką osobistą?

Justyna Przybysz: Życzę sobie spotykać ciekawe osoby, które chcą więcej satysfakcji w życiu zawodowym. Lubię pracować z ciekawymi ludźmi, bo oni dodają mi energii. Lubię też pracować z misją, dlatego ten outplacement jest mi tak bliski, bo pomagam też ludziom w trudnej sytuacji. No, ale możesz też życzyć mi wielu klientów, którzy chcą poznawać swój potencjał, odkrywać swoje możliwości i wdrażać je w życie, bo to jest to, co daje mi najwięcej satysfakcji w pracy. 

Niech to zatem to będą moje życzenia dla Ciebie. Jeżeli ktoś chciałby przeanalizować swoje talenty, to zdecydowanie polecam skontaktować się z Justyną. Moim gościem była dzisiaj mentorka i coach kariery Justyna Przybysz, bardzo dziękuję.

Justyna Przybysz: Dziękuję za rozmowę.

Chcesz się dowiedzieć więcej? Przesłuchaj pełnego wywiadu na górze strony. Chcesz więcej? Zapraszam do przeczytania bądź przesłuchania pozostałych wywiadów z tej serii.

– Michał Bloch, Jak rzucić etat

Michał Pindelski – osobowość i chęć rozwoju to podstawa!

Michał Pindelski – osobowość i chęć rozwoju to podstawa!

Pleciona – Michał Pindelski opowiada, jak krok po kroku stworzył ze wspólnikiem najlepszy sklep wędkarski w Polsce. Droga nie zawsze…
Influencer czy przewodnik, Łukasz Jakóbiak o drodze do znalezienia siebie

Influencer czy przewodnik, Łukasz Jakóbiak o drodze do znalezienia siebie

Łukasz Jakóbiak od zawsze wiedział, że etat nie jest dla niego. Jak sprawił, że pracuje dla siebie i żyje ze…
Marcin Prokop – czy warto podążać za intuicją w budowaniu marki?

Marcin Prokop – czy warto podążać za intuicją w budowaniu marki?

Marcin Prokop to dziennikarz, felietonista, osobowość telewizyjna. Podążając za intuicją i podejmując odważne decyzje, dotarł do miejsca, w którym jest…
.
.