Iwo Konopek – dlaczego warto słuchać swojej intuicji?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Iwo Konopek od zawsze czuł dyskomfort na etacie, dlatego korzystał z każdej pojawiającej się okazji, żeby coś zmienić. Teraz jest założycielem Akademii Trenera Brain Up i cieszy się prowadzeniem własnego biznesu. Jak do tego doszedł?

Posłuchaj jako podcast w wersji audio:

Moim gościem jest dzisiaj Iwo Konopek – autor Akademii Trenera Brain Up. Mam nadzieję, że niczego nie poprzestawiałem, więc zapraszam do przedstawienia się na początek.

Iwo Konopek: No cześć, wszystko się zgadza. Jestem autorem zarówno marki Brain Up, Centrum Szkoleniowego, jak i Akademii Trenera. Jest to najbliższe memu sercu dzieciątko zawodowe, bo od ponad 15 lat prowadzę szkolenia warsztatowe w biznesie i nie tylko. A od sześciu lat intensywnie rozwijam kompetencje trenerskie u każdego, kto ma ochotę spędzić życie zawodowe na sali szkoleniowej.

Zawód trenera jest mi niezwykle bliski. Sam nim jestem i prowadzenie szkoleń jest ważną „nogą” w moim biznesie. Bardzo mnie ciekawi, jak to się stało, że ty nim zostałeś?

Iwo Konopek: To jedna z moich ulubionych historii i każdą edycję w Akademii od niej rozpoczynam. W tym roku jest dwudziestolecie tej historii – okrągła rocznica.

Dokładnie 20 lat temu, jako taki nieopierzony nastolatek z Górnego Śląska, bez żadnego pomysłu na siebie, trafiłem na szkolenie i miałem ogromne szczęście, bo to szkolenie było realizowane przez fantastycznych trenerów, z Elą Sołtys z Krakowa na czele. No i ja oszalałem zupełnie. Oszalałem na punkcie tych wartości, które się tam pojawiały i na punkcie zmiany, bo Ela Sołtys potrafiła w kilka godzin pracy warsztatowej napsuć mi w głowie i nabudować od nowa do tego stopnia, że po prostu chciałem robić dokładnie to samo.

Na trzecim z kolei szkoleniu tego typu, Ela Sołtys w sukni do ziemi przypłynęła do mnie i powiedziała „Wiesz, co ja sobie myślę, Iwo? Ja sobie myślę, że Ty się nadajesz na trenera”. Ja wtedy chciałem skakać pod sufit, bo wyobrażałem sobie siebie w roli kogoś, kto wywołuje tak niesamowity wpływ na inne osoby. Z tym że potem okazało się, że to nie takie proste, że trzeba zrobić kursy, zdobyć certyfikaty. Było to poza moim zasięgiem, więc jeszcze na jakiś czas odłożyłem to marzenie. Po kilku latach pojawiłem się na sali szkoleniowej z moim pierwszym własnym szkoleniem. Był to kurs wychowawcy kolonijnego, bardzo dobrze to pamiętam.

Iwo konopek
Iwo Konopek

Wyobrażam sobie, że to wspaniałe uczucie usłyszeć od kogoś, kto jest już tam, gdzie my się chcemy znaleźć, że widzi w nas jakiś potencjał. Opowiedz, proszę, jak to się stało, że pracujesz niestandardowo, czyli rzuciłeś etat i radzisz sobie jako marka osobista.

Iwo Konopek: Ta historia również ma już wiele lat. Najpierw było to szkolenie u Eli Sołtys, potem skończyłem studia. Tradycyjnie po studiach należało iść do pracy, ale wtedy rynek wyglądał odwrotnie niż dzisiaj. Bezrobocie było duże i stosunkowo trudno było dostać pracę, więc jak już ją dostałem, to byłem szczęśliwy, że rozpocząłem karierę zawodową. Tyle tylko, że w takim dość dużym dyskomforcie.

Od samego początku czułem się na niewłaściwym miejscu, pod ciągłym nadzorem, pod ciągłą kontrolą.

Przede wszystkim daleko od marzenia, bo zajmowałem się różnymi rzeczami. Kilka etatów miałem na swoim koncie. Swoją drogą w żadnym nie wytrzymałem dłużej niż 2 lata, to też była dla mnie taka podpowiedź, że nie tędy droga.

Najważniejsze było to, że żaden pracodawca nie oferował mi rzeczy związanych z prowadzeniem szkoleń. Zajmowałem się obsługą klienta, elementami sprzedaży, podstawami zarządzania. A to nie było to.

Dostałem w końcu szansę, bo dużo, często, intensywnie mówiłem, przy każdej właściwie okazji, jak bardzo chcę być trenerem. Mój przyjaciel powiedział „moja znajoma założyła firmę szkoleniową”. Tam dostałem kredyt zaufania i mogłem poprowadzić kursy.

Wkrótce okazało się, że to jest jeszcze wspanialsze życie, niż sobie wyobrażałem.

Naturalną dla mnie konsekwencją było rozstanie się z pracodawcą. Złożyłem sobie wtedy obietnicę, że to się już nie powtórzy. Bo nic nie dawało mi wtedy i do dzisiaj nic mi nie daje nawet przybliżonej satysfakcji i radości jak praca na własny rachunek.

To bardzo ciekawe, bo w twojej historii wybrzmiewa taka rzecz, która mówi o tym, że ty trenerem chciałeś być dużo wcześniej i mimo wszystko po studiach poszedłeś na etat. Tak sobie myślę, że to może być też frustrujące, wiedząc, że gdzieś tam jest to marzenie, ale jeszcze nie jest dostępne, nie jest w zasięgu ręki.

Iwo Konopek: Pamiętam tę frustrację, ale ona była zmniejszona taką abstrakcyjnością tego pomysłu. Ja wtedy od razu sprawdziłem, jak to wygląda na przykład w pracowni Elżbiety Sołtys w Krakowie. No i wtedy kursy trenerskie zaczynały się od kilkunastu tysięcy złotych. Nie wiedziałem, że jest w ogóle tyle pieniędzy na świecie. I nie umiałem sobie wyobrazić, że mógłbym kiedyś tyle mieć i dlatego łatwo mi było pójść do pracy na etat, ponieważ była w moim zasięgu. Kariera trenerska wydawała mi się zupełnie poza zasięgiem i nie wyobrażałem sobie nawet, że mogę wyciągnąć dłoń i po nią sięgnąć.

Co takiego się zmieniło czy zmieniało z czasem w twoim myśleniu, w twoich przekonaniach, że w końcu się odważyłeś?

Iwo Konopek: Myślę, że to były dwa aspekty. Pierwszym był taki upór. Ja z natury rzeczy nigdy nie bywam uparty i raczej mam no skłonności do ustępowania. A tu był wyjątek, bo byłem bardzo zawzięty w wyszukiwaniu okazji i w takim skupianiu uwagi na wszystkim, co miało związek ze szkoleniami. I na przykład, kiedy pracowałem w obsłudze klienta, to tam serwowali nam różnego rodzaju szkolenia, czy to stacjonarne, czy to jakieś e-learningi. I już wtedy bardzo krytycznie do nich podchodziłem. Przeszukiwałem błędy. Sądziłem, być może arogancko, że zrobiłbym to lepiej, że tam na pewno coś bym poprawił.

Przede wszystkim przeżywałem złość, że to nie ja prowadzę te szkolenia tylko jestem ich odbiorcą.

Czyli właściwie cały czas byłem w takim oczekiwaniu tego, na co dzisiaj patrzę. W oczekiwaniu, kiedy wreszcie role się odwrócą. No i drugi przełomowy aspekt to był ten kredyt zaufania, o którym powiedziałem. Czyli pojawiła się osoba, która nie zważając na to, że doświadczenie mam mizerne, po prostu powiedziała „chodź, dam ci szansę, zobaczymy, jak to będzie”. No i poleciało z górki.

Iwo konopek

Pewnym standardem w tym podcaście jest moje pytanie o moment, który ja nazywam kroplą, która przepełnia czarę, po którym już wiadomo było, że etat nie jest Ci pisany. Czasem to są momenty, kiedy ktoś nas źle potraktuje, a czasem są to momenty olśnienia, jakiegoś wglądu. Nagle wiesz i coś Cię oświeca. Jak to było u Ciebie?

Iwo Konopek: To znowu były dwie kwestie. Pierwsza była taka, że kiedy ja zwiększałem to zaufanie u dziewczyny, która dała mi szansę, to ona dawała mi więc bardziej atrakcyjnych zleceń. Ciągle musiałem szukać wymówek i wykrętów, jak tu uniknąć konieczności pójścia do pracy. Pójścia do pracy po nic, bo nie widziałem wartości w tym, co robię, poza tym, że lecą godziny. A po drugiej stronie była praca nie tylko ciekawa, fascynująca, ale też wielokrotnie lepiej płatna.

Pierwszym takim przełomem była sytuacja, kiedy nie mogłem wziąć dnia wolnego, bo „nie, bo nie”, nie mogłem pójść na szkolenie, za które dostałbym tygodniówkę tej mojej pracy etatowej. A, bo to jakieś odgórne regulacje czy ustalenia po prostu tego zabraniały. Nie umiałem sobie wtedy wyobrazić, co i kto ma taki pomysł, żeby mi zabraniać.

Jakie są w ogóle korzyści z tego, że ja muszę siedzieć tam w tej pracy i cierpieć.

Ale wtedy jeszcze nie odważyłem się na porzucenie etatu, tylko zmieniłem go na etat o profilu szkoleniowym, czyli zostałem trenerem wewnętrznym. No i tam się wydarzyło to wszystko, co się miało wydarzyć. Wszystko się jakby zlepiło w całość. Tam zobaczyłem, że nawet realizując swoje marzenie, mogę przeżywać frustrację, trudności i złość, bo szkolenia tam były mi zlecane, przymusowe, były nieinteresujące, a treści były często sprzeczne z moimi wartościami. No i wtedy, kiedy już miałem doświadczenie, kilkaset godzin na sali szkoleniowej, podjąłem decyzję, że to ja będę decydował o tym, z kim rozmawiam, z kim pracuję, jak to się robi i że to jest jedyna droga. Oczywiście nie zdawałem sobie sprawy z paru drobiazgów, które mi się za chwilę wywróciły, ale jestem szczęśliwy, że to właśnie tak wtedy zrobiłem.

A propos wywracania się, co było dla Ciebie najtrudniejsze w zmianie z etatowca na freelancera?

Iwo Konopek: Rzeczą, której w ogóle nie przewidziałem była utrata bliskości relacji. W każdej pracy, którą miałem wcześniej, był jakiś wianuszek bliskich mi osób. Spotykaliśmy się o tej samej porze, w tym samym miejscu, piliśmy tę samą kawę. Rozmawialiśmy na różne błahe tematy. Nie czuliśmy na sobie odpowiedzialności za wykonywaną pracę, więc łatwo nam było na przykład zajmować się sobą, pożartować albo nawet obgadywać pracodawcę. To było źródło silnej relacji, bardzo wielu wzruszeń, radości. I nagle, kiedy założyłem firmę, okazało się, że nawet nie ryzyko braku regularnych wpływów czy odpowiedzialność związana z podatkami, ale właśnie to, że budzę się w domu i jestem sam i nie ma osób, z którymi się dzisiaj przywitam i wypiję kawę. Nie ma osób, z którymi spędzę większą część dnia. Pamiętam, że to była rzecz, nad którą nigdy sobie nie przysiadłem, przygotowując się do tego i była największym zaskoczeniem.

Tutaj aż się chce zapytać, jak sobie z tym poradziłeś, bo myślę, że to jest taki bardzo bliski temat w tych czasach. Podczas lokalnych lockdownów, gdzie ludzie są zamknięci w domach i mimo że mają jakieś zajęcie zawodowe, to jednak są odcięci od tej sieci kontaktów, od życia towarzysko-społecznego. A także od wsparcia. Pytanie, jak freelancer może sobie z tym poradzić?

Iwo Konopek: Wtedy było diametralnie inaczej. Nawet nie pamiętam, czy miałem już konto na Facebooku, ale nawet jeśli tak, to było tam 14 znajomych. I nie miałem żadnej sieci kontaktów, z którymi mógłbym utrzymywać relacje. Poradziłem sobie w taki karkołomny sposób, że akurat wtedy mój najbliższy przyjaciel podejmował podobną decyzję. Właściwie się chyba wzorował na mojej, tak jakbym mu dał zgodę na uwolnienie się od etatu. Tyle że był z trochę innej branży i założyliśmy sobie coś w rodzaju niepisanej spółki, czyli nie pracowaliśmy razem, bo były różne branże. Ale pracowaliśmy wspólnie, głównie u mnie w mieszkaniu, gdzie równolegle tworzyliśmy ofertę, dzwoniliśmy do potencjalnych klientów. Nawzajem się motywowaliśmy. Oczywiście miało to też drugą stronę medalu, bo sporo czasu upływało nam na beztroskiej rozmowie zamiast na pracy, ale było mi to bardzo potrzebne, bo był to taki bufor, że nie spędzałem tych symbolicznych 8 godzin samemu.

Iwo konopek

No właśnie ciekawi mnie, jak uczyłeś się pracy z domu. Często freelancerzy są trochę zagubieni. Nie ma struktury, nie ma zadań, nie ma maili, nie ma godzin od-do. Często przesiadują w przysłowiowych piżamach. Podczas pracy dla siebie pojawia się też aspekt zmiany wewnętrznej. Pytanie, jak to było u Ciebie?

Iwo Konopek: No można by w setkach liczyć takie dni, które kończyłem z dużą frustracją, bo po prostu z punktu widzenia efektywności je zmarnowałem. Wiele razy było tak, że nie umiałem wskazać sobie żadnego realnego efektu mojej dzisiejszej pracy. Z perspektywy kilku lat sądzę, że nie był to do końca stracony czas, bo ja w tym czasie dużo myślałem, tworzyłem nowe koncepcje, produkty, budowałem relacje, które się zaczynały na przykład towarzysko, a kończyły biznesowo.

Tak czy inaczej, nie jestem typem pracusia, nie jestem typem chłodnego pracownika nastawionego na efektywność, więc było to dla mnie trudne.

Z pomocą przychodziły mi firmy szkoleniowe, które pomagały mi w zdobywaniu klientów albo które po prostu zdobywały je dla mnie. I ja wtedy mogłem sobie pozwolić na pracę na sali szkoleniowej, a poza salą szkoleniową na trochę leniuchowania. Sądzę, że jest mi też to potrzebne, żeby nie zrywać się codziennie o 7:00 rano i żeby nie wypełniać wskaźników efektywności każdego dnia.

Chyba właśnie dlatego przynajmniej część z nas opuszcza etat, żeby tego nie robić. Co byś zmienił w swojej dwudziestoletniej już drodze?

Iwo Konopek: Na pewno nieporównywalnie szybciej stałbym się częścią świata cyfrowego. Bardzo długo się broniłem przed aktywną obecnością na afiszu w internecie. Sądziłem, że moja praca jest skazana na warunki analogowe, czyli ja muszę pojechać do klienta, pokazać się, porozmawiać, wypić kawę, bo inaczej będę nieskuteczny. I zarzucam sobie czasami, że przez kilka ważnych lat świat internetu o mnie nie słyszał ani nie widział. Teraz muszę to nadrabiać. Dzisiaj zrobiłbym to tak szybko, jak to było możliwe.

Czy jesteś w stanie nazwać jakoś zmianę mentalną, wewnętrzną, która musiała w tobie zaistnieć, żeby z powodzeniem utrzymać się poza etatem?

Iwo Konopek: To był dość długi proces. Być może ten czas go wzmocnił i utrwalił, bo na początku, kiedy podjąłem już radykalne kroki i założyłem działalność, ciągle budziłem się rano w mentalności pracownika. A kiedy nie umiałem sobie wyznaczyć zadań i priorytetów na dany dzień, czułem dyskomfort i frustrację, że nikt mi nie mówi, co mam robić.

Z czasem zrozumiałem, że wynagradzanie samego siebie za czas pracy nie ma żadnego sensu i to było dla mnie bardzo ważne.

Iwo konopek

Skupiłem się na tych 20% działań według reguły Barreta, które przynoszą efekty. No i okazało się, że nie muszę mieć wyrzutów sumienia, że nie poświęcam tyle samo czasu, co na etacie. Na początku wydawało mi się, że te 40 godzin w tygodniu po prostu trzeba pracować, niezależnie od tego, w jakim charakterze ja to robię. Myślałem, że jakiś najmądrzejszy człowiek na świecie to policzył i że to musi być 40 godzin. Dopóki tak myślałem, byłem mocno sfrustrowany i nie umiałem sobie znaleźć pracy w domu po 40 godzin.

Kiedy się okazało, że to mogą być cztery godziny w tygodniu i to mogą być cztery rozmowy z czterema właściwymi ludźmi, żeby na przykład skończyły się półrocznym kontraktem szkoleniowym, zacząłem patrzeć inaczej na swoją pracę, na swoją przyszłość i przede wszystkim pozbyłem się wątpliwości.

Dzisiaj nie mam żadnych wątpliwości, że już zawsze sobie poradzę jako freelancer, bo skupiam się na elementach, które są istotne i efektywne, a nie na funkcji czasu w prowadzeniu biznesu.

Jak ja to dobrze znam! To ten moment takiej rozwałki głowy bym powiedział, kiedy zdajesz sobie sprawę, że jesteś w stanie zarobić kilkakrotność swojej pensji etatowej, pracując dwa dni w sali szkoleniowej jako trener. Od tamtego momentu moje myślenie o pieniądzach zmieniło się diametralnie.

Ja mam podobne też doświadczenia, bo jestem trenerem. Czy według Ciebie w Polsce nie ma już zbyt wielu trenerów? Ty prowadzisz swoją szkołę trenerów, uczysz ich, przygotowujesz nowych ludzi. Kiedy ten rynek się wysyci i co mogą myśleć o tym osoby, które nas teraz słuchają i zastanawiają się, czy taka praca trenera-szkoleniowca jest dla nich?

Iwo Konopek: Ja się trochę bałem, że zapytasz o to, bo moja odpowiedź jest być może niepopularna bądź arogancka. Sądzę, że rynek szkoleniowy jest bardzo nasycony, że jest bardzo wielu trenerów na rynku, a jednocześnie jest ciągle za mało trenerów mocno wyspecjalizowanych, o bardzo precyzyjnych, bogatych kompetencjach. Obserwuję ciągle zbyt dużą ilość trenerów od wszystkiego, trenerów rozwoju osobistego, trenerów kompetencji miękkich, sam się tak wiele lat nazywałem.

Ciągle obserwuję deficyty specjalistów, trenerów bardzo wąskiej specjalizacji, jak chociażby wśród coachów.

W coachingu nurt specjalizowania się jest z mojej perspektywy bardziej popularny. Sam zaczynałem z takiej pozycji, jak lata temu ktoś mnie pytał „z czego ty robisz to szkolenie?”, to ja miałem taki zwyczaj, że mówiłem, że daj mi temat i 2 dni, i to będzie z tego. I minęło wiele lat, a dzisiaj od początku mojej Akademii na pierwszym już zjeździe mówię, że te czasy już dawno minęły. Dzisiaj rynek potrzebuje specjalistów od jednego czy dwóch tematów i takich trenerów jest ciągle na tyle mało, że jestem spokojny o absolwentów mojej Akademii.

Czyli w zasadzie podkreślasz to, o czym bardzo często tutaj sobie rozmawiamy. Tutaj w zasadzie nikogo poza nami nie ma, ale jakoś mam tak blisko przy duchu swoich naszych słuchaczy i tak sobie rozmawiamy o tym, że specjalizacja jest niezwykle istotna. Kto najczęściej zostaje trenerem? To są managerowie, specjaliści czy może zupełnie ktoś inny?

Iwo Konopek: Oczywiście opieram się wyłącznie na danych z mojej Akademii, gdzie mam mniej więcej 120 absolwentów. Wydawało mi się, że specjalistów w różnych branżach będzie znacznie więcej, tymczasem witam w swoich progach dwie grupy ludzi.

Przede wszystkim pierwsza grupa to są Twoi przyszli albo może obecni klienci. Osoby zmęczone etatem, które czują w sobie bardzo duży potencjał, które zdążyły się bardzo wielu rzeczy nauczyć w korporacjach i dochodzą do wniosku, że ten potencjał nie jest zagospodarowany i warto go teraz zmonetyzować w inny sposób. Ale nie do końca są to specjaliści, raczej managerowie albo osoby o szerokiej specjalizacji, jak obsługa klienta. To takich osób mam bardzo wiele. Bardzo lubię z nimi pracować, bo to są osoby konkretne, zdecydowane, odpowiednio zmotywowane do pracy.

Druga część, najliczniejsza, jeżeli chodzi o moich absolwentów, to są pasjonaci rozwoju osobistego i aspektów psychospołecznych. Osoby, które histerycznie wręcz kochają ludzi i pracę z nimi i które nie wyobrażają sobie innej pracy zawodowej, jak dawanie ludziom czy wydobywanie potencjału. Pewnie też masz w swoich szkołach takich uczestników, którzy aż się wyrywają, żeby wreszcie móc pracować z człowiekiem, w myślach, w emocjach, postawach.

Tacy uczestnicy bardzo często są tymi, którzy chłoną i potem widać, że aplikują tę wiedzę i te kompetencje.

Z drugiej strony, z perspektywy znowu słuchacza, z czym trzeba się urodzić? A może to jest błędne założenie, to mnie popraw, żeby być trenerem feelancerem z sukcesami w salach szkoleniowych.

Iwo Konopek: Mogę chyba bardziej mówić o marzeniach. Będzie to na pewno rodzaj odwagi w stosunku do wykorzystywanych zasobów. Jest tego za mało. Potencjał przewyższa pewność, a ja bym chciał, żeby trener świetnie znał swoje możliwości i zdawał sobie sprawę z ograniczeń, ale przede wszystkim był odważny. Nie bał się korzystać z potencjału, który na pewno ma, bo wtedy narzędzia, środki, techniki, które może dostać ode mnie, są natychmiast możliwe do szalonego wykorzystania.

Inaczej mówiąc, chciałbym, żeby taki młody, przyszły trener mniej się uczył skromności, a więcej przebojowości i pewności siebie.

Brain up academy

U Ciebie w biogramie można przeczytać, że nazywasz siebie prowokatorem zmian. I przyszło mi pytanie. Do jakiej największej zmiany sprowokowałeś kiedyś jakąś osobę, a może grupę osób? Jest ktoś, kogo zupełnie nie daje się sprowokować?

Iwo Konopek: Są i tacy, i tacy. Mój największy sukces jest pewnie też bliski Twoim sukcesom, bo kilka osób zdecydowanie i jednoznaczny w sposób wygoniłem z wieloletnich etatów. Choć nie taki był mój zamiar, nie tak wyrażony wprost, jak w Twojej misji.

Zauważyłem, że osoby marnują swój potencjał, nie wykorzystują tego, co w nich niezwykłego i wartościowego.

No i nawet na drodze dwudniowego szkolenia takie osoby podejmowały decyzję o samodzielnej działalności czy przynajmniej o zmianie pracy na taką, która lepiej wykorzystuje to, co w nich wartościowe.

Są też całe grupy osób, które na te zmiany są nieco bardziej oporne. Na przykład w niektórych sektorach przemysłu szkolenia miękkie są od dawna traktowane, jak formy spędzania czasu wolnego i tam się pracuje bardzo przyjemnie i bardzo lekko, ale o zmianach mówię tam rzadziej.

Jeszcze mam kilka osób, które podjęły świadomą decyzję o ścieżce rozwojowej. Podjęły się psychoterapii, co do której miały mnóstwo wątpliwości i zniechęcających przekonań, a dzięki mojej pracy do dzisiaj dbają o siebie i swój rozwój albo poszły na inny rodzaj wsparcia, który był im potrzebny, a potrzebowały takiego kopniaka motywacyjnego, aby to zrobić.

Czyli można się spodziewać, będąc trenerem, że czasami nie będzie łatwo i te zmiany, które byśmy chcieli obserwować u naszych uczestników czy w organizacjach, z którymi pracujemy, mogą po prostu się nie zadziać. A czasem możemy czuć się trochę ojcami sukcesu innej wspaniałej marki.

Można przeczytać o Tobie również, że jesteś improwizatorem, że wykorzystujesz techniki parateatralne i dodatkowo, że jesteś mistrzem abstrakcyjnego poczucia humoru. Jak to się wszystko łączy z pracą trenera? Jak bardzo się to przydaje, a jak bardzo jest to niezbędne?

Iwo Konopek: Może na początku się wytłumaczę. Kiedyś do jakiegoś przetargu startowałem z kolegą i nie było mnie pod ręką, więc kolega w moim imieniu napisał kilka zdań biogramu, tak jak mnie widział i jak mnie postrzegał. I tak zostało, stąd właśnie te określenia, a ja się z nimi zupełnie utożsamiam, więc nigdy tego nie korygowałem.

Jeżeli chodzi o taką nutkę improwizatora, to ja jestem zafascynowany narzędziami praktycznej improwizacji. Ciągle się tego uczę, ciągle się rozwijam w tym zakresie. Trening spontaniczności u mnie bardzo mocno wiąże się z redukcją lęku przed oceną, z redukcją zwracania uwagi na opinie. Co za tym idzie łatwiej mi z ekspozycją społeczną, w byciu sobą.

Nawet jeżeli nic Cię nie łączy z trenerstwem, narzędzia improwizacji ułatwiają życie.

Jeżeli chodzi o prowokacje, to lubię ten nurt. Coraz rzadziej korzystam z narzędzi coachingu prowokatywnego, bo coraz bliżej mi do serca uczestników i nie umiałem tego do końca łączyć. Prowokacji jest we mnie coraz mniej, a nastawienia na empatyczne odczuwanie coraz więcej.

Poczucie humoru towarzyszy mi zawsze w taki sprzyjający sposób. Łatwo mi się buduje relacje, dzięki elementom ironicznym, być może czasami sarkastycznym, a na pewno radosnym.

Kończąc naszą dzisiejszą rozmowę, chciałbym Cię zapytać, co takiemu trenerowi, który przy niejednym flipcharcie stał, niejeden rzutnik obsługiwał, z niejedną grupą miał do czynienia, dzisiaj sam jest master trenerem, szkoli innych, czego można Ci życzyć?

Iwo Konopek: Ja bym sobie życzył samych zmotywowanych uczestników. Czyli żeby każdy uczestnik szkolenia był tak niesamowicie zaangażowany i też ufny w to, co razem będziemy robili.

Moją skuteczność zawsze mierzę w nie tyle we wskaźnikach po szkoleniu, ile w takiej informacji zwrotnej na poziomie zmiany, a to zmiana, jak zapewne doskonale wiesz, musi wynikać z zaangażowania i wkładu własnego uczestników, więc najprościej mówiąc, zmotywowanych uczestników mi brakuje.

To ja Ci mnóstwa takich zmotywowanych uczestników życzę. Jeżeli ktoś z was w trakcie tej rozmowy, a może już wcześniej zamarzył sobie być trenerem, szkoleniowcem to Iwo Konopek jest w tym ekspertem i zachęcam sprawdzić jego Akademię Brain Up. Bardzo Ci, Iwo, dziękuję.

Iwo Konopek: Dzięki serdeczne, że mogłem tutaj u Ciebie być.

Chcesz się dowiedzieć więcej? Przesłuchaj pełnego wywiadu na górze strony. Chcesz więcej? Zapraszam do przeczytania bądź przesłuchania pozostałych wywiadów z tej serii.

– Michał Bloch, Jak rzucić etat

Agnieszka Kaczor – firmę tworzy zgrany zespół!

Agnieszka Kaczor – firmę tworzy zgrany zespół!

Agnieszka Kaczor, agile coach i współwłaścicielka firmy QAgile, pokazuje, jak ważny jest zespół w budowaniu firmy. Czy warto rzucić etat…
Weronika Nowakowska – od medali na mistrzostwach świata do autentycznej marki osobistej

Weronika Nowakowska – od medali na mistrzostwach świata do autentycznej marki osobistej

Weronika Nowakowska to dwukrotna medalistka mistrzostw świata, która wierzy w sukces autentycznej marki oraz pracy u podstaw. Jak zbudowała swój…
Natalia Konopek – jak zbudować markę trenera personalnego?

Natalia Konopek – jak zbudować markę trenera personalnego?

Natalia Konopek od zawsze wiedziała, że sport to jej pasja. Wielokrotnie zdobyła medale w akrobatyce sportowej. Teraz pomaga ludziom w…
.
.