Życie od weekendu do weekendu niszczy Twoje zdrowie.

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
System wymusił na nas pracę przez 5 dni i odpoczynek przez 2 dni, ale w niedzielę czujesz ten tradycyjny ścisk w żołądku, a w piątek myślisz tylko o tym, aby się zresetować? Nie Ty jeden. Zanim zaczniesz podejmować decyzję o rzucaniu etatu przeczytaj, dlaczego taki podział jest szkodliwy dla Twojego zdrowia.

Posłuchaj jako podcast w wersji audio:

Chciałbym Ci pokazać kilka nowych obszarów, które też mogą ucierpieć, kiedy pracujesz na etacie od 9 do 17.

Pamiętaj, że jestem osobą „etatosceptyczną”, to jest tylko mój subiektywny punkt widzenia. Punkt widzenia człowieka, który już od kilkunastu lat buduje swoją markę osobistą. Nie zdziw się więc, jeśli będę rysował to wszystko w czarnych barwach. Jak możesz się domyślać nie jestem fanem systemu, który odbiera największą część dnia, płaci za to małe pieniądze i nawet po wielu latach ciężkiej pracy zostawia Cię praktycznie bez niczego.

Ale do rzeczy, zastanówmy się w jaki sposób etat wpływa na Twoje życie i dlaczego warto z niego zrezygnować jak najszybciej, oczywiście wcześniej się do tego przygotowując!

Piątek, piąteczek, piątunio – znasz te GIFy?

Niezwykle ważnym aspektem, którego w zasadzie nie poruszaliśmy wcześniej jest aspekt zdrowia i diety. Życie typowego korporacjusza, to życie od weekendu do weekendu, czwartek to taki mały piątek, potem piąteczek, piątunio, wszechobecny GIF i obrazki udostępniane na różnych mediach społecznościowych.

Większość ludzi w korporacji na pewnym etapie żyje w tym schemacie 5 dni pracy, a w piątek tak zwany „twardy reset”. Pojawia się alkohol, pojawia się niezdrowe jedzenie. Sobota wiadomo kacyk, niezdrowy sposób radzenia sobie z emocjami, z myśleniem. Ale jakaś namiastka relaksu się pojawiła. Potem niedziela, zaczyna w żołądku coś kłuć, w głowie pojawia się myśl uporczywa: „Jutro znowu do roboty”. Znasz to? Ja znam to doskonale, wiele lat tak żyłem, straciłem mnóstwo czasu próbując się w ten sposób zresetować. W tym schemacie nie ma czasu na pasje, nie ma czasu na aktywny tryb życia, nie ma czasu na zdrową dietę. To droga donikąd.

Tylko bardzo dobrze zorganizowany etatowiec będzie wstawał o czwartej rano, przygotowywał posiłki na cały dzień, znajdzie czas na siłownię albo bieganie, ale to też niestety wpłynie na podniesiony poziom ciśnienia i hormonów stresu.  Powiedzmy sobie szczerze, taki scenariusz ewentualnie jeszcze można zrealizować latem. Jak ptaszki ładnie śpiewają, o czwartej przyroda budzi się do życia i jest ciepło. Zimą to niestety to wszystko tak pięknie nie wygląda, czwarta rano, mroźna, straszna noc. Jak w Grze o tron, po prostu „Winter is coming”.

Nie chcę uogólniać. Są tacy ludzie, którzy są bardzo dobrze zorganizowani, mają wysoką sumienność, ale oni są obdarzeni po pierwsze pewną pulą genetyczną, ponieważ pewne cechy osobowości są uwarunkowane biologicznie i niestety to tylko niewielka część społeczeństwa.

Ktoś zauważy, że w tej chwili w dobie pandemii, praca zdalna funkcjonuje na wysokim poziomie, większość pracuje z domu. Ale to żadne rozwiązanie. Każdy, kto pracuje w ten sposób wie, że się jest przywiązany do komputera, spotkanie za spotkaniem, telekonferencja za telekonferencją. A za ścianą dzieci, które mają naukę zdalną. Dobrze, jeśli masz starsze dzieci, które są już bardziej usamodzielnione, ale co w przypadku, kiedy za ścianą maluchy, przedszkolaki. Ilość bodźców jest przerażająca. Po takim dniu masz ochotę wybiec z domu, a przecież obiad trzeba zrobić, pranie. Proza życia. No cóż etat zjada zbyt wiele czasu.

 

A co, gdyby piątunio był w poniedziałeczek?

Pogoń od weekendu do weekendu, wypatrywanie tego piątunia wspaniałego. A co, gdyby mieć piątunio w poniedziałeczek? Wiadomo, że niektórzy ludzie bardzo mocno próbują z tego korpo kołowrotka wyjść. Niektórzy jeszcze mocniej sobie dają w kość albo biegają na długie dystanse. Znam ludzi, którzy się uzależnili od bólu. W tym aspekcie ból jest ważnym czynnikiem, pozwala skupić się na tu i teraz, pozwala wyłączyć myślenie, do tego dochodzą jeszcze po treningu wydzielane endorfiny. Mam kilka takich osób w swoim otoczeniu, które w ten sposób wywierając presję na ciało (żeby nie myśleć) doznały… udaru w bardzo młodym wieku. Nie chcę mówić, że to wina wyłącznie etatu. Oczywiście zawsze ktoś może powiedzieć, że nikt nikomu nie każe tak pracować, nikt nikomu nie każe ostro trenować. No tak, ale często ta ilość bodźców, która dostarczana jest podczas pracy etatowej, ta ilość czasu inwestowanego, ta konieczność pogodzenia z różnymi aspektami życia jest ogromna. Szczególnie wtedy, gdy pojawiają się dzieci, pojawia się związek, płacone są wysokie koszty.

Chcę Ci powiedzieć, że życie dzieje się też poza etatem. Można pracować mniej. Tylko ktoś Ci to powinien powiedzieć. Będziesz mieć więcej czasu na zadbanie o swoje zdrowie, na zadbanie o swoje relacje, będziesz mógł wytworzyć ekologiczną pasję. Ta whisky w piątek to nie jest raczej ekologiczna pasja.

I jeszcze rada ode mnie, jako psychologa. Zaopiekuj się swoim wewnętrznym dzieckiem, żeby pozostało radosne i szczęśliwe…

Drugi aspekt, który chciałbym dzisiaj poruszyć to sport i dbanie o sylwetkę. Osobiście mój temat, a jednocześnie temat rzeka.

Kwestia sylwetki, wyglądu, który miałby nam dostarczać również jakiejś dozy satysfakcji.

To jest niby prozaiczna sprawa, ale też ważna w kontekście samopoczucia i dobrostanu, o którym dzisiaj bardzo mocno w wielu punktach będę mówił.

Lubisz patrzeć na swoje odbicie w lustrze?

Są osoby, które unikają luster. Niektórzy z kolei wpatrują się w nie i zdają się nie poznawać osoby, którą widzą.

Pracujesz po 9, czasami po 10 godzin dziennie, wiesz dobrze, że praca 8 godzin to mit. Doskonale wiesz, jak brakuje czasu na wszystko, w tym na dbanie o siebie. Czasem nie masz możliwości, żeby wstać wcześnie rano i ćwiczyć czy poświęcić noc albo zrezygnować z części odpoczynku, żeby popracować nad sylwetką.

Wielu z nas, pracując na etacie marzyło, żeby móc wyskoczyć w ciągu dnia, kiedy jest energia, nastrój, motywacja pobiegać albo poćwiczyć na siłowni. Tak samo aspekt związany z odżywianiem jest niezwykle istotny do poruszenia. W korporacji najczęściej się albo nie dojada albo się przejada, a jedno i drugie niestety powoduje odkładanie tkanki tłuszczowej. Wiele lat temu, kiedy sam pracowałem na etacie w banku, bardzo ciężko było w ciągu dnia zjeść. Czasem było wiele zadań na już, jeszcze praca pod ogromną presją i jedzenie było ostatnią rzeczą, o której myślałem. Więc organizm, żeby przygotowywać się na taką głodówkę w kolejnych dniach po prostu odkładał tłuszcz z tego, co zostało zjedzone.

Zajadanie stresu – znasz to?

A wiadomo, jeśli zajadamy stres (również weekendowy) to trudno nie magazynować wszystkiego na zapas. No niestety tutaj mózg ludzki jest bardzo prymitywny, opiera się na parametrach, które były najbardziej logiczne w czasach tzw. jaskiniowych. Wtedy właśnie normalne były okresowe braki pożywienia.

Na etacie często nie ma czasu zjeść, albo też jest taka opcja, że się je w trakcie zadań, więc je się nieświadomie, nie przetwarza się tego pożywienia, nie dostarcza się bodźców które powodują, że pojawia się uczucie psychicznej sytości. Story of My Life, kiedy pracowałem na etacie to było właśnie coś, z czym bardzo długo walczyłem i tak naprawdę poradziłem sobie z tym dopiero, kiedy rzuciłem etat. Rozumiem Cię naprawdę i bardzo z Tobą w tej chwili empatyzuję, jeśli masz podobnie. Wiem co to oznacza. Oczywiście dieta i ćwiczenia to najprostsze rozwiązanie. Jeżeli chcemy jeszcze trochę pomodelować sylwetkę to oprócz diety dochodzi wysiłek aerobowy, rowerek, bieganie. Rok, może dwa lata i wyglądasz super! 🙂 Możesz już wrzucać zdjęcia na Instagrama, a będziesz wyglądał jak początkujący model.

Wtedy, kiedy pracowałem na etacie i ktoś by mi tak powiedział, to jedyne co mogłem zrobić wtedy to parsknąć śmiechem, popukać się w głowę.

Wchodzisz na Instagrama, gdzie jest mnóstwo pięknych sylwetek, ale to w większości ludzie, którzy żyją z tego, że… mają świetne sylwetki, żyją z tego, że promują diety, rozpisują plany treningowe. To jest ich praca, to jest ich wyjście z etatu, to jest ich sposób na to, żeby połączyć pasję z zarabianiem pieniędzy, nie musieć biegać do dużego szklanego budynku. Na to wszystko potrzebny jest czas, na etacie tego czasu brakuje, na dietę, na trening. Oczywiście nieliczni hardcorowcy istnieją. Znam też takie osoby. Mają bardzo wysoki poziom motywacji i poziom zorganizowania, jednak na dłuższą metę to jest bardzo trudne do utrzymania.

Jak dbasz o swoje ciało?

Szczególnie jeżeli mamy dzieci, ja mam akurat dwójkę. Jeżeli się pojawiał jeszcze bardzo wymagający czas w pracy korporacyjnej to naprawdę było bardzo ciężko. Zawsze marzyłem o tym, żeby mieć zgrabną sylwetkę, żeby mieć dobre zdrowie, dobre samopoczucie. Nigdy nie było na to czasu. A warto. Zrobienie czegoś dla siebie, dbanie o ten najważniejszy nasz wehikuł, nasz pojazd, którym przyszło się nam poruszać w tym wymiarze – nasze ciało. Jak każdy pojazd trzeba go serwisować, wymieniać olej, ba nawet co jakiś czas po prostu nalać dobrej ilości i jakości paliwa, a nie tylko wciskać gaz do dechy, jechać coraz szybciej i modlić się, żeby się jeszcze nie rozleciał przez jakiś czas. Poza etatem sam będziesz sam ustalał godziny pracy, więc będziesz ustalał też sobie godziny treningu, będziesz też miał czas na przygotowanie diety i to w normalnych porach dniach. Przy dobrze rozkręconej marce, będziesz mieć też czas na pasje, na odbudowanie relacji z rodziną. I świadomie użyłem słowa odbudowanie relacji z rodziną, bo o tym za chwilę.

Rzucenie etatu to nie jest tylko ambicjonalne podążanie za większym pieniądzem, za prestiżem przedsiębiorcy, czy za większą rozpoznawalnością, to jest też aspekt zadbania o bezpieczeństwo poprzez budowanie czegoś własnego, ale też zadbanie o to bezpieczeństwo poprzez równowagę życiową i lepsze zdrowie.

Kolejny aspekt, który za chwilę poruszę to aspekt podróży.

Powiesz teraz:

„Przecież ja pracuję na etacie, stać mnie, wyjeżdżam dwa razy do roku, raz nad polskie, raz na palmę – all inclusive, a w czasie urlopu telefon nawet zostawiam w hotelu. Czasem nie biorę go na plażę. Nawet na BlackBerry pocztę nawet mi się udaje skasować na parę dni”.

Jest wiele osób, które pracują cały rok, wypruwają sobie flaki tylko po to, żeby pojechać raz, czy dwa razy do roku na wakacje. No i dzieje się tam rzecz niezwykła, nagle zaczyna się życie, odkrywanie siebie. Pełen luz, wiatr we włosach, słońce na twarzy, stopy w piasku, zachody słońca znamy z Facebooka czy z Instagrama. Niesamowite jak się Ci ludzie zmieniają, jak się zmieniają ich twarze, całe ciało jest odprężone. Staram się analizować te zdjęcia i widzę totalną przemianę. Oczy stają się błyszczące. Coś fantastycznego. Dobrze, że to masz, to pięknie. Dobrze, że masz taką możliwość. Czy to nie jest totalny bezsens? Czy to nie jest jakimś bezsensownym błędnym kołem? Pętlą, w której większość czasu zajmuje Ci walka, po to, aby mieć ten jeden lub dwa świetliste momenty w roku na te upragnione, wymarzone wakacje.

Jedni spędzają wakacje aktywnie, inni nic nie robiąc. Nie mnie to oceniać, to jest osobista sprawa. W tym miejscu chcę Ci tylko powiedzieć, że Twoje życie może się składać z samych praco-wakacji, gdzie podróżujesz non stop, ile chcesz i pracujesz zdalnie na siebie. Pracujesz zdalnie, możesz mieć minimum 3 miesiące wolnego w roku i w tym czasie będziesz nic albo prawie nic robił. Pozostała część roku to będzie intensywna praca, a znam też takich, którzy mają 6 miesięcy wolnego, potem intensywna praca i znowu 6 miesięcy OFF na jachcie na Morzu Śródziemnym. Uwierz mi, perspektywa zmienia się totalnie. Praca przestaje być sensem istnienia, przestaje być gonitwą do tych świetlistych momentów, kołowrotkiem od weekendu do weekendu, od wakacji do wakacji. To wyjście poza systemową konsumpcję, to jest rozpoczęcie życia, w którym praca jest tylko środkiem do realizacji pewnych celów, nawet jeżeli zbudujesz markę, która będzie wymagać Twojej ciągłej obecności to i tak ilość wakacji możesz zwiększyć do kilku, a nawet kilkunastu razy w roku. Gwarantuję Ci, że Ty też możesz nauczyć się harmonii pracy podróżując, jednocześnie nauczyć się korzystania z życia.

Jeżeli masz rodzinę to wyobraź sobie 3-4 miesiące wakacji – cały lipiec i sierpień i kolejny cały miesiąc wolnego na przełomie roku, kiedy można się wybrać do domku nad morzem albo nad jeziorem albo gdzieś w górach. Wakacje jak z teledysku Wham: „Last christmas” razem z dziećmi. To czas, którego nie nadrobisz. Jeśli nawet sobie obiecasz, że w przyszłości, kiedy będziesz bogaty i wolny to pewnych momentów ze swoimi dziećmi nie odzyskasz.

I o tym będzie kolejny punkt.

 Ten punkt będzie bardziej emocjonalny więc przygotuj się.

Skoro wspomniałem o rodzinie to pojawia się nam jeszcze ten aspekt szczególny, aspekt emocjonalny. Jeżeli masz rodzinę, dzieci albo np. jeżeli dziecko jest w drodze albo w ogóle dopiero myślisz nad tym, żeby powiększyć rodzinę, to na pewno wielu ludzi będzie Ci odradzać odejście z etatu, bo to przecież stabilna praca, stabilna pensja.

„Co będziesz synku tak wymyślać? Każdy tak pracuje! Nie wydziwiaj, ciesz się ze stabilnej, pewnej roboty!” Słyszałeś/Słyszałaś to kiedyś? Ja słyszałem wielokrotnie, ale ja nie żyję, żeby konsumować, odchować dzieci i umrzeć. No way! Nie ma mowy! Kiedy się spodziewasz dziecka, to wbrew pozorom jest to najlepszy czas na to, żeby rzucić etat!

Trzy pierwsze lata Twojego dziecka są kluczowe w JEGO rozwoju!

Pierwsze trzy lata życia są kluczowe dla rozwoju mózgu dziecka. Kształtują się wtedy zdolności socjalne, emocjonalne, językowe, poznawcze oraz motoryczne, rozwijają się jego bodźce, kształtuje się jego pewność siebie, zdolność do kontaktu z ludźmi, otwartość. A wszystko to w błyskawicznym tempie! Można powiedzieć, że przez pierwsze trzy lata życia dziecka buduje się kapitał na całe jego dalsze życie i dlatego ważna jest obecność obojga rodziców. Oczywiście obecność w sposób aktywnie uczestniczący.

Badania dowodzą, że w ciągu pierwszych trzech lat życia, mózg człowieka potraja swoją wagę. A co ciekawsze, ilość połączeń nerwowych sięga jednego biliona!

Pomóż swojemu dziecku wykorzystać czas do 3. urodzin najlepiej, jak to możliwe.

Wszystko, co osiągnie w tym czasie, to fundamenty dla jego dalszego rozwoju. To tak zwany okres krytyczny dla rozwoju mózgu Twojego dziecka. To, co człowiek osiągnie podczas tego okresu, w znacznym stopniu wpłynie na jego zdolności intelektualne, a nawet fizyczne. W tym czasie to niezwykle istotne, by dziecko jak najwięcej czasu przebywało wśród swoich rodziców. To właśnie oni wywierają na niego największy wpływ.  Pokazują, uczą i są obok. Nadają kierunek, podpowiadają, pokazują różnicę. A dziecko chłonie, niczym gąbka. Co wsiąknie? Zależy od tego, co mu pokażesz.

Ja jestem psychologiem, ale pracuję z ludźmi dorosłymi i dlatego pozwolę się wesprzeć tutaj portalem Mamotoja.pl. Oto, co można tam przeczytać. W pierwszym roku ważne jest, żeby podziwiać dziecko. Ważne jest, żeby dostarczać mu wielu wrażeń. Szczególnie chodzi o kontakt dotykowy, zachęcać go do rozmawiania, takiego „w cudzysłowie”.

W drugim roku życia niezwykle ważne jest, aby być jego sojusznikiem, wspierać go, doceniać, szanować, zachęcać do pokonywania trudności. Pokazywać jak bardzo wiele od niego zależy, budować kapitał tzw. samosprawczości. Zachęcać do wspólnego przyrządzania potraw, do doświadczania konsystencji. W trzecim roku życia wzmacniajmy ciekawość dziecka, pobudzajmy jego pasję do poznawania świata, pokazujmy nowe rzeczy, ćwiczmy uwagę, ale też stawiajmy granice. Z drugiej strony pozwalajmy decydować, chwalmy, stwarzajmy okazję do spotkań.

Drogi etatowcu, nieważne czy jesteś mamą czy tatą. Nie zmarnuj tego czasu!

Jeżeli jesteś mamą, która mnie czyta, która pracuje na etacie to wiem, że masz bardzo dużo na głowie nawet, gdy masz wspierającego partnera, który przejmuje dużo obowiązków, jesteś z pewnością zapracowana i też normalnym jest, że możesz mieć wyrzuty sumienia, że nie poświęcasz dziecku tak dużo czasu.

Karierę zdążysz jeszcze zrobić, a pewnego czasu, który wymaga dziecko nigdy nie odzyskasz.

Jeżeli nie będziesz świadkiem rozwoju swojego dziecka, nie będziesz w tym rozwoju uczestniczyć, to tracisz coś bezpowrotnie. Niestety zegar biologiczny jest tak skonstruowany, że na emeryturze możesz już się tylko na spokojnie zajmować wnukami, nie zrobisz sobie akcji: Dzieci: runda numer dwa. Wersja 2.0 rodzicielstwo teraz już bez popełniania tych samych błędów, z dużą obecnością.

Będąc na swoim, budując markę okazało się, że mogę mieć dużo lepsze relacje z dziećmi, z partnerką, jest mnie więcej w domu, moja obecność jest bardziej jakościowa. Oczywistym jest, że będą się pojawiały kryzysy, mamy do czynienia z relacjami, z potrzebami po obu stronach. To wymaga pielęgnowania.  

Nie mówię o tym, że będzie zupełnie sielankowo. Natomiast pytanie, czy Ty w ogóle masz na to czas, nawet gdy pojawią się jakieś pierwsze symptomy kryzysu, żeby się tym zająć. Czy masz czas patrzeć, jak rosną twoje pociechy, budować z nimi silne więzi? Czy masz czas na budowanie relacji ze swoim partnerem życiowym? A może w ogóle nie masz czasu na miłość…

To jest dobry moment, żeby o tym pomyśleć i zrobić miejsce na ten ważny, niestety bezpowrotnie przemijający czas.

Ikigai czyli sztuka szczęścia

Kolejnym, ostatnim już dzisiaj, ale też niezwykle ważnym aspektem jest aspekt rozwijania swoich pasji.

Japończycy mówią dużo o Ikigai, czyli o sztuce szczęścia. Ikigai to połączenie dwóch japońskich słów – „iki” oznacza życie oraz „gai”, czyli wartość. Filozofia ta polega na docenianiu codzienności. Ważne jest osiągnięcie równowagi w robieniu tego, co kochamy, a tym co musimy robić. Ikigai w języku japońskim znaczy tyle co „szczęście płynące z bycia stale zajętym”. To sposób na długowieczność Japończyków. Według nich odnalezienie sensu istnienia powoduje, że człowiek żyje dłużej i lepiej.

Filozofia, która mówi o tym, że istnieje pewien system motywacji, który sprawia, że nam się po prostu chce wstawać rano z łóżka, z uśmiechem, biegniemy do pewnych rzeczy. Nie jestem ekspertem od Ikigai, jeżeli Cię to zainteresowało odsyłam do Google.

Natomiast to, co chcę Ci dzisiaj powiedzieć to, że w tej filozofii to nie zawsze są jakieś bardzo ambitne, angażujące aktywności związane z ogromnymi nakładami energii. To mogą być też bardzo maleńkie, codzienne drobiazgi, które mogą nas pochłaniać bez reszty. W Ikigai pasja właśnie to główny punkt składowej szczęścia.

Pasja definiowana na styku tego, co kochasz robić i w czym jesteś dobry, to takie coś za czym podąża Twoja uwaga, Twoja energia. Coś, co robisz bez wysiłku. Można ją też niestety przedawkować, etymologia słowa pasja z łac. passio (od pati, ‘cierpieć’) to cierpienie, to namiętność, która wymaga cierpliwości, czyli chce Ci się to robić do bólu.

Kiedy czujesz flow?

Pasja to coś, w czym masz flow (z ang. przepływ, uskrzydlenie) – pojęcie z pogranicza psychologii pozytywnej i psychologii motywacji. Twórcą koncepcji jest Mihály Csíkszentmihályi, według którego flow to stan między satysfakcją, a euforią, wywołany całkowitym i radosnym oddaniem się jakiejś czynności. Czyli doświadczanie uczucia przepływu, kiedy czas się zatrzymuje. Kiedy możesz tańczyć swój taniec. Brzmi jak kawałek mowy motywacyjnej! 🙂

Chcę Ci po prostu w tym miejscu powiedzieć, że ten fragment życia jest też bardzo ważny, on buduje po prostu Twoje szczęście. To nie musi być coś wielkiego.

Mówiąc językiem psychologii – wrócę jeszcze raz do tego sformułowania, coś co powoduje, że Twoje radosne, spełnione i szczęśliwe dziecko, które każdy z nas ma w środku może być zaangażowane.

Idea tej Twojej dorosłej części, która jest niezwykle ważna, chwila wytchnienia, rozwijanie pasji to jest drugi ważny element budowania dobrostanu. Wpływa na szczęście, ale jest bardzo często pomijany, traktowany po macoszemu. Na ostatnim miejscu, kiedy już najczęściej nie ma siły ani ochoty. Zastanów się raczej, co zawsze chciałeś robić? Przypomnij sobie swoje marzenia z dzieciństwa, o czym marzyłeś, kim chciałeś być?

Sprawdź tak w środku, w sobie, co Cię zawsze kręciło, czego zawsze chciałeś spróbować albo coś, co kiedyś sprawiało Ci ogromną radość? W czym potrafisz się zapomnieć, do czego zawsze mają smykałkę, do czego miałeś i masz serducho.

Znasz efekt błyszczących oczu? Masz tzw. „Shining eyes”?

Benjamin Zander – dyrygent bostońskiej filharmonii, znany coach i mówca motywacyjny podczas jednego ze swoich wystąpień użył sformułowania „Shining eyes” (efekt lśniących, błyszczących, płonących oczu).

Namiętność i energia wywołują efekt, który nazywamy „lśniącymi oczami”, co oznacza po prostu, że w oczach widać promienny blask. Ludzie lubią pracować z kimś, kogo oczy są pełne życia, uśmiechnięte, przekonujące i atrakcyjne.

Spójrz na kilka swoich ostatnich zdjęć. Co widzisz? Czy jest na nich życie i entuzjazm? Czy też są to oczy, którymi nie byłbyś zafascynowany lub przyciągnięty, gdybyś zobaczył je u innej osoby? Jeśli chcesz wyeksponować „błyszczące oczy”, znajdź swoją pasję!

A Ty? Czy Twoje oczy błyszczą pasją, czy już dawno zmatowiła je rutyna? Czy już odkryłeś, co rozpala Twój wzrok? Kiedy Twoje oczy płoną? Czy wiesz, co jest Twoją pasją? Czy żyjesz życiem, w którym jest miejsce na pasję?

Jedyne, co Ci pozostaje to:

I działaj! A potem zajmij się podróżami, pasją, rodziną, zdrowiem i sylwetką. Tego ci życzę!

Co się może nie udać, gdy rzucisz etat i postawisz wszystko na jedną kartę?

Co się może nie udać, gdy rzucisz etat i postawisz wszystko na jedną kartę?

Strach jest czymś normalnym, ale aby go kontrolować trzeba rozumieć jego przyczyny. W tym artykule snuję najgorsze scenariusze i to,…
Dlaczego potrzebujesz kuloodpornej pewności siebie?

Dlaczego potrzebujesz kuloodpornej pewności siebie?

Pewność siebie ma wpływ na wiele obszarów naszego życia. Zastanowimy się skąd może się brać niskie poczucie własnej wartości, czyli…
Motywacja przede wszystkim! Czyli o technikach automotywacji na swoim.

Motywacja przede wszystkim! Czyli o technikach automotywacji na swoim.

Jako freelancer musisz motywować się sam, nie masz szefa, nie masz zespołu, nie dostajesz zadań. Jak się zmotywować do działania?…