Agata Jasińska odeszła z korporacji, aby odnieść sukces w bardzo konkurencyjnej branży dietetycznej.

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Agata Jasińska już rzuciła etat i pomaga innym w zdrowym trybie życia. Diety? Powiedzmy, że nie z Agatą takie numery. W wywiadzie opowie nam o tym, jak jej system pomaga bez efektów jo-jo.

Posłuchaj jako podcast w wersji audio:

Michał: Moim dzisiejszym gościem jest Agata Jasińska, psychodietetyk, Diet Coach, osoba, która zajmuje się pomaganiem innym w prowadzeniu zdrowego trybu życia, właścicielka marki Szczęście od kuchni.

Agata: Cześć. Dzięki za zaproszenie. Z tej strony Agata Jasińska. Szczęście od kuchni to marka, która wspiera kobiety w zmianie stylu życia na zdrowszy. Pomagam odzyskać zdrowe relacje z jedzeniem, aby schudnąć w zgodzie ze sobą, bez efektu jo-jo. Myślę, że to jest taka moja główna działka.

Pomagam odzyskać zdrowe relacje z jedzeniem

Agata Jasińska (4)

Powiedz, czym się różni Diet Coach od psychodietetyka?

Myślę, że to są uzupełniające się zawody. Wzięłam metody pracy z coachingu, połączyłam to z wiedzą dietetyczną i psychodietetyczną, i można powiedzieć, robię taki miks różnych metod, odpowiednio dobierając je do osoby, z którą pracuję, patrząc na to, czego ona potrzebuje. Pracuję też jako mentor i mam przygotowanie dietetyczne. Uważam, że każdy proces jest inny, dlatego że każdy ma inne doświadczenia, inne problemy, inne oczekiwania i stąd właśnie taka mieszanka. Stale poszukuję nowych rozwiązań, ciągle się rozwijam i szukam nowych metod. Coaching się świetnie wpasowuje i pomaga mi poszerzać świadomość osób, które do mnie przychodzą.

Rozumiem, że nie kupuje się od Ciebie gotowych diet, tylko najpierw musisz poznać osobę, z którą pracujesz i szyjesz jakby na miarę.

Tak, dokładnie. Nie układam diet, choć muszę powiedzieć, że raz się ugięłam. Oczywiście działam na programie dietetycznym, ale raczej pracuję nad zmianą przekonań w zakresie odżywiania i nad daniem wędki, a nie ryby. Często odchudzanie i dieta kojarzy nam się po prostu z takim bardzo restrykcyjnym podejściem, z tym że są jakieś zakazy i nakazy. Natomiast cała sztuka polega na tym, żeby tak naprawdę był w tym wszystkim umiar, żebyśmy potrafili się zatrzymać na drugiej czekoladce albo na drugim ciasteczku.

Sztuką jest też ułożyć sobie taką dietę, żeby być w deficycie kalorycznym. Chodzi o to, żeby jeść trochę mniej, niż wynika z naszego zapotrzebowania, ale żeby cały czas przy tym odczuwać sytość. Pomagam też rozróżnić głód od apetytu czy chociażby jak radzić sobie z zachciankami i jedzeniem emocjonalnym. Bardzo często problemy z nadwagą to tylko objawy różnych innych rzeczy, które się gdzieś tam dzieją pod powierzchnią. Mój proces pomaga w odkryciu tych zależności i tego, co jest tą kluczową przyczyną, dlaczego jemy.

Pomagam też rozróżnić głód od apetytu czy chociażby jak radzić sobie z zachciankami i jedzeniem emocjonalnym.

Jak to się w ogóle stało, że zostałaś freelancerką i odeszłaś z etatu?

Był to długi kilkuletni proces i przygotowując się do tego wywiadu, troszkę sięgnęłam pamięcią do tego czasu. Odeszłam z etatu po dwudziestu dwóch latach pracy w jednej korporacji. Natomiast już kilka lat, zanim odeszłam, miałam takie poczucie, że korporacja nie jest miejscem dla mnie, że nie do końca czuję się tam dobrze. Miałam różne pomysły, ale nie wiedziałam jeszcze, co chciałabym robić. Natomiast praca w korporacji była dla mnie wyzwaniem ze względu na moje perfekcjonistyczne podejście i brak asertywności. Pracowałam wiele godzin dziennie i ignorowałam dobre odżywianie się, nie byłam może otyła, ale zdecydowanie przytyłam. W którymś momencie moje zdrowie zaczęło się sypać, bo po prostu nie dbałam o siebie, nie jadłam tak, jak powinnam, i miałam dużo stresu.

Czy był taki dzień, w którym już wiedziałaś, że odejdziesz z etatu?

Wiesz co, nie mam w swojej pamięci takiego konkretnego dnia, bo trochę nie mogłam się zdecydować. Miałam taki moment, że wiedziałam, że chcę coś zmienić, ale jeszcze nie wiedziałam, czy to będzie zmiana na inną korporację, czy w ogóle odejście od tego. Aby podjąć decyzję, korzystałam z coachingu. Pomógł mi zrozumieć, że tak naprawdę tutaj nie chodzi o pracę w innej korporacji, bo tam nie znajdę tego, czego potrzebuję.

Byłam bliska odejścia z etatu i poszłam mocno w stronę dietetyki, nawet pisałam bloga, którego nie udostępniłam publicznie, ale wtedy jednak nie znalazłam w sobie jeszcze tej odwagi. Był taki moment, kiedy trochę się poddałam mentalnie i stwierdziłam, że widocznie freelancerski żywot nie jest dla mnie i że chyba nie znajdę w sobie wystarczająco odwagi. Ale dotarło do mnie, że nie da się stłumić swoich potrzeb.

Jeszcze na swojej drodze musiałam spotkać odpowiednich ludzi, trafić na kilka różnych warsztatów rozwojowych, dzięki którym proces mojej zmiany postępował. Później przyszedł taki moment, kiedy musiałam się zastanowić, dlaczego wycofałam się dietetyki. Doszło do mnie, że to nie jest do końca to, czego ludzie potrzebują. Mam bardzo wysoko w swoich wartościach takie poczucie sensu i jeżeli coś robię, to potrzebuję czuć ten sens i, że realnie pomagam innym osobom. Dietetyka bardzo mi się podobała, dopóki nie dowiedziałam się, że osiemdziesiąt procent osób oszukuje swojego dietetyka. Wraz z tym, jak wchodziłam w te niuanse dietetyczne, zrozumiałam, że tak naprawdę nie da się pomóc człowiekowi dietą.

W momencie, gdy odkryłam psychodietetykę, coaching i to, że można podejść do tego holistycznie, wtedy uwierzyłam w to, że będę w stanie odejść z etatu, bo mam jakiś pomysł, który jest spójny ze mną. Przygotowałam bardzo dokładny plan. Któregoś pięknego dnia, siedząc w fotelu wieczorem, powiedziałam sobie, że OK, to jest ten miesiąc, w którym chcę złożyć wypowiedzenie. I je złożyłam.

W momencie, gdy odkryłam psychodietetykę, coaching i to, że można podejść do tego holistycznie, uwierzyłam w to, że będę w stanie odejść z etatu.

Agata Jasinska (1)

Jak się wtedy poczułaś?

Wiesz co, poczułam ulgę, bo długo zwlekałam. Chociaż może nie zwlekałam, tylko potrzebowałam tego czasu, żeby się dobrze przygotować do tej decyzji. Natomiast poczułam taką ulgę, że przyszedł ten dzień, w którym ja jestem w dwustu procentach pewna swojej decyzji

Jakbyś miała popatrzeć na całą swoją drogę, co w niej było najtrudniejsze do przezwyciężenia?

Wiesz co, myślę, że zmiana własnych przekonań i praca nad sobą. Miałam w sobie wiele przekonań, które nie pozwalały mi uwierzyć w to, że można i że mogę w ten sposób pracować i zarabiać. Pierwszym takim krokiem do mojego rozwoju był coaching indywidualny, ale też wiele warsztatów rozwojowych, na które się zapisywałam i z których bardzo dużo wyniosłam. Ta analiza pozwoliła mi inaczej spojrzeć na siebie. Nosiłam na przykład takie przekonanie, że introwertyk nie udziela się w social mediach. Miałam też bardzo wysoko poczucie bezpieczeństwa. Oczywiście wiadomo, że to poczucie bezpieczeństwa w korporacji jest złudne, ale jednak jest to powtarzalne środowisko i stała wypłata. Szukanie przewagi zalet pracy poza etatem było kluczowe, żeby po prostu coś zmienić.

Oczywiście wiadomo, że to poczucie bezpieczeństwa w korporacji jest złudne, ale jednak jest to powtarzalne środowisko i stała wypłata.

Właśnie wspomniałaś o etacie i pensji. Z tego, co wiem, piastowałaś wysokie stanowisko w korporacji i mam takie doświadczenie jako mentor, że to wcale nie do końca jest korzystna sytuacja. Z jednej strony wyższe stanowisko to wyższe zarobki, pewnie szybsza możliwość zbudowania poduszki finansowej, ale to też jest pewien standard życia i wyższe oczekiwania, więc ciekawy jestem, jak to u Ciebie było, bo wysokie stanowisko to również prestiż, więc potencjalnie możesz odczuwać stratę. Powiesz coś od siebie w tym zakresie?

Tak. Oczywiście trzeba było zostawić samochód służbowy. Pracowałam jako menadżer, więc miałam z tego tytułu różne benefity łącznie z wysokim wynagrodzeniem i z każdym rokiem dostawałam kolejną podwyżkę. Myślałam sobie wtedy: Kurczę, jeszcze gorzej będzie odejść. Ale nie oszukujmy się, na budowaniu marki osobistej, żeby dojść do wynagrodzenia poziomu menadżera, to jest kwestia czasu. Natomiast myślę, że ja miałam o tyle łatwiej, że nigdy nie przywiązywałam wagi do prestiżu, ani do tych benefitów. Raczej jestem osobą, która nie podnosiła stopy życiowej wprost proporcjonalnie do wynagrodzenia, więc mówiąc wprost, ta poduszka finansowa się stworzyła przez lata i to zdecydowanie było coś, co pomogło mi w podjęciu decyzji o odejściu.

Marta Kobińska

Czy masz jakąś radę dla kogoś, kto ma wysokie stanowisko w korporacji i wysoką pensję. Jak powinien zbudować poduchę finansową? Jak to osiągnąć? Ile tak naprawdę trzeba mieć, żeby ze spokojem myśleć o rzucaniu etatu?

Wiesz co, myślę, że to jest tak naprawdę bardzo indywidualne, bo dla kogoś być może wystarczy wynagrodzenie na dwa lata, ktoś inny będzie potrzebował jeszcze większego bezpieczeństwa. Także myślę, że tutaj każdy indywidualnie powinien sobie odpowiedzieć na to pytanie. Nie ma jedynej słusznej odpowiedzi. Natomiast na pewno to, co radzę to, żeby ta poduszka oczywiście była.

Co Cię zaskoczyło już po opuszczeniu etatu, czego się kompletnie nie spodziewałaś?

Zaskoczyło mnie to, że nie mam z kim skonsultować pewnych rzeczy. Korporacja jest takim miejscem, w którym człowiek się przyzwyczaja, że każda kartka, każda ulotka, każdy dokument jest przeglądany przez siedem osób i jest kilka podpisów. To na początku było dla mnie dziwne, że to ja teraz sama tutaj wszystko muszę robić. Brakowało mi też kontaktu z ludźmi, z którymi można pogadać o tematach freelancerskich.

Zaczęłam po prostu poznawać ludzi z tego środowiska, co dawało mi też więcej wiedzy i pewności. W momencie, gdy odeszłam z etatu, to mi zabrakło tych osób. Chciałoby się pogadać, powspierać. Bardzo ważne jest, jak się chce być freelancerem, żeby właśnie szukać rozwiązań i być nastawionym na rozwiązania, więc szybko zorganizowałam Master Mind, zaprosiłam do takiej mini grupy wsparcia dwie koleżanki, które poznałam na szkoleniach. Wcześniej wydawało mi się, że jako introwertyk nie będę aż tak bardzo potrzebowała ludzi, a jednak okazało się to dla mnie ważne.

Bardzo ważne jest, jak się chce być freelancerem, żeby właśnie szukać rozwiązań i być nastawionym na rozwiązania

Agata Jasińska (2)

Za czym się na pewno nie tęskni?

Jest wiele rzeczy, za którymi nie tęsknię. Najbardziej za wszystkimi zadaniami, które po prostu nie miały sensu. Po prostu w korporacjach jest wiele obowiązków, które nie przenoszą żadnych rezultatów albo nie widać jakiegoś specjalnego przełożenia na wyniki.

Czy Ty wchodząc do swojej branży, miałaś na to jakiś pomysł, jak tutaj zaistnieć i jak się wyróżnić na tle innych fitnessowych marek?

Wiesz co, nie jestem konkurencją dla fitnessowych marek, dlatego, że działam w innym obszarze niż one, gdzie jest kult sześciopaka i super sylwetki.

Co musi mieć osoba zajmująca się Diet Coachingiem? Jaka powinna być?

Myślę, że najważniejsza w biznesie freelancerskim jest autentyczność, bo to my przyciągamy klientów do siebie i każda próba nagięcia siebie po to, żeby przyciągnąć inny rodzaj klienta, kończy się porażką. Ja po prostu jestem, jaka jestem, dzielę się swoją pracą i pokazuję to w swoich social mediach. W swoim życiu korzystam z zasady osiemdziesiąt-dwadzieścia i pokazuję, że w to, co jest zdrowe, wplatam, część jedzenia przyjemnościowego.

Chodzi naprawdę o to, żeby zmienić styl życia na taki, z którym będziemy mogły zostać do końca życia.

Agata Jasińska (5)

Jak szybko pojawili się pierwsi klienci od momentu rzucenia etatu? Często ludzie pytają jak szybko po rzuceniu etatu, można zacząć zarabiać. Jakie są Twoje doświadczenia?

Moje doświadczenia pewnie będą dosyć nietypowe, bo tak jak powiedziałam, rzuciłam etat i w zasadzie dopiero zaczęłam wyprowadzanie mojej marki na świat. Pracowałam do końca lipca i dopiero w tym miesiącu utworzyłam fanpage na Facebooku. Natomiast bardzo często mówiłam o tym, czym będę się zajmować i o swojej pasji w środowisku korporacyjnym. Zresztą jak już zaczęłam się wdrażać w zdrowy styl życia, to organizowałam prezentacje dla chętnych, więc w korporacji byłam już znana z tego, że jestem propagatorką zdrowego stylu życia. Tak naprawdę pierwszych klientów miałam z tych osób, które znałam wcześniej, które wiedziały o tym, czym się zajmuję. Natomiast później stworzyłam pierwszą edycję kursu intuicyjnego odchudzania.

Gdybyś miała powiedzieć, jaka jest najskuteczniejsza metoda sprzedażowa u Ciebie?

Pozyskuję klientów z różnych miejsc i co ciekawe z takich, których pewnie bym się nie spodziewała. Na przykład byłam na warsztacie z coachingu czy na szkoleniu i z takich warsztatów mam kilka klientek, które wiedząc, czym się zajmuję, za chwilę do mnie zapukały.

Natomiast z całą pewnością to działa tak, że jest ten proces zapoznawania się z klientem, czyli mam tak zwany Lead Magnet, czyli darmowy ebook. Pozyskuję osoby do swojej listy mailingowej i do swojej grupy na Facebooku i na fanpage. Prowadzę Instagrama, nagrywam podcast, mam kanał na YouTubie, więc jestem w różnych miejscach. Widzę, że te osoby mnie obserwują. Prowadzę też darmowe webinary. W swojej zamkniętej grupie na Facebooku, co miesiąc prowadzę webinary. Ze trzydzieści procent osób, które biorą udział w kolejnych edycjach to osoby, które przyszły z polecenia.

Nigdy nie jest za późno na zmiany

Przede wszystkim, żeby zacząć trzeba po prostu mówić o tym, co się robi. Najważniejsze to wyjąć projekt z tej przysłowiowej szuflady. Co mogłabyś doradzić osobom wciąż pracującym w korporacji, które chciałyby coś zmienić?

Myślę, że najważniejsza jest uważność i niezagłuszanie sygnałów, które wysyła nam podświadomość, a także szukanie wsparcia. U mnie to był coaching  i dużo pracy własnej, żeby słuchać swojego organizmu po prostu. Dostrzegać te sygnały.

Co byś powiedziała ludziom, żeby ich zmotywować do przejścia na swoje?

Może zacznę od tego, że nigdy nie jest za późno na zmiany. Ja wspominam swoje czterdzieste urodziny jak stypę, bo to był właśnie ten moment, w którym myślałam, że już mi się nie uda, że nie dam rady i że już mnie nic fajnego w życiu nie czeka. A jednak dokonałam tej zmiany. Jestem teraz w innym miejscu i myślę, że to najlepsza decyzja, jaką mogłam podjąć. Po pierwsze trzeba oderwać się od ograniczających nas przekonań. Druga rzecz to po prostu szukać pomysłów i poznawać nowych ludzi, bywać w nowych miejscach. W momencie, kiedy wychodzimy, poznajemy nowe osoby, możemy mieć pewność, że trafimy po nitce do kłębka.

Agata-Jasinska-5

Bardzo Ci dziękuję za rozmowę. Moim gościem była Agata Jasińska, właścicielka marki Szczęście od kuchni, a ja się nazywam Michał Bloch i zapraszam Cię na kolejne odcinki.

Chcesz się dowiedzieć więcej? Przesłuchaj pełnego wywiadu na górze strony. 

– Michał Bloch, Jak rzucić etat

Kat Piwecka – jak wygląda współpraca z gwiazdami?

Kat Piwecka – jak wygląda współpraca z gwiazdami?

Kat Piwecka opowiada o swojej drodze od handlu do fotografii gwiazd. Nie takie przebranżowienie straszne, więc jak to zrobiła? Zapraszamy…
Sisi Lohman – od korporacji do gazety Głos Mordoru

Sisi Lohman – od korporacji do gazety Głos Mordoru

Sisi Lohman opowiada o życiu poza korporacją nad tworzeniem gazety Głos Mordoru. Czy papierowa gazeta ma jeszcze rację bytu?
Jak przetrwać sezon ogórkowy, gdy się rzuciło etat? O swojej marce Nie Odwlekaj opowie Anna Łapińska

Jak przetrwać sezon ogórkowy, gdy się rzuciło etat? O swojej marce Nie Odwlekaj opowie Anna Łapińska

Anna Łapińska to jedna z tych osób, które szczerze polecają pracę na swoim. Tylko jak połączyć dwie dziedziny: nauczanie j.…